poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Czy znajdę Cię? - Witaj w domu

 




„Czasem dom nie jest miejscem, w którym się urodziłeś. Jest miejscem, do którego po raz pierwszy naprawdę chcesz wracać."






Poranek był wyjątkowo spokojny. Obudziłem się wcześniej niż zwykle. Przez chwilę leżałem bez ruchu, wsłuchując się w ciszę panującą w mieszkaniu. Jeszcze kilka tygodni temu taka cisza doprowadzałaby mnie do szału. Teraz stała się czymś znajomym. Czymś, co należało do mojego nowego życia. Odwróciłem głowę w stronę łóżka.
Naruto nadal spał. Przynajmniej tak wyglądał.
Podniosłem się z wersalki i przeciągnąłem obolałe ciało. Z każdym kolejnym dniem coraz mniej przeszkadzało mi spanie w tym miejscu. Może dlatego, że wiedziałem, po co rano otwieram oczy. Uśmiechnąłem się lekko. I właśnie wtedy zadzwonił mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz, a na mojej twarzy pojawił się grymas. Nie chciałem tego. To burzyło moje dotychczasowe, spokojne życie z Naruto. Lekko zacisnąłem dłonie w pięść. Czułem niepokój. Już dawno to uczucie zagościło w moim sercu. Pomimo obaw pewnie nacisnąłem zielony przycisk, a telefon przyłożyłem do ucha.
- Słucham?
- Przyjedź do domu.
- Nie mogę tego zrobić.
- Nie pytałem, czy możesz. Lepiej się pospiesz, chyba że mam wysłać ludzi, aby po ciebie przyszli. - po tych słowach rozłączył się bez słowa. W mieszkaniu zapadł inny rodzaj ciszy. Nie taki do którego byłem przyzwyczajony. Westchnąłem. Mój wzrok powędrował ku niemu. Nie chciałem go zostawiać. Zagryzłem dolną wargę. Tak bardzo się do niego przywiązałem przez ostatnie tygodnie. Nachyliłem się nad jego twarzą. Wyglądała na taką spokojną. A może to mi się tylko tak wydawała. Lekko musnąłem wargami jego czoło. To był impuls. Musiałem to zrobić.
- Wrócę Uzumaki. Najszybciej jak się da. Pamiętaj, nie opuszczę cię. - delikatnie wsunąłem opuszki palców pomiędzy blond kosmyki. Zmierzwiłem je. Następnie odsunąłem się, poszedłem wziąć prysznic. Zimny, rozbudzający. Jadąc tam nie czekał mnie spokój jak tutaj. Tam wymagało się ode mnie pewnych rzeczy. Umyty, pachnący i przebrany w czyste rzeczy ruszyłem do kuchni. Chciałem go nakarmić przed wyjściem. Jednak ona już tutaj była. Krzątała się po kuchni. Niepewnie przystanąłem w kącie. Jej bystre spojrzenie spoczęło na mnie.
- Coś się stało prawda?
- Skąd wiesz? - moje brwi powędrowały do góry.
- Znam cię już trochę...
- Muszę jechać do rezydencji Uchiha. Czy możesz zostać z nim dzisiaj, gdy mnie nie będzie? - spojrzałem na nią. Mój wzrok wyrażał ból. Nie chciałem się z nim rozstawać.
- Sasuke przecież nie jedziesz na koniec świata. Dam sobie radę. - odpowiedziała rzeczowym tonem głosu. Miała rację, jednak ja nie umiałem się z tym pogodzić. A może nawet świadomie nie chciałem tego zrobić.
- Właśnie, kilka godzin. - odpowiedziałem grobowym głosem.
- A jeśli coś się stanie? I mnie przy nim nie będzie?
- Jestem tutaj.
- Wiem...
- To dlaczego patrzysz na mnie tak jakbym ci powiedziała, że wyjeżdżam z nim i już nigdy więcej go nie zobaczysz? - jej brew powędrowała do góry, a na twarzy pojawił się dobrotliwy uśmiech. Niemal taki jak uśmiechają się matki. Westchnąłem i przygarbiłem ramiona.
- Po prostu nie potrafię tak po prostu odejść od niego.
- Po prostu idź już. Tym dłużej tym będzie trudniej. - po tych słowach wypchnęła mnie z kuchni do przedpokoju. Może miała rację. Posłusznie za jej słowami zamówiłem taxi i założyłem buty.
- Tylko zadzwoń jak coś będzie się działo, albo będziesz potrzebowała pomocy. Postaram się jak najszybciej wrócić. Zostawiłem ci w salonie kartkę z instrukcją. Jaka herbatę mu zrobić, o której wstaje.... - nie dokończyłem mówić, gdy wypchnęła mnie za drzwi.
- Wiem jak się nim opiekować chłopcze.
- Ale... - próbowałem wtrącić jakieś słowa.
- Ponad pół roku się nim opiekowałam.
- I co?
- I żyje. - po tych słowach lekko się uśmiechnęła. Następnie zamknęła drzwi i zakluczyła. Potarłem dłonią czoło. Dostrzegając taksówkę powlekłem się do niej. Wsiadłem i ruszyliśmy. Droga trwała ponad pół godziny. Już z daleka można było dostrzec bogato zdobioną rezydencję. Duży budynek, biały. Ogromny ogród z wymodelowanymi drzewami i krzywo płotem. Coś co było mi tak znajome za granicą. Tutaj również wpłynęły te standardy. Wzdrygnąłem się na ten widok. Wolałem delikatnie zaniedbane mieszkanie u Naruto. Tam przynajmniej zaczynało robić się przytulnie i czuć było taką rodzinną atmosferę. Strażnicy przepuścili nas przez co mogłem dojechać pod same drzwi rezydencji. Podziękowałem kierowcy i zapłaciłem. Wysiadłem z pojazdu, a kierowca odjechał. Stanąłem przed drzwiami nie pewny, czy wchodzić. Bogactwo, aż się wylewało. A to był dopiero początek. Środek musiał być jeszcze bogatszy. Niechętnie jednak zdecydowałem się wejść. Tym szybciej to załatwię tym szybciej do niego wrócę. Ledwo wszedłem, a już w holu powitał mnie głos ojca.
- W końcu przypomniałeś sobie o tym, że masz rodzinę.
- Nie zapomniałem. - jego głos brzmiał ostro. Wręcz nienaturalnie. W końcu go ujrzałem. Nic się nie zmienił. Wyraz twarzy który nic nie mówi o uczuciach, wyprostowany niczym strony. Oficjalny. Nie taki jaki powinien być ojciec.
- Zachowujesz się tak, jakbyś nie miał niczego poza tym chłopakiem. - jego słowa uderzyły idealnie. On zawsze wiedział, gdzie uderzyć aby zabolało. Powstrzymałem się od zaciśnięcia dłoni w pięść. Nie chciałem dawać mu tej satysfakcji. Hardo na niego spojrzałem.
- To nie jest twoja sprawa. Po co mnie wezwałeś? - wbiłem w niego wzrok. Krótka chwila mierzyliśmy się w milczeniu.
- Chodź. Matka czeka. - odwrócił się po czym bez słowa zaczął iść. Zaprowadził mnie do salonu. Wielkie okna, białe kanapy, szklane stoliki, lustra zdobione złotem. Wszystko to pokazywało, że są tutaj pieniądze. Kiedyś mi to nie przeszkadzało. Nie raziło w oczy, jednak teraz... teraz miałem ochotę wyjść i nie wracać. Obrzydzał mnie niemal ten luksus. Kobieta dostrzegając mnie wstała od razu z zajmowanego miejsca i przytuliła mnie. Nie spodziewałem się. Jednak niezgrabnie odwzajemniłem gest. Młoda kobieta oderwała się ode mnie, jej wzrok spoczął na mnie.
- Wyglądasz na zmęczonego Sasuke.
- Nic mi nie jest.
- Nie pytałam o to, czy coś ci jest. Pytam, czy jesteś szczęśliwy. - po tych słowach zamarłem. Nie spodziewałem się tego. Matka zawsze była inna niż ojciec. Bardziej ciepła, ale tak jak ojciec nie potrafiła wyrażać swoich uczuć. Coś się w niej zmieniło przez ostatnie tygodnie. A może tylko chciałem tak myśleć. Nie umiałem od razu odpowiedzieć na pytanie. A może odpowiedzieć na głos. Bo w głębi duszy pierwszy raz od dawna byłem szczęśliwy. Znalazłem się w miejscu do którego chciałem wracać. On sprawiał, że byłem szczęśliwy mimo, że nie mógł aktywnie w tym uczestniczyć przez wzgląd na swój stan. Przez chwilę spuściłem wzrok.
- Chyba tak. - Mikoto nic nie odpowiedziała. Nie naciskała. Po prostu patrzyła na mnie z tym spokojnym uśmiechem, który pamiętałem jeszcze z dzieciństwa.
- Dziwnie to powiedzieć na głos - przyznałem. - Zwłaszcza tutaj.
- Dlaczego? - spojrzałem po salonie.
- Bo kiedyś myślałem, że szczęście wygląda właśnie tak. Duży dom. Pieniądze. Bezpieczeństwo. Wszystko zaplanowane. Przerwałem.
- A teraz wracam tutaj i czuję tylko, że chcę jak najszybciej stąd wyjechać. - jej uśmiech stał się delikatniejszy.
- Bo znalazłeś coś, czego nie da się kupić.- nie odpowiedziałem.Nie musiałem. Naszą rozmowę przerwał ojciec. Zdenerwowanie w jego głosie było słyszalne.
- Wróciłeś do kraju i zamiast zająć się własnym życiem, zamieszkałeś u sparaliżowanego chłopaka.
- On nie jest „sparaliżowanym chłopakiem".
- W takim razie kim?
- Naruto.
- To nie jest odpowiedź.
- Dla mnie jest.
- Sasuke, masz obowiązki. Masz przyszłość. Rodzinę.
- Wiem.
- Więc przestań zachowywać się, jakbyś miał tylko jego.
- Nie zachowuję się tak, jakbym miał tylko jego.
- W takim razie?
- Po prostu po raz pierwszy mam kogoś, dla kogo chcę wracać do domu. - na te słowa uśmiechnąłem się sam do siebie. Bo w końcu to tak naprawdę do mnie dotarło. Pomimo tej ciszy miałem do czego wracać, do kogo. Natomiast mojego ojca zamurowało. Nie wiedział co mi na to odpowiedzieć. Bo nigdy nie rozmawialiśmy o uczuciach, o emocjach. On tak samo jak i ja nie umiał o nich mówić. Dlatego przestał rozmawiać. Bez słowa podsunął mi stos papierów do podpisania. Jako jeden z inwestorów musiałem przeanalizować i podpisać umowy z którymi się zgadzałem. Po tym zostawił mnie i Mikoto samych. Gdy skończyłem, wyprostowałem się. Mięśnie mi lekko wcierały, jednak w niczym mi to nie przeszkadzało. Przyzwyczaiłem się.
- Kochasz go? - zapytała moja matka. Zaskoczony spojrzałem na nią. Ona cały czas tutaj była i przyglądała mi się w milczeniu.  Pierwszy raz ktoś zapytał mnie o to na głos. Nie umiałem znaleźć słów. Jednak ona kontynuowała.
- Nie musisz mi odpowiadać Sasuke, widzę to po tobie. - przez moment miałem przed oczyma scenę Fumiko z Naruto jak tak samo łagodnie zwracała się do niego, tak samo robiła to moja mama. W takim samym tonie.
- On... on jest nieobecny. Zamknął się w sobie po śmierci rodziców. Nie odzywa się ani słowem. Uwierzysz mamo, że to ja cały czas rozmawiam? Jednak ta cisza w ogóle mi nie przeszkadza. Nauczyłem się ją akceptować, akceptować nasze wspólne życie jakie jest. Jednak nie oznacza to, że się poddam. Posadziłem pomidory dla młotka. Chciałbym, aby jadł zdrowe, świeże posiłki. - z zakłopotaniem podrapałem się po potylicy. Nie byłem typem osoby która opowiada o sobie. Opowiadałem jej dalej o naszym wspólnym życiu. Natomiast na jej twarzy gościł szeroki uśmiech. Na koniec rozmowy zmierzwiła moje włosy. Ostatni raz zrobiła tak, gdy wyjechaliśmy.
- Dbaj synu o siebie i Naruto. Przyjedź od czasu do czasu do nas. Nawet z Naruto. - lekko mnie przytuliła. Skinąłem głową. Całe to spotkanie wydawało mi się mało realistyczne. Zwłaszcza z mamą. Gdy wracałem moje myśli wędrowały niespokojnie do Naruto. Gdy kierowca zatrzymał się przed domem Uzumakiego niemal wyskoczyłem z taksówki. Rzuciłem tylko pieniądze na kanapę i wymamrotałem jakieś podziękowania. Biegiem wbiegłem do mieszkania. Nie zdejmowałem butów, nie rozglądałem się po mieszkaniu. Po prostu od razu skierowałem swoje kroki do salonu. A on tam siedział z Fumiko. Czytała mu jakąś książkę.
Gdy mnie zauważyła, odłożyła ją na moment. Na jej pomarszczonym licu pojawił się delikatny uśmiech.
- Witaj w domu Sasuke. - jej słowa sparaliżowały mnie. Dotarło do mnie w końcu, że to tutaj jest mój prawdziwy dom. Nie w rezydencji Uchiha, tylko ten mały, zaniedbany dom z ogródkiem. Na moje wargi wpełznął mały uśmiech. W środku rozpierała mnie radość. Po raz pierwszy od lat nie miałem wątpliwości dokąd należę. To był mój dom i moje miejsce. Na moją twarz wpełznął lekki uśmiech.