„Nie potrzebuję, żebyś wrócił od razu. Wystarczy mi, że któregoś dnia zrobisz jeden mały krok w moją stronę."
Obudziłem się z dziwnym uczuciem spokoju. Przez kilka sekund patrzyłem w sufit, próbując przypomnieć sobie, gdzie jestem. Dopiero cichy oddech dobiegający z drugiego końca pokoju sprawił, że uśmiechnąłem się pod nosem. Wróciłem. To była pierwsza myśl, jaka pojawiła się w mojej głowie. Nie interesowało mnie, która była godzina. Nie obchodziło mnie, ile papierów nadal czekało na moje podpisanie w rezydencji. Nie chciałem nawet myśleć o tym, co powiedział ojciec. Wróciłem do domu. Podniosłem się z wersalki i spojrzałem w stronę łóżka. Naruto nadal spał. Przynajmniej tak wyglądał. Podszedłem do niego i przez chwilę po prostu obserwowałem jego twarz. Była spokojna. Może nawet zbyt spokojna.
- Dzień dobry, młotku. - jak zwykle nie odpowiedział. Uśmiechnąłem się lekko.
- Tęskniłeś?
-Wiem. Ja za tobą też. - usiadłem na brzegu łóżka. Przesunąłem dłonią po jego włosach, delikatnie odgarniając kilka kosmyków z czoła.
- Fumiko powiedziała, że byłeś grzeczny. Nie wiem, czy jej wierzę. Pewnie specjalnie zrobiła ci jakieś dobre śniadanie, żebyś się na mnie nie poskarżył. - cicho się zaśmiałem. Brakowało mi tego. Brakowało mi nawet tego jednostronnego gadania. Przez cały wczorajszy dzień miałem w głowie tylko jedno. Chciałem wrócić tutaj. Do niego. I właśnie wtedy poczułem coś dziwnego. Jakby powietrze w pomieszczeniu nagle się zmieniło. Zmarszczyłem brwi. Spojrzałem na jego dłoń. Przez ułamek sekundy wydawało mi się, że palce drgnęły. Zamarłem.
- Naruto? - nic. Patrzyłem jeszcze przez kilka sekund. Dłoń znów była nieruchoma. Westchnąłem.
-Chyba zaczynam widzieć rzeczy, których nie ma. - oparłem łokcie na kolanach i potarłem twarz. Może Fumiko miała rację. Za bardzo chciałem zobaczyć w nim jakąkolwiek reakcję. Nie mogłem wymagać od niego cudów. Jeszcze nie.
- Wczoraj było tutaj dziwnie bez ciebie - powiedziałem, nie mając pojęcia, że moje słowa mogły do niego dotrzeć.
- Chociaż Fumiko chyba miała ze mną więcej spokoju. - przez chwilę opowiadałem mu o rezydencji. O ojcu. O matce. Nie wiedziałem dlaczego, ale chciałem powiedzieć mu wszystko.
- Mama zapytała mnie, czy cię kocham. - zawahałem się. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułem dziwny ucisk w klatce piersiowej.
- Nie odpowiedziałem jej. - przesunąłem palcami po jego dłoni.
- Chociaż chyba oboje wiemy, jaka jest odpowiedź. - uśmiechnąłem się smutno.
- Wiesz, młotku... kiedy byłem tam, cały czas myślałem o tym miejscu. - rozejrzałem się po pokoju.
- O tobie. - pochyliłem głowę.
- I wtedy zrozumiałem coś głupiego. - przez chwilę milczałem. Dałem czas myślą na sformułowanie właściwie swoich odczuć.
- Że kiedyś myślałem, że dom to miejsce, do którego się wraca. - spojrzałem na niego.
- A teraz wiem, że dom to ktoś, do kogo chce się wracać. - nie spodziewałem się odpowiedzi. Nie oczekiwałem jej. Po prostu chciałem, żeby wiedział. Nagle coś przykuło moją uwagę. Jego brwi lekko się zmarszczyły. Zamarłem. Czyżbym miał zwidy?
-Naruto? - nic.Czekałem. Minęła sekunda. Druga. Jego twarz znów stała się zupełnie spokojna. Przełknąłem ślinę.
- Dobra... chyba naprawdę zaczynam wariować. - zaśmiałem się cicho, choć tym razem nie było w tym rozbawienia. Wstałem i poszedłem do kuchni przygotować śniadanie. Nie zauważyłem, że gdy zniknąłem za drzwiami, blondyn powoli zacisnął palce na krawędzi kołdry. Tylko na moment. Jakby próbował zatrzymać coś, co właśnie zaczynało mu uciekać. Wróciłem ze śniadaniem. Posadziłem Naruto na jego wózek, po czym zacząłem go karmić. Lubiłem te poranki. Tę ciszę i spokój. Mój wzrok zawsze spoczywał na jego licu. Obserwowałem, jak je, nie będąc do końca tego świadomym.
- Dzisiaj Naruto idziemy do ogrodu. Zajrzymy do kuchni, to zobaczysz pomidory. Co powiesz na posadzenie innych warzyw w ogródku? Myślisz, że będą ci smakować? Lekko zagryzłem wargę. Nie byłem pewien, czy sobie poradzę. Tak naprawdę nigdy nie miałem własnego ogródka. Jednak dla niego byłem w stanie to zrobić. Po skończonym posiłku pomyłem naczynia. Ubrałem Uzumakiego odpowiednio do pogody, jednak okryłem jego wątłe nogi kocem. Wymaszerowałem najpierw do kuchni, podjechałem do parapetu. Wskazałem palcem na zielone krzaczki.
- Patrz Naruto. To nasza roślinka. Kiedyś wykiełkuje z niej owoc. - lekko się uśmiechnąłem. Pozwoliłem nam jeszcze chwilę podziwiać pomidory. Następnie popchałem wózek na tył działki. Ustawiłem chłopaka w tym samym miejscu co ostatnio, a sam wziąłem się za pielenie ogródka. Była to ciężka praca fizyczna, jednak nie przeszkadzało mi to. Wręcz sprawiało, że o niczym nie myślałem. Chciałem tylko, aby ten ogródek na nowo stał się taki, jakim był. Aby Naruto miał gdzie odpoczywać w ciepłe dni, oprócz ciągłego bycia w domu. Poszedłem do domu po nasiona, które kupiła dla mnie Fumiko. Gdy wróciłem, podszedłem do chłopaka.
-Co byś wybrał? Truskawki, czy może fasolkę? A może jedno i drugie, co? - popatrzyłem na niego. Położyłem nasiona na jego kolanach, po czym ponownie wziąłem się do pracy. Zrobiłem miejsca na nasiona. Wróciłem z powrotem do mojego towarzysza. Miałem wrażenie, jakby jego dłoń była bliżej truskawek. Sam już nie wiedziałem. Miałem wrażenie, że mózg płata mi figle. Nie miałem pojęcia, czy tak bardzo chciałem, aby tak się działo, czy to działo się naprawdę.
- Jednak wybierasz truskawki? - lekko się uśmiechnąłem.
- Chociaż jak się dobrze zastanowić, nie przypominam sobie, aby ciocia Kushina miała plantację truskawek.
-Zastanawiam się, czy nie zasadzić jeszcze pomidorów. Zostało mi jeszcze kilka nasion... mielibyśmy porównanie domowych i z ogródka. - w zamyśleniu zagryzłem wargę.
-Chyba tak zrobię. Najwyżej mnie opierdzielisz i powyzywasz od dupków. - lekko się uśmiechnąłem. Po tych słowach wróciłem do pracy. Zasadziłem kilka grządek truskawek, a niedaleko pomidory. Wszystko podlałem wodą ze starej konewki. Zmęczony usiadłem na ławce koło młotka. Kątem oka popatrzyłem na niego.
- Cieszę się, że mogę być przy tobie. Zawsze tego chciałem, Naruto. - jeszcze trochę czasu spędziliśmy w milczeniu na dworze. Letnie słońce ogrzewało nasze twarze, a lekko chłodny wiaterek sprawiał, że przyjemnie się siedziało na dworze. Miałem wrażenie, że twarz Naruto odkąd wprowadziłem się do niego zaczyna nabierać kolorów. Nie jest już taka szara i wysuszona jak wcześniej. A może tylko wmawiałem sobie? Przy najbliższej okazji muszę zapytać o to Fumiko. Potaknąłem w myślach głową.
- Chodź Naruto, idziemy. Czas na obiad. - mówiąc to, wstałem i zacząłem pchać wózek do środka domu. Spojrzałem jeszcze raz na ogród, na świeże grządki, gdzie zostały posadzone warzywa i owoce. Powoli to miejsce zaczynało tętnić życiem. Może właśnie tak wygląda odzyskiwanie życia? Krok po kroku. I wcale nie musi to być ogromny krok. Czasem wystarczy malutki, aby coś zmienić. Nie musi stać się jeden wielki cud. Wystarczy jeden człowiek, któremu zostaje.
- Jutro zobaczymy, czy twoje truskawki, Uzumaki, przeżyją noc. Jak nie, posadzę je na nowo. - mówiąc to, uśmiechnąłem się. Jedną ręką zmierzwiłem blond włosy. Wieczór nastał szybciej, niżbym chciał. W przeszłości dni mijały długo. Dzień za dniem. Jednak przy nim nie wiedziałem kiedy. Szybko, intensywnie. Pomimo ciszy. Na kolację podałem mu makaron z sosem z truskawek. Nie było tego dużo, ale chciałem, aby spróbował czegoś innego.
- Spróbuj. Może to akurat twoje ulubione. - nakarmiłem go.
- Mam nadzieję, że tak. Bo ktoś będzie musiał jeść truskawki, aby się nie zmarnowały. I to wcale nie będę ja. - pokazałem mu język. Gdyby ktoś mnie teraz zobaczył, to by nie uwierzył. Sam bym komuś nie uwierzył, gdyby mi o tym powiedział kilka miesięcy temu. Jednak moje życie stało się o wiele szczęśliwsze niż było. Umyłem młodego mężczyznę, przebrałem i położyłem spać.
- Dobranoc, Usuratonkachi. - upewniwszy się, że został dobrze okryty, poszedłem na moją wersalkę. Jednak nie mogłem zasnąć. Wciąż się zastanawiałem, czy to, co widziałem, było prawdą? Może mój młotek zaczyna powoli wracać?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz