Latający Anioł XI


 





 "I choć ma­my wiele wspólne­go chciałabym wie­rzyć w to, że jes­teśmy dwo­ma prze­ciw­ny­mi biegu­nami... bo prze­cież prze­ciwieństwa się przyciągają..."









- Dałabyś człowiekowi wejść do środka żeby mógł się ogarnąć. – burknąłem nonszalancko pomimo, że bałem się jej. Naruko uniosła lekceważąco brew do góry.
- Gdybyś nie szlajał się po nocach z wonią piwska to pewnie pozwoliłabym ci wejść do środka. – na jej wąskie wargi wkradł się kpiący uśmieszek. Westchnąłem. Czyli jednak nie będzie zbyt łatwo. Była uparta. Zresztą tak samo jak i nasza matka. Dlaczego?
- Jakbyś sama nigdy nie chodziła z koleżankami na piwo. Sam nie raz cie kryłem dattebayo! – mruknąłem mrużąc przy tym powieki. Byłem na nią zły. Zły na to, że mnie poniekąd kontroluje. Nie miała prawa. Zdawałem sobie równocześnie sprawę, że po prostu na swój dziwny sposób martwiła się o mnie. W końcu, gdy nasi rodzice zginęli mieliśmy tylko siebie. No i wujka, ale on… on nas nie akceptował. Śmiało mogłem określić, że nawet nie kochał. Najzwyczajniej w świecie tolerował ze względu na ojca którego kochał ponad życie. A my mu przypominaliśmy tylko o utracie. Otrząsnąłem się z własnych rozmyślań, gdy poczułem kuksańca w żebra. Skrzywiłem się. Spojrzałem na nią z wyrzutem.
- Auć, za co?
- Za to, że mnie nie słuchasz datebanne? Wiesz, że nienawidzę, gdy ktoś mnie ignoruje. – wysunęła oskarżycielko palec. Przewróciłem oczyma. Cała ona. Musiała zawsze skupiać uwagę na sobie.
- Zamyśliłem się. A teraz pozwól, że wejdę do domu zanim Ji wróci. – nie czekając na jej odpowiedz minąłem ją, a następnie wszedłem do mieszkania. Słyszałem jak mamrocze coś pod nosem jednak nie słuchałem jej. Zdjąłem bluzę oraz buty. Wmaszerowałem po schodach na górę. Nie chciałem przypadkiem na dole natknąć się na pijanego wujka. Dotarłszy do pokoju rzuciłem się na łóżko. Kurama który jak dotąd cicho milczał położył się w rogu pokoju i zaskomlał. Spojrzałem pytająco jednak on tylko położył łeb na łapach i zamknął powieki. Najwidoczniej zamiast mnie bronić wolał spać. Phi. Wredne psisko. Po chwili do pomieszczenia w którym przebywałem wparowała moja bliźniaczka.
- Więc proszę mi natychmiast w tym momencie wyjaśnić co tutaj robiła twoja była dziewczyna! – z jej oczu ciskały pioruny. Z resztą nie dziwiłem się. Ona, aż za dobrze wiedziała jak cierpiałem. Jak z dnia na dzień straciłem swój sens życia. Widziała ból w moich oczach. To ona wiedziała jak wiele znaczyła dla mnie Shion. Była kimś za kogo oddałbym życie. Przeczesałem palcami kosmyki włosów, a z moich warg wydobyło się westchnienie. Mruknąłem ironicznie.
- Zostanę tatusiem. Zadowolona dattebayo? – z lekką satysfakcją zauważyłem, że moja jakże wygadana siostrzyczka osłupiała. Jednak nie minęło nawet trzydzieści sekund, gdy ponownie wróciła do formy. Rzuciła się na mnie z pięściami jednak mój psi towarzysz nawet nie zareagował w mojej obronie. Najwidoczniej stwierdził, że nie będzie się wtrącał w ludzkie sprawy. Tym bardziej rodzinne, gdzie główną rolę odgrywa rozwścieczona kobieta. W końcu przestała okładać mnie pięściami, zmarszczyła brwi.
- Kurwa Uzumaki, nie wiesz co to antykoncepcja?! Czy ja mam ci zacząć wykładać lekcje wychowania do życia w rodzinie? A może nauczyć jak się zakłada kondoma?! – jej głos aż ociekał sarkazmem i wściekłością. Psychicznie niemal się skuliłem na jej słowa. Miała rację. W końcu byłem gówniarzem. W dodatku niepełnoletnim. Bez pieniędzy, bez ukończonej szkoły. Nie mogłem sobie wyobrazić dalszego życia. Jednak wiedziałem jedno. Nie będę się migał odpowiedzialności. Minimalnie się skrzywiłem.
- Na morały za późno. Stało się Naruko i nie zmienimy przeszłości. Więc przestań mnie umoralniać ok? Niedługo się z nim widzę. – wstałem z zajmowanego miejsca, podszedłem do okna. Zapatrzyłem się w lśniący księżyc. Czułem mętlik, a siostra mi tego nie ułatwiała. Wręcz przeciwnie. Czułem jeszcze większy zamęt. Niespodziewanie poczułem na ramieniu jej drobną dłoń. Obróciłem lekko głowę w jej kierunku. Dostrzegłem tylko łagodność i zmartwienie na jej pięknym obliczu.
- Przepraszam. Masz rację. Teraz mamy tylko siebie, a takie gadki tylko pogarszają sprawę. Stało się. Jedynie możemy się zaopiekować tym małym bobo. Musimy trzymać się razem dattebane. W końcu to kolejny Uzumaki, nie? – uniosła do góry lewą brew, a w kącikach ust zagościł uśmiech. Zadziwiające jak kobiety potrafią skakać z nastroju na inny. Nadal było to dla mnie zagadką. Odwzajemniłem uśmiech, przygarnąłem ją a następnie przytuliłem.
- Dziękuję. Wiesz, że cie kocham siostrzyczką? – mruknąłem. Chciałem choć przez chwilę poczuć jej bliskość, czuć się bezpiecznie. Nie myśleć o otaczającej mnie rzeczywistości. Moja bliźniaczka najwidoczniej pomyślała tak samo ponieważ wtuliła się w moje ramiona.
- To nasz sekret przed Ji prawda? – szepnęła cicho w przestrzeń. Oboje zdawaliśmy sobie sprawę z zagrożenia. Wiedziałem, że na jednym uderzeniu by nie poprzestał. Nie raz nam się oberwało. Jednak, gdyby to wyszło na światło dzienne? Wolałem nawet nie wiedzieć jak by się to skończyło.
- Dokładnie. Nie może się dowiedzieć. Nigdy. – rzuciłem stanowczo. W końcu oderwaliśmy się od siebie. Siostra jeszcze przez chwile w milczeniu mi się przyglądała, a następnie wyszła z pokoju. Zostałem sam. Sam z własnymi myślami. I kuramą który nic sobie nie robiąc spał w najlepsze. Przymknąłem powieki. Brakowało mi rodziców. Oni na pewno wiedzieliby co robić. Jakoś by mnie wsparli. Nie musiałbym mieć sekretu. Po policzku spłynęła mi samotna łza. Rzadko kiedy za nimi tęskniłem. Nauczyłem się, że muszę być silny. Dla mnie i Naruko. Gdybym się załamał… westchnąłem. To nie był najlepszy czas na takie rozmyślania. Z zadumy wyrwał mnie hałas na dole. Zlatujące rzeczy były sygnałem nadejścia naszego opiekuna. Skierowałem się w stronę schodów. Słysząc mamrotania wuja zatrzymałem się.
- Minato, Kushina wybaczcie mi…. Nie potrafię się nimi zająć… tak.. tak bardzo mi was przypominają… obiecałem wam… to zbyt trudne.. zbyt bolesne… -  po tym usłyszałem rumor i ciszę. Pośpiesznie zbiegłem po schodach. Dostrzegając mężczyznę leżącego na ziemi zrobiło mi się żal tego człowieka. Nie myślałem nigdy w kategoriach, że może nas tak traktować tylko dlatego, że i on odczuwa pustkę. Uklęknąłem na jedno kolano.
- Wuju? – zwrócił twarz w moim kierunku.
- Minato? – jego źrenice się rozszerzyły. Pokiwałem przecząco głową.
- Nie. To ja Naruto. Wstawaj. Pomogę ci dotrzeć do pokoju. – mruknąłem beznamiętnie. Ten zaczął się szarpać.
- Nie jestem na tyle pijany, by nie dotrzeć do pokoju. Zostaw mnie! – wybełkotał próbując przy tym wstać. Jednak za każdym razem próba kończyła się niepowodzeniem. Westchnąłem. Bez ceregieli podniosłem go, a następnie odholowałem do jego włości. Wiedziałem, że rano nawet nie będzie tego pamiętać. Nadal byłem w szoku po jego słowach. Nie przypuszczałbym, że ten twardy i czasem bezlitosny mężczyzna krwawi od środka, że i on nie może sobie poradzić ze stratą. Było mi tylko szkoda, że my dostajemy za to. Potarłem dłonią potylice. Musiałem iść spać. Zdecydowanie za dużo wrażeń jak na jedną noc. Musiałem się z tym przespać i przetrawić na spokojnie. Szybko znalazłem się u siebie, przebrałem się w piżamę, a następnie nie minęła minuta, gdy zasnąłem.

( Naruko )

Długo nie mogłam zasnąć. Dalej rozmyślałam nad rewelacjami brata. Nie mogłam uwierzyć, że ta głupia dziewczyna tak schwytała go w sidła. Na ładne parenaście lat. Byłam na nią wściekła. I na niego. Ah miałam ochotę obydwojga udusić i zakopać. Jednak Naruto miał rację. Stało się i nic nie mogliśmy na to poradzić. Pozostało nam się nim zaopiekować. Wróciłam spojrzeniem do okna. Mój bliźniak był naiwny. Nie rozumiałam czemu pomaga temu alkoholikowi. Zwłaszcza, że nie jeden raz od niego dostaliśmy. Mógł go tam zostawić na korytarzu. Jednak on musiał być pieprzonym samarytaninem. Zbawianie świata to chyba jego cel. Zawsze musiał każdemu pomóc, nie ważne że ktoś go szczerze nienawidził. I uśmiech na twarzy, każdego pieprzonego dnia. Jakby był przyklejony do jego twarzy. Łzy zaczęły ciurkiem płynąć po mojej twarzy. Cierpiałam. Nie potrafiłam, być zadowolona z życia jak on. Zazdrościłam mu tej frywolności, optymizmu i entuzjazmu. Pomimo, że byliśmy bliźniakami jednojajowymi tak bardzo się różniliśmy. Tak bardzo czasem chciałam tej jego beztroski. Nie myśleć, zapomnieć. Żyć chwilą. Nie potrafiłam. Nadal żyłam śmiercią rodziców. Nie pogodziłam się. Dostrzegałam starania brata rozweselenia mnie, podniesienia na duchu, jednak… właśnie, zawsze zostawało to głupie jednak. Byłam zgorzkniałą idiotą która na potrzeby Naruto świetnie udaje. Oparłam się dłonią o parapet. W tym wszystkim jeszcze gdzieś była Fumiko. Nowa przyjaciółka gamonia. Nie podobała mi się. Miała dziwną aurę. Zaczęła mi go zabierać. Małymi krokami. Przecież kiedyś tak samo było z Shion. On się oddalał ode mnie. Przecież nie mogłam pozwolić na to po raz drugi. Postanowione. Fumiko musi zniknąć z życia mojego braciszka. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk smsa. Podeszłam do biurka, odblokowałam ekran i wyświetliłam wiadomość.

Sasuke
„Cześć piękna. Śpisz?”
Naruko
„Piękny to jest księżyc za oknem. Ja mogę być co najwyżej słodka. Jednak wracając do meridium  sprawy… czego chcesz Uchiha?”
Sasuke
„Naprawdę musisz być taka okrutna? Myślałem, że dziewczyny lubią komplementy…”
Naruko
„Myślenie nie jest jednak twoją mocną stroną… no co poradzę na to J
Sasuke
„Nie dość, że przeurocza to ma jeszcze cięty język… podoba mi się..”
Naruko
„Daruj sobie te tanie teksty. Spotkałam się z tobą tylko i wyłącznie dlatego, żeby przypiec bratu. Nie masz co liczyć na coś więcej. Sorry Uchiha. Z playboyami się nie umawiam : )”
Sasuke
„Właśnie złamałaś mi serce…. Od razu playboy : ( nie masz sumienia Naruko. Jednak nie myśl, że tak łatwo się mnie pozbędziesz zważywszy, że mój brat musi trenować twojego, a sama dobrze wiesz co to oznacza… ;>” – na mojej twarzy pojawiło się rozbawienie. Ten kruczowłosy chłopak potrafił się droczyć. Ceniłam to. Słynęłam w swojej starej szkole z ciętego języka i droczenia się. Szybko wystukałam wiadomość.
Naruko
„Nie bądź taki pewny siebie, bo kiedyś pewność będzie hen za tobą, a ty będziesz bezbronnym chłopczykiem bez grama poczucia humoru i co wtedy się stanie z wielkim panem Uchihą? Gdzie będą te rzesze fanek? A może zjedzą mnie na śniadanie? To byłaby strata dla świata czyż nie?”
Sasuke
„Widzę, że nawet błyskotliwa. To się ceni. Jednak masz rację. Gdyby cie skonsumowały, świat straciłby na znaczeniu. To co z tą randką?”
Naruko
„Zapomnij. Dobranoc Uchiha.”
Sasuke
„Nie dam się tak łatwo spławić. Dobranoc Uzumaki.”

.Pokręciłam z rozbawieniem głową. Bawiła mnie nasza konwersacja i chociaż na chwile zapomniałam o otaczających mnie problemach. Odłożyłam komórkę na komodę. Wyszłam z pokoju, a następnie wślizgnęłam się do pokoju Uzumakiego. Widząc jego spokojną twarz uniosłam kąciki ust do góry. Zdecydowanie kochałam go. Pragnęłam jego szczęścia i bezpieczeństwa. Był jedyną osobą która mi została. Przy nim czułam się bezpieczna. Miałam wrażenie, że szaleństwo zaczyna mnie oplatać swoimi mackami. Nie chciałam tego lecz nie umiałam się bronić. Przewrócił się na drugi bok, a kosmyki włosów opadły na jego policzek. Zagryzłam dolną wargę. Zdawałam sobie sprawę jak trapi go problem Shion i syna. Przynajmniej noc dawała mu chwile spokoju. Odwróciłam się na pięcie i wmaszerowałam z powrotem do siebie. Wybrałam numer dziewczyny która z butami wpakowała się do naszego życia.
Naruko
Spotkajmy się jutro o 16 w parku.
Shion
Skoro tak piszesz to nie mam innego wyjścia. Do zobaczenia.
Westchnęłam. Opadłam na łóżko, opatuliłam się kocem. Musiałam z nią porozmawiać. Musiałą sobie uzmysłowić, że póki co nie ma prawa powiedzieć innym o ojcostwie Naru. Nie teraz. Przymknęłam powieki. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
  



Hahaha witajcie po długiej nieobecności. Wiem, że rozdział trochę przynudza jednak mam nadzieję, że wena wraca do mnie małymi krokami i teraz będzie tylko lepiej ponieważ przez długi czas zasiadałam przed laptopem i nie mogłam wydusić z siebie zdania. Eh trzymajcie za mnie kciuki kochani :*
Szablon wykonała Sasame Ka z Panda Graphics