NaruSasu: Senne wspomnienie.

Podobny obraz 



"Wiesz czym jest praw­dzi­wa stra­ta tyl­ko wte­dy,kiedy stra­cisz coś, co kochałeś bar­dziej od sa­mego siebie."






Zaśmiecone mieszkanie. Papierki leżące gdzie popadnie, niedojedzone resztki jedzenia, stos naczyń walających się w zlewie, w niektórych brudnych kubkach są resztki cieczy, które zapewne były kiedyś kawą. Zmięta pościel leży gdzieś w rogu łóżka. Tuż przy nim stos butelek po alkoholu. Przez zasunięte rolety całe pomieszczenie znikało w półmroku. Gdzieś na dnie tego całego bałaganu znajdował się Namikaze Naruto, jednak nie był on w stanie nawet podnieść się z ziemi. Śmierdziało od niego niemiłosiernie, jednak blondyn zachowywał się, jakby nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. Był on pogrążony we własnych myślach. A może i wspomnieniach? Gdy dźwięk dzwonka do drzwi został zupełnie zignorowany, delikatna sugestia, by właściciel mieszkania przyszedł i otworzył została zastąpiona waleniem do drzwi. To też nie ruszyło Naruto. Nie miał chęci do życia. Najzwyczajniej w świecie nie miał zamiaru ruszać się ze swojego kąta. Było mu dobrze tak, jak było. Nie chciał nikogo widzieć. Ból był zbyt ogromny i świeży. Chociaż minęło już pół roku, niebieskooki wciąż nie pogodził się ze śmiercią swojego partnera - Sasuke. Na początku przychodzili do niego przyjaciele, pocieszali, wspierali, jednak potomek Namikaze nie mógł znieść ich nic nie zmieniających w życiu pogadanek. I znalazł się tutaj. W tej pozycji, lekko opierając się o komodę, siedząc na ziemi. Mimo nieprzytomnego wzroku niebieskie tęczówki były tak intensywne jak zawsze. Blond włosy zmierzwione, posklejane. Nawet nie przypominały koloru pszenicy. Właściciel topazowych tęczówek stwierdził, że nie trzeba się kąpać. Bo po co?  Przecież Sasuke, jego sensu życia, już nie ma. Nie było dla kogo starać się ładnie wyglądać. Nikt z przypadkowych przechodniów nie zorientowałby się, że jeszcze kilka miesięcy temu ten dwudziestopięcioletni mężczyzna tryskał energią a z jego twarzy nie znikał uśmiech. Teraz zapewne uznaliby go za menela, który wszystkie oszczędności przeznacza na alkohol. A wcale tak nie było. Blondyn pił, aby zapomnieć o nieznośnym bólu dręczącym jego skrzywdzone serce, nadal pełne miłości. Nawet nie zjawił się na pogrzebie Uchihy. Najzwyczajniej w świecie nie był w stanie patrzeć na trumnę w której znajduje się ciało ukochanego. Patrzeć, jak to ciało powoli jest opuszczane w dół tylko po to, aby za chwilę zostało zasypane piachem. Słuchać mamrotania księdza i czuć na sobie te wszystkie współczujące spojrzenia. To było dla Namikaze nie do pomyślenia. Słysząc jak drzwi wyleciały z zawiasów otwarł jedno oko. Pomimo tego włamania właściciel mieszkania nawet nie raczył się ruszyć. Stwierdził, że i tak nie ma nic cennego, więc jak złodziej coś chce ukraść to wyjdzie stąd jak nie pyszny. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę, że dwudziestopięciolatek tak naprawdę jest milionerem. Mężczyzna postanowił nikomu o tym nie mówić już dużo wcześniej. Nie chciał mieć fałszywych znajomych, którzy lecieliby na jego pieniądze a nie to, kim był. O jego statucie materialnym wiedziało tylko kilka osób. Wracając do meritum sprawy – osobą, która wtargnęła do mieszkania była Sakura. Widząc swojego przyjaciela załamała ręce. Przyprawiało ją to o ból serca. Nie mogła znieść widoku Sasuke w takim stanie. Nie tracąc, rezonu szybkim krokiem pomaszerowała do okna, odsłoniła roletę a następnie otwarła na oścież okno w celu wpuszczenia do pokoju świeżego powietrza. Po tej czynności przykucnęła przy blondynku i chwyciła jego dłoń.
- Naruto, obudź się. – lekko nim potrząsnęła. Po dłuższej chwil Namikaze spojrzał w końcu na różowowłosą kobietę.
- Hmm? – mruknął, ponieważ nie był w stanie nic więcej powiedzieć. Najzwyczajniej w świecie był pijany. Znowu się nawalił. Już nie wiedział, który to raz w ciągu tego tygodnia. Po miesiącu przestał liczyć. Zresztą, kto by to zliczył? Na pewno nie on. Gamoń matematyczny. Zielone tęczówki bacznie obserwowały poruszającą się w wolnym rytmie klatkę przyjaciela.
- Jesteś pijany! I do tego śmierdzisz! – powiedziała zrezygnowana. Wyciągnęła z kieszeni mały telefon komórkowy i wybrała szybko czyjś numer. Przyłożyła urządzenie do ucha. Po kilku sygnałach usłyszała dobrze znany głos.
- Halo?
- Cześć Sai. Przepraszam, że przeszkadzam ci w pracy, ale to pilne. Chodzi o Naruto. Czerwony alarm. Przyjeżdżaj jak najszybciej. Zadzwoń po resztę. On nie może, być sam. – ostatnie zdanie niemal wyszeptała. Bez zbędnego pożegnania rozłączyła się. Przyłożyła dłoń do zimnego czoła Naruto. Była wstrząśnięta stanem niegdyś uśmiechniętego, dowcipkującego mężczyzny, jednak nie dawała tego po sobie poznać. Nie mając co robić zaczęła jako tako sprzątać pokój. Postanowiła, że po powrocie do domu zatrudni personel sprzątający. Tak nie mogło być. Zdawała sobie sprawę, że jako przyjaciele zawiedli Namikaze. Gdy on ich potrzebował oni nie mieli dla niego czasu. Poczucie winy trawiło jej serce. On ich odpychał, ale oni powinni jeszcze bardziej otaczać go troską. Powinni przychodzić, chociażby po to, aby posiedzieć w ciszy. Sprawdzać, czy żyje. A ona? Przecież mu obiecała, że zawsze będzie mógł na nią liczyć. A teraz? Zainteresowała się nim dopiero po czterech miesiącach, gdy ledwo żył. Przecież niemal zapił się na śmierć. Była w szoku. Blondyn pomimo takiej ilości alkoholu nawet nieźle się trzymał. Po około trzydziestu minutach usłyszała głosy swoich przyjaciół. Do pomieszczenia wszedł Sai, Ino, Kiba, Hinata, Lee, Nejli i Shikamaru. Z ich ust można było usłyszeć tylko falę westchnień. Pierwsza wyrwała się do przodu blondynka w długich, blond włosach sięgających jej do pasa. W tym momencie miała je spięte w luźny kucyk, a grzywka na prawą stronę przysłaniała delikatnie jej oko.
- Naruto! – lekko poklepała go po opalonym policzku, lecz wszelkie próby obudzenia mężczyzny spełzły na niczym.
- Masz rację Sakura, niedobrze z nim. – mruknął Sai podchodząc do zielonookiej. Objął ją ramieniem, a następnie musnął wargami jej blade czoło. Kobieta wtuliła się w bok mężczyzny.
- Co z nim zrobimy? Sam zostać nie może. – mruknął szatyn, lekko się drapiąc w potylicę. Było mu żal przyjaciela. On sam wychodził z założenia, że miłość to zło. I właśnie na własnych oczach widział, do czego ona doprowadziła. Utwierdziła go tylko w przekonaniu, że nie warto kochać, że miłość daje tylko ból i rozpacz.
- Jak to - „co”? Ktoś musi wziąć go do siebie. Nie może zostać sam! – burknęła z oburzeniem Yamanka cały czas kucając przy niebieskookim. Swoje mordercze spojrzenie utkwiła w Shikamaru.
- Ja mogę wziąć go do siebie na chate! – zawołał z entuzjazmem Kiba, jednak szybko umilkł widząc mordercze spojrzenia przyjaciół.
- Lepiej nie, przy tobie może rozpić się jeszcze bardziej. – mruknęła zjadliwie Sakura. Wszyscy w tym gronie wiedzieli jaki był brązowowłosy. Kobieciarz i pijak. Nie przepuści żadnej dziewczynie i serwuje sobie przynajmniej jedno piwko dziennie. Zadziwiający był fakt, że chłopak ten ma własną firmę. A co najważniejsze - dobrze prosperującą.
- Ja mogę. – w pokoju można było usłyszeć nieśmiałą nutkę. Wszyscy jak jeden mąż zwrócili się w stronę granatowłosej. Ta, widząc ich spojrzenia lekko się spłoszyła. Nie lubiła zwracać na siebie uwagi. Nejli bacznie przyjrzał się swojej kuzynce. Nie od dziś wiedział, że ta kochała się w Namikaze. Jego spojrzenie wyrażało troskę. Nie chciał patrzeć, jak dziewczyna będzie jeszcze bardziej pogrążać się w bólu. Z drugiej strony, nie mógł odebrać jej prawa do bycia bliżej Naruto. On też martwił się o przyjaciela. Z ciężkim bólem serca rzekł:
- Ja i Hinata weźmiemy go do siebie. Zaopiekujemy się nim. – widząc szczęśliwe spojrzenie swojej młodszej kuzynki lekko wygiął kącik ust do góry.
- To postanowione. Wezwę taxi. – mruknęła blondynka.
- Nie trzeba. Przyjechałem autem. Tylko pomóżcie mi zapakować Naru do wozu. – mruknął Hyugga. Podszedł do nieprzytomnego mężczyzny. Przy pomocy Shikamaru podniósł go z ziemi a następnie zaniósł do auta. Tam wsadzili go i zapieli. Wszyscy się pożegnali i obiecali wpaść na drugi dzień.

( …. )

Naruto kompletnie nie wiedział co się z nim dzieje. Podczas zmiany miejsca zamieszkania on pogrążony był w półśnie, gdzie Sasuke jeszcze żył i był przy nim. Podszedł do kruczowłosego chłopaka, a następnie przytulił się do jego nagiego torsu, przymknął powieki delektując się jego zapachem. Ten wygiął kąciki ust ku górze.
- Głupiutki Usuratonkachi. – mruknął z rozbawieniem. Przesunął palcami po żebrach młodszego. Ten tylko cicho się zaśmiał, uniósł lekko głowę ku górze, aby widzieć twarz Uchihy.
- Jak zawsze jesteś kochany, draniu. – pomimo tego Naruto nie odczuwał złości, wręcz przeciwnie. Kochał się przekomarzać, a Sasuke, był jedyną osobą, która dorównywała mu w dogryzkach i przy tym świetnie się bawili.
- No cóż. Bycie miłym nie przystoi Uchiha. – usta dwudziestosześciolatka wykrzywiły się w kpiącym uśmiechu. Namikaze przymrużył lekko oczy.
- Uchiha nic nie przystoi. Aż dziwne, że przystoi im kogokolwiek kochać. – onyksowe tęczówki niebezpiecznie się zmrużyły. Sasuke wykonał szybki ruch, po którym blondynek znalazł się na ścianie, do której zostały przygwożdżone jego nadgarstki. Usta partnera znalazły się niebezpiecznie blisko jego ucha.
- Uchiha przystoi wszystko, na co sobie pozwoli. W tym wypadku pozwoli sobie na chwile przyjemności. – po tych słowach przejechał językiem po uchu niebieskookiego który lekko zadrżał na ten gest. Sasuke uśmiechnął się z satysfakcją. Zjechał niżej, drażniąc tym samym szyję, która wyglądała na nader kusząca. Przejechał po tętnicy, wiedząc jak to działa na Namikaze. I faktycznie, można było usłyszeć głośne jęknięcie jak i sapnięcie. Ucieszony Sasuke lekko ugryzł Naruto a następnie naznaczył go malinką. Naru, orientując się, co się dzieje mruknął rozdrażniony.
- Draniu! Jak ja się jutro pokażę w pracy? – próbował się wyrwać, jednak bezskutecznie. Dwudziestosześciolatek zaśmiał się, pilnie przy tym przyglądając się mimice twarzy swojego partnera.
- Nie mój problem. Poradzisz sobie jak zwykle, Usuratonkachi. – po tych słowach lekko wygiął prawy kącik ust.
- Przestań tak na mnie mówić! Nie podoba mi się, wcale a wcale. – blondyn wydął dolną wargę do przodu. W oczach Sasuke można było zobaczyć, że dobrze się bawi.
- A może wolisz „króliczku”? O! a może ż”ółwiczku mój”? A nie, to jest zbyt kiepskie. Może „misiaczku”? „Promyczku”? „Ptysiu mój”? – czarne tęczówki iskrzyły od rozbawienia, jednak tym blondynowi nie było do śmiechu.
- Rozmawiać z Tobą to jak z lampą. Nie dogadasz się. – odburknął urażony Namikaze, ednak po chwili pożałował swoich słów, ponieważ Uchiha zachłannie wpił się w jego wargi, nie dając mu nawet dojść do słowa. Po chwili walki poddał się uchylając swoje wargi, tym samym dając dostęp ciemnowłosemu, który chętnie skorzystał. Wsunął język i zaczął penetrować wnętrze jamy ustnej swojego partnera.
- Sam jesteś lampą, Namikaze. – mruknął onyksowooki odsuwając się od partnera. Z zadowoleniem powędrował do kuchni, wiedząc, że Naruto jest na niego napalony. Uwielbiał w ten sposób pobudzać i torturować mężczyznę.
- Debil!
- Jeśli masz zamiar TO robić to idź do łazienki! Pobrudzisz mi dywan. – mruknął z rozbawieniem Sasu słuchając przekleństw Naru. Tak. Zdecydowanie kochał tego idiotę.


( dwa miesiące później po przeprowadzce – 10 październik )

Naruto zaczął nienawidzić tego dnia. Nie miał zamiaru dzisiaj w ogóle gdziekolwiek wstawać. Najchętniej przeleżałby ten dzień w łóżku mając wszystko gdzieś. Było z nim co prawda trochę lepiej dzięki Hiacie. która troskliwie się nim opiekowała. Nie widział w jej spojrzeniu ani krzty złośliwości. Jedynie zmartwienie i chęć niesienia pomocy. Odkąd u niej zamieszkał polubił ją trochę bardziej. Wcześniej za nie przepadał, jednak skoro była kuzynką Newego to starał się ją jakoś tolerować. Przy bliższym poznaniu zyskiwała w jego oczach. Mógł nazwać ją koleżanką, może przyjaciółką jednak nic więcej. Słysząc ciche pukanie obrócił się na drugi bok. Postanowił udawać, że śpi, jednak natrętny intruz postanowił nie uszanować jego ciszy i się wdarł. Od razu wiedział, kto to może być. I wcale, a wcale się nie mylił.
- Naruto, wstawaj! Wiesz, która godzina?! – wykrzyknęła Sakura, wybudzając go całkowicie z resztek snu. Bezczelnie zdarto z niego kołdrę a następnie jego zrzucono na podłogę. Na dodatek z poduszką, aby nie fatygować się podwójnie. Naruto odwrócił głowę. Dostrzegając swoją przyjaciółkę z karcącym spojrzeniem i dłońmi na biodrach wiedział, że nie będzie lekko. Przetarł oczy.
- Może 10? – mruknął niemrawo, marząc, że to jednak głupi sen i dalej będzie spokojnie mógł spać. Jednak tak się nie stało.
- Po 12. Przespałeś pół dnia! Hinata zrobiła dla ciebie jedzenie. Wstawaj. Za 10 minut widzę cie w kuchni, bo jak nie, to dobrze wiesz… - w tym momencie zrobiła swoją groźną minę, a po ciele mężczyzny przeszły delikatne dreszcze. Gdy kobieta wyszła z pomieszczenia blondyn na złamanie karku ruszył w stronę łazienki. Wziął szybką, orzeźwiającą kąpiel, następnie ubrał na siebie czyste ciuchy i wyszedł ze swojego pokoju. Dom Hyugga był duży, więc łatwo można było się pogubić, jeżeli ktoś tutaj nie zaglądał. Szedł powoli w stronę jadalni, dłonie wsunął do kieszeni spodni. Nie miał apetytu, jednak postanowił udawać przed przyjaciółmi, że wszystko jest okej, że wraca do życia. Po prostu tak było łatwiej, nie zadawali wtedy setek pytań. Niemal nauczył się na pamięć w jakim momencie zrobić daną minę. I dali mu spokój. Nie wiedzieli, że on tylko udaje, a w środku ma nadal jedną, wielką, jątrzącą się ranę, która ani myśli, aby się zagoić. Zatrzymał się przed drzwiami, wyprostował a następnie przybrał na twarz jeden z typowych dla siebie uśmiechów. Złapał dłonią klamkę i drzwi się otwarły ukazując dość sporych rozmiarów jadalnie. Pomachał granatowowłosej kobiecie.
- Cześć, Hinatka! – ta lekko się zarumieniła, kładąc właśnie makaron na talerz.
- Miło cie widzieć, Naruto. – odrzekła. Odniosła garnek z makaronem tylko po to, aby przynieść ten z sosem. Naru wyręczył ją. Na ten widok Sakura uśmiechnęła się z rozmarzeniem. Miała nadzieję, że kiedyś ta dwójka się ze sobą zejdzie. Miała nadzieję, że przyjaciel w końcu obdarzy uczuciem jej koleżankę. W końcu Hinata go kochała odkąd tylko jej kuzyn zapoznał ją z paczką. Gdy wszyscy usiedli przy stole zaczęli rozmawiać. W końcu lekko zmieszana różowowłosa kobieta wyciągnęła coś z torebki i podała to blondynowi. Ten spojrzał na nią nic nie rozumiejącym spojrzeniem.
- To list, ćwoku. Do ciebie. – mruknęła zielonooka tak, jakby Namikaze był upośledzony. Niebieskooki skinął głową i wziął przedmiot. Widząc drobne, pochyłe pismo ukochanego poczuł ból. Szybko jednak schował kopertę do kieszeni. Niemal w ekspresowym tempie zjadł posiłek.
- Wybaczcie, idę się przejść. – wydukał. Odsunął się od stołu, prawie biegiem wyszedł z jadalni. Dziewczyny widząc to spojrzały na siebie z zaskoczeniem.
- Chyba niepotrzebnie dawałam mu teraz ten list. – mruknęła zrezygnowana Haruno.
- Nie szkodzi, Sakura. Może mu to pomoże. – lekki uśmiech na twarzy Hiaty spowodował poprawę nastroju przyjaciółki.
- Obyś miała racjęm kochana. – mruknęła. Po tych słowach rozmowa zeszła na inne tematy. Tymczasem Namikaze opuścił włości Hyugga i kierował się biegiem w stronę cmentarza. Po prostu czuł, że to właśnie tam będzie mógł w spokoju odczytać. Znalazłszy się przy nagrobku ukochanego przystanął i poczekał, aż jego oddech się wyrówna. Gdy tak się stało kucnął aby przetrzeć palcami nagrobek. Był wdzięczny przyjaciołom, że tak dbali o to miejsce.
- Witaj, Sasuke. Przepraszam, że dawno mnie nie było. – cichy szept poniósł się po cmentarzu. Dostrzegając ławeczkę podniósł się z klęczek i usiadł. Przez chwilę tępo wpatrywał się w czarną płyte nagrobną. W końcu, z lekkim ociąganiem wyciągnął kopertę. Szybkim ruchem rozdarł ją i wyciągnął  z niej list. Dość długo zwlekał, w końcu rozwinął. Zaczął czytać.

Drogi Naruto,
Jeśli to czytasz. ja już zapewne nie żyję. Przepraszam, nie planowałem tego. Nawet nie chciałem. Nigdy nie wyobrażałem sobie zostawić Cię samego. Takiej ofermy życiowej. Przecież umarłbyś z głodu, prawda? W końcu umiesz nawet jajka spalić, więc nikt mądry nie powierzyłby ci kuchni. Przynajmniej ja. Pamiętaj, że cały czas jestem przy Tobie, nawet, gdy nie ma obok mojego ciała. Znając Ciebie pewnie się w sobie zamknąłeś. Wiesz, że nie chciałbym Cię takiego widzieć. Twój smutek to ból dla mojego serca. Więc proszę Cie, nie pozwól, aby gościł on na twojej Twarzy, bo każdy Twój uśmiech to melodia dla mojego serca. To właśnie w nim się zakochałem. To on spowodował, że postanowiłem o Ciebie zawalczyć, Namikaze. Mam nadzieje, że po mojej śmierci nasi przyjaciele nie pozwolą pogrążyć Ci się w ciemności. Jednak jeżeli zawiodą, napisałem również list również do nich. Dość tego użalania się, rozumiesz Naruto? Nie możesz się poddać. Nie jesteś takim typem człowieka. Głupi z Ciebie Usuratonkachi, ale i tak Cię kocham. Pierwsze, co musisz zrobić to uśmiechnąć się. Tak naprawdę. Drugie - w końcu wyrzucić moje rzeczy. Przecież nie możesz trzymać ich wiecznie. Sprzedaj mieszkanie. Nie możesz mieszkać w miejscu, w którym spędziliśmy tyle czasu. Razem, szczęśliwi. To dobrze nie wpłynie na twoją psychikę. Zmień pracę, dobrze Ci radzę. Traktują Cię tam jak psa, a na to nie zasługujesz. A Twój szef to dupek. Kup psa, takiego. o jakim zawsze marzyliśmy. I bądź szczęśliwy. Proszę, nie oglądaj się do tyłu. Idź naprzód. Pamiętaj, że bardzo mocno Cię kocham.

Twój Sasuke


Naruto czuł, jak po jego policzkach płyną łzy. W tym momencie czuł w pełni obecność Sasuke. Jakby siedział obok i trzymał go za dłoń. Spojrzał zamglonym spojrzeniem na nagrobek.
- Draniu… Jak mogłeś… - mężczyzna załkał, a nowa dawka łez spłynęła po jego policzkach. Dopiero teraz zrozumiał, że ta rana nigdy nie zniknie, że zawsze będzie gdzieś z nim. Raz będzie lepiej, raz gorzej. Spakował list do koperty, którą następnie schował do kieszeni.
- Zawsze będę cie kochał. Nie ważne, że nie ma cie obok. Czekaj tam na mnie, a jak się spotkamy to dostaniesz mocnego kopa w tyłek. Nie odpuszczę ci, Uchiha! – pomimo łez na twarzy dwudziestosześciolatka pojawił się leki, szczery uśmiech. „Pierwszy krok za mną” pomyślał blondyn, nawiązując tym samym do wskazówek, jakie dostał. Popatrzył ostatni raz na grób po czym odwrócił się i ruszył ku wyjściu.
- Wszystkiego Najlepszego,Naru. – szepnął cichy głos. Duch Sasuke ze zmartwieniem przyglądał się lekko przygarbionej postaci ukochanego. Żałował, że nie mógł być przy nim. Widząc, ile wycierpiał przez niego młotek, czuł odrazę do samego siebie. Nie mógł się pogodzić z tym, że nie żyje. Nie mógł patrzeć na ból ukochanego, jednak miał nadzieję, że ten list sprawi, że jego ciołek wróci do świata żywych, że więcej nie ujrzy go w takim stanie jak dwa miesiące temu. Gdy Namikaze zniknął z pola widzenia Sasuke, ten również odszedł a lekki podmuch wiatru poniósł jego słowa gdzieś w dal.



Witajcie. Przychodzę do was z one-shotem. Taka krótka rozgrzewka przed pisaniem innych prac dlatego mam nadzieję, że nie wypadłam z wprawy i się spodoba. Do zobaczenia niebawem w którejś z moich prac ;>>


Beta: Karolina M.
Szablon wykonała Sasame Ka z Panda Graphics