"Zawiązujemy podwójny supeł by więź się nie przerwała
a w innym miejscu przycinamy ją ostrym słowem..."
a w innym miejscu przycinamy ją ostrym słowem..."
- Uważaj jak leziesz Uzumaki. – prychnęła. Chciała mnie
wyminąć jednak nie pozwoliłem jej na to. Mocniej zacisnąłem palce na jej
chudych rękach.
- Fumiko, co się dzieje? Skąd te siniaki? – wpatrywałem się
intensywnie w jej twarz. Przecież na treningu jej ciało było idealne. Bez
jakiejkolwiek skazy. Jej wzrok spoczął na własnych butach jednak, gdy uniosła
głowę dostrzegłem w jej oczach zdecydowanie.
- Naruto… to co ci powiem… odmieni twoje życie. Już nie
będzie takie samo. Nasza, nasza relacja prawdopodobnie ulegnie zmianie. Jesteś
moim przyjacielem, powinieneś to wiedzieć. – zagryzła lekko dolną wargę.
Impulsywnie nachyliłem się nad nią i musnąłem jej wargi. Były miękkie i ciepłe.
Na moment zamarła, lecz oddała pocałunek. Lekko się uśmiechnąłem. Nie odrzuciła
mnie. Ta dziewczyna miała coś w sobie, a to co zrobiłem, było impulsem,
intuicją? Sam nie wiem. Odsunęła się ode mnie, złapała za dłoń i zaczęła mnie
ciągnąć w nieznanym mi kierunku.
- Co się dzieje Fumi? – spytałem zdezorientowany, jednak
dziwnie szczęśliwy. Dziewczyna spojrzała na mnie z lekką naganą.
- Niedługo się dowiesz Naru... – pomimo powagi, kąciki jej
warg uniosły się ku górze. Będąc przez nią ciągnięty zastanawiałem się o
co może jej chodzić. Stała się w jednej chwili. Ciekawość stała się ważniejsza
od siostry która zapewne nadal na mnie czekała. Z pewnością się niecierpliwiła.
Jednak ja nie mogłem zrezygnować z dowiedzenia się tego co chce mi powiedzieć
moja przyjaciółka. Co prawda miałem nadzieję na coś więcej. Widząc park
uniosłem brwi. Dziewczyna wzruszyła ramionami po czym usiadła na ławce. Plecami
oparła się o oparcie. Nie wiedząc co ze sobą do końca zrobić usiadłem obok, a
wzrok skierowałem na jej bladą twarz. Wyglądała na lekko zmęczoną i
poirytowaną. Chcąc przerwać ciążące milczenie zapytałem.
- A więc? Co się dzieje Fumiko? – nasze spojrzenia się
skrzyżowały. Dziewczyna lekko zmarszczyła brwi jakby zastanawiając się od czego
zacząć. Rozumiałem to i nie miałem zamiaru jej popędzać. W końcu chciałem się
dowiedzieć wszystkiego, po kolei. Nie lubiłem chaotycznych opowieści. W końcu
zaczęła mówić. Skierowała wzrok w moim kierunku.
- Wiesz Naru… Może wydać to się dziwne, ale jestem opiekunką
aniołów…
- Opiekunką aniołów? – przerwałem jej wybałuszając oczy. Co
ona opowiadała? O co chodzi? Jej wargi minimalnie się uniosły.
- Zgadza się. Naruto… twoi rodzice byli aniołami. Michał i
Gabriela w ciele ludzkim spłodzili ciebie i Naruko. Tylko niestety pierworodni
są naznaczeni anielskimi cechami…
- Czyli Sasuke nie ma w sobie anielskiej krwi? – skinęła
głową. Widziałem zadowolenie na jej twarzy z powodu, że rozumiałem o co chodzi.
- Zgadza się. Itachi za to ma. Jednak z ich rodziną to już
inna historia… - na chwilę wyraz jej twarzy się zasmucił. Lekko uścisnąłem jej
delikatną dłoń w geście pocieszenia. Uniosła ponownie wzrok na mnie.
- A ty? Masz anielską krew sobie? – to pytanie nurtowało
mnie odkąd zaczęła mówić o aniołach. Zobaczyłem lekki grymas na jej obliczu.
- W połowie.
- W połowie? – uniosłem brew. Nie rozumiałem. Westchnęła.
- Hmmm jakby to ująć. W każdym pokoleniu mojej rodziny jest
wybierany jakiś opiekun. W tym stuleciu przypadło na mnie. W naszej rodzinie od
zawsze płynęła anielska krew pomimo, że już dawno nikt nie miał styczności z
wami. Razjel ustanowił nas strażnikami. Mamy się wami opiekować, uczyć,
pilnować…
- Emmm… - rzekłem mało inteligentnie. Podrapałem się po
potylicy. Ta tylko się zaśmiała.
- Nie szkodzi. Wiem, ciężko to ogarnąć. Myślę, że za dwa
tygodnie będziesz mógł się zacząć uczyć… a co do psa… to twój strażnik..
wyczuwa demony, będzie cie chronił i pilnował. Tak samo jak twojej siostry
chociaż i ona niebawem powinna znaleźć swojego psiego strażnika, a raczej on
ją… - po tych słowach na jej twarz wkradł się lekki uśmiech. Lubiłem jak się
uśmiechała.
- Dziękuję za szczerość Fumiko. Muszę sobie to poukładać w
głowie… - zamilkłem nie bardzo wiedząc co jeszcze powiedzieć. Szatynka
poklepała mnie po plecach, wstała z zajmowanego miejsca. Spojrzała na mnie z
góry.
- Czas się zbierać Uzumaki. Jutro trening, a niedługo twoje
pierwsze zawody. A i pamiętaj, że Uchiha ciśnie na treningach, ale chce dobrze.
Zależy mu na zespole. – uśmiechnęła się. Odwzajemniłem gest w tym samym czasie
wstając.
- Nie po nazwisku, bo po…? – zaśmiałem się. Wytknęła w moim
kierunku język. Wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę szkoły.
- Już tutaj się nie mądruj Uzumaki. Ty się lepiej przygotuj
fizycznie i psychicznie na spotkanie z siostrą… - uśmiechnęła się tajemniczo.
Uniosłem prawą brew ku górze.
- To znaczy? – nie musiałem długo czekać ponieważ usłyszałem
krzyk siostry która biegła w moim kierunku. I przynajmniej nie w pokojowych
zamiarach. Przełknąłem ślinę. Ona była gorsza czasami niż mama, gdy jeszcze
żyła. Moja bliźniaczka szybko dobiegła w naszym kierunku, pomimo lekkiej
zadyszki spojrzała złowieszczo w naszym kierunku. A konkretnie na moją skromną
osobę. Wiedziałem, że mam przechlapane. Jednak warto było. W końcu dowiedziałem
się czegoś więcej, a te sny… może właśnie okazało się, że nie wariowałem. Może
nie byłem psychiczny, a mój umysł sprawny? Z zamyślenia wyrwało mnie bolesne
uderzenie w głowie. Jęknąłem. Z wyrzutem spojrzałem na siostrę.
- Auć, a to za co? – spojrzałem w jej błękitne oczy.
Usłyszałem obok cichy śmiech. Skierowałem w tym kierunku wzrok. Uniosłem brwi
ku górze, na co Fumiko wzruszyła ramionami maskując tym samym rozbawienie. A
podobno była moim opiekunem! Westchnąłem powracając spojrzeniem na błękitnooką.
- Za to, że kazałeś mi i Kuramie tak długo na siebie czekać
księciuniu dattebane! – wykrzyknęła sfrustrowana. Zmierzwiłem jej włosy.
- Nie bądź zła Naruko. Zagadałem się po prostu z Fumiko… -
nie dane było mi dokończyć ponieważ ponownie dostałem w głowę. Tym razem od
przyjaciółki. Czy ja byłem jakimś workiem treningowym? Naprawdę? Ratujcie
biednego chłopaka z rąk tych okropnych dziewczyn.
- Naruto nie zwalaj winy na innych. Tyle razy ci mówiłam… -
słysząc to przymrużyłem powieki. Ah ta podła żmija postanowiła się wybielić.
Zemszczę się. Jeszcze nie wiem jak, ale to zrobię. A zemsty Uzumakich są
bolesne i okrutne. Prychnąłem.
-Pff. – następnie kucnąłem. Pogłaskałem moją psinę która
postanowiła zostać neutralnym. Najwidoczniej przestraszył się furii tych dwóch
wariatek. Jednak podobno miał mnie bronić! Jak zwykle zostałem sam na linii
frontu. Zacząłem coś mruczeć do zwierzaka.
- On chyba już nie ma żadnej klepki. – mruknęła moja
ukochana siostrzyczka.
- Faceci już tak mają. – wykrzyknęła uradowana przyjaciółka.
Klasnęła w ręce niczym małe dziecko i posłała jej promienny uśmiech. Ja
naprawdę zaraz je zamordują. Czemu mam być kozłem ofiarnym? Dlaczego ja?
Wstałem, wyprostowałem się.
- To my z Kuramą zawijamy się. Idę mu zrobić jakieś dobre
jedzonko i te sprawy. A wy jak chcecie tutaj na mnie psioczyć to żegnam. –
nawet się nie obejrzałem. Pies ruszył wiernie obok mnie. Lekko uniosłem kąciki
ust. Wiedziałem co się zaraz stanie.
- Braciszku! Zaczekaj! Wiesz jak bardzo cie kocham nie? –
podbiegła do mnie. Zrównała się ze mną krokiem. Zerknąłem przelotnie bez
zbędnego zainteresowania na jej osobę.
- Nie wiem? – mruknąłem nie zwalniając tempa.
- No to już właśnie wiesz jak bardzo cie kocham. – zrobiła
usta w ciup, a następnie słodko na mnie spojrzała. Kobiety i ich sztuczki, ale
ja się nie dam. O to to nie. Jestem Naruto Uzumaki! Coś mnie tknęło. Obróciłem
się za siebie. Nie widziałem swojej przyjaciółki. Poczułem rozczarowanie.
Chciałem, aby przy mnie była. Chciałem jej obecności. Wykrzywiłem usta w
grymasie niezadowolenia jednak szybko się uśmiechnąłem. Nie miałem zamiaru
martwić siostry ani dawać jej powody do dogryzania mi. Zerknąłem na nią, wzruszyłem
ramionami.
- Niech ci będzie. – uniosłem wzrok ku górze. Chmury tak
powoli sunęły do przodu, a pogoda była piękna. Kilkanaście minut później
znajdowaliśmy się pod naszym domem. Otwarłem furtkę przepuszczając Naruko
pierwszą, psa i na końcu siebie. Zamknąłem za nami. W zamyśleniu otwarłem
drzwi, ściągnąłem buty, ruszyłem w stronę kuchni. Z rozmyślań wyrwał mnie głos
wujka.
- Jak tam w szkole dzieciaki? – uniosłem brew nie czując ani
nie słysząc pijackiego tonu. Rzadko mu się to zdarzało. Gdy był trzeźwy fajny
był z niego wujek. Uwielbiałem wtedy spędzać z nim czas jednak to było rzadko.
Usiadłem ciężko na krześle obok niego, a pies obok mnie.
- Wszystko dobrze. 5 dostałem z angielskiego. – lekko się
uśmiechnąłem na te słowa. Cieszyłem się, że angielski nie sprawia mi trudności.
Chciałem w przyszłości wyjechać gdzieś. Daleko. I właśnie do tego potrzebny był
mi ten język. Mężczyzna spojrzał na mnie z delikatnym uśmiechem wymalowanym na
twarzy.
- Bardzo się cieszę,
że tak dobrze ci idzie Naruto. Oby tak dalej. Zrobiłem wam naleśniki. Niedługo
wychodzę więc zachowujcie się z siostra dobrze. Jak wrócę mam nadzieję, że
będziecie w domu. – po tych słowach wstał i wyszedł. Skinąłem głową chociaż nie
mógł tego dostrzec. Niepewnie ruszyłem w stronę patelni, gdzie był już gotowy
wspomniany wcześniej posiłek. Na pierwszy rzut oka nie wyglądały źle, a co
najważniejsze chyba były jeszcze ciepłe. Wyciągnąłem talerz oraz z lodówki dżem
brzoskwiniowy. Wyjąłem dwa naleśniki które od razu posmarowałem i zawinąłem w rulonik.
Zacząłem konsumować i musiałem przyznać sam przed sobą, że smakowały genialnie.
Chyba pierwszy raz wujek nam coś ugotował i miał do tego talent. Szkoda tylko,
że marnuje swoje życie na picie i pisanie jakiś porolni. Na samą myśl lekko się
skrzywiłem. Zrobiłem sobie jeszcze cztery. Gdy je zjadłem pomasowałem się po
brzuchu. Wstawiłem talerz do zmywarki. Spojrzałem na wyczekującego psa.
Wymierzyłem sobie mentalnego liścia w twarz. Wyjąłem z lodówki kabanosa
chowając przy okazji słoik z dżemem.
- No już już psino. Nie zapomniałem o tobie – dałem Kuramie
jeść, a sam z plecakiem na prawym barku udałem się na górę. Skierowałem kroki
do swojego pokoju. Krzyknąłem.
- Naruko naleśniki masz na patelni! – lekko się
uśmiechnąłem. Nie musiałem długo czekać, aby usłyszeć w jej pokoju jakikolwiek
ruch. Wszedłem do siebie. Rzuciłem plecak w kąt, a sam padłem na łóżko.
Przymknąłem powieki delektując się ciszą i spokojem. Zdecydowanie tego mi
trzeba było. Jednak nie dane było mi się wylegiwać ponieważ usłyszałem dzwonek
do drzwi. Zignorowałem go ponieważ siostra była na dole. Ponowny dźwięk
dzwonka. Z dołu usłyszałem wołanie.
- Naruto! Do Ciebie! – jęknąłem. Nie dadzą nawet człowiekowi
odpocząć. Przecież ledwo co się położyłem. Ktoś miał najwidoczniej wyczucie.
Zwlokłem swoje ciało z jakże mięciutkiego materaca i ruszyłem na dół. Chwilę
później znajdowałem się na dole, kilka kroków i byłem już przed drzwiami.
Niechętnie je otwarłem nawet nie spoglądając przez wizjer.
- Ehm, czego? – burknąłem nawet nie patrząc kto to. I to był
właśnie mój błąd.
- Więc tak witasz gości? – dźwięk głosu szybko ocucił mnie z
rozmyślania nad sensem mojego życia. Spojrzałem na gościa z zaskoczeniem.
- A ty co tutaj robisz? – wyjąkałem na jednym wydechu.
Zupełnie nie spodziewałem się tej osoby tutaj.
Hej,
OdpowiedzUsuńjak się okazuje Fumiko jest opiekunką aniołów, no i tak jak myślałam, Kitsume jest strażnikiem Naruto...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hej,
OdpowiedzUsuńcudnie, ha Fumiko jest opiekunką aniołów, no i nasz Kitsume okazuje się być strażnikiem Naruto...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Aga
Hej,
OdpowiedzUsuńcudnie, po prostu fantastycznie... Fumiko jest opiekunką aniołów, i ma też chronić Naruto, no i jeszcze nasz Kitsume okazuje się być strażnikiem Naruto...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Iza