piątek, 9 października 2026

Czy znajdę Cię? - Jeszcze chwilę

 






„Najpiękniejsze odpowiedzi nie zawsze potrzebują słów."

Kolejny dzień zaliczeń. Byłem nimi kompletnie wykończony. A może chodziło o to, że nadal do końca nie pogodziłem się z rozłąkami? Westchnąłem. Stałem przy drzwiach gotowy już do wyjścia. Plecak spoczywał na plecach, buty założone. Jednak nie ruszyłem się z miejsca. Spojrzałem na ukochanego. Siedział w wózku, a jego wzrok był nieobecny.
- To tylko kilka godzin. - nie wiem kogo próbowałem przekonać. Jego? A może siebie?
- Fumiko będzie się tobą opiekowała, gdy mnie nie będzie. - ciche westchnięcie za moich pleców upewniło mnie, że była tutaj i wszystko słyszała.
- Sasuke.
- Hn? - mruknąłem. - ponownie zerknąłem na Naruto. Upewniwszy się, że moc na pewno spoczywa w odpowiednim miejscu lekko się uśmiechnąłem.
- Jeśli jeszcze raz sprawdzisz ten cholerny koc spóźnisz się do szkoły. - burknęła. Odwróciłem się do niej. Ręce miała założone pod biustem. Pokręciłem głową z rezygnacją.
Przypomniała mi się poranna rozmowa przy śniadaniu.
- Wiesz, że jak nie będzie cię przy nim kilka godzin to świat się nie zawali?
- Wiem. - burknąłem urażony, że traktuje mnie jak dziecko.
- To dobrze. - zadowolona skwitowała moją odpowiedź.
- Jednak nie powiedziałem, że mi się to podoba i jestem z tego powodu szczęśliwy. - Fumiko uśmiechnęła się pod nosem. Jej wzrok spoczął na mnie.
- Tego też się domyśliłam.
W drodze do szkoły nie mogłem się pozbyć lekkiego uśmiechu. Ona znała mnie jak nikt inny. Mimo, że niewiele mówiłem o sobie i uczuciach ona od razu wiedziała co mi chodzi po głowie. Była niemal jak bratnią dusza. Nic nie mówisz, a druga osoba już wie co ci dolega. Byłem naprawdę wdzięczny losowi, że mogłem ją spotkać na swojej drodze życia.
Szkoła.
Nauczyciel zadał pytanie. Ja oczywiście byłem z głową w chmurach. A raczej myślami przy nim.
- Uchiha? - uniosłem głowę. Wzrok skupiłem na szaro włosym mężczyźnie.
- Tak?
- Pytałem pana od dobrej minuty.
- Przepraszam.
- Odpowiedź? - niecierpliwie postukał palcem o blat biurka. Można było zobaczyć jedno oko, jednak spojrzenie miał bystre. Popatrzyłem na kartkę. Była pusta.
- Nie mam pojęcia. - w klasie rozległ się cichy śmiech. Świetnie. W tym tempie mogłem się pożegnać nad opieką Naruto. Ostatnie tygodnie zdecydowanie zrobiły ze mnie wzorowego ucznia. Wcześniej wiedziałem, że przychodzę na godzinę. Góra trzy. W zależności od planu lekcji. Teraz bywało różnie. Musiałem być na obowiązkowych zajęciach, a później na zaliczeniach. Przez co moja nieobecność się przeciągała. Spojrzałem na zegarek. Jeszcze dwie godziny. Wiem, nie powinienem liczyć czasu.

( Naruto )

Cisza. Nie było słychać jego kroków, jego głosu. Nie czułem również jego dotyku. Czekałem. Sam nie wiedziałem na co. Fumiko była obok. Mogłem wyczuć subtelną różnicę między tą dwójkę. On wypełniał ciszę swoją rozmowę zupełnie bez powodu. Ona milczała, ale jej bliskość była kojąca. Jednak czegoś mi brakowało. A może kogoś? Nie potrafiłem tego jednoznacznie stwierdzić.

( Fumiko )

Usiadłam przy Naruto.
- On wróci. - mruknęłam do chłopaka. Moja dłoń delikatnie przeczesała te niesforne kosmyki.
- Zawsze wraca. Jesteś jego światłem. Punktem zaczepienia. On naprawdę cię kocha Naruto. - gdy to powiedziałam zauważyłam, że na moje słowa jego palce drgnęły. Znowu. Był to kolejny raz.
- Tęsknisz za nim? - nie dostałam odpowiedzi. I wcale jej nie oczekiwałam. Przez te wszystkie miesiące nauczyłam się, że nie każda rzecz potrzebuje odpowiedzi od razu. Czasami wystarczyło poczekać. Spojrzałam na jego dłoń.
On nadal tutaj był. Może gdzieś głęboko próbował do nas wrócić. Może jeszcze sam nie wiedział jak. Pogładziłam jego policzek.
- Chyba wiem.
- Niedługo zaczną się wakacje Naruto. Będziesz miał go całego dla siebie. - uścisnęłam jego chłodną dłoń. Nie było reakcji. Nieważne.

( Sasuke )

Wróciłem. Otwarłem drzwi. Zdjąłem obuwie. Ruszyłem w stronę salonu. Słyszę stłumiony głos, ale nie rozumiem słów. Nie ważne. Wszedłem.
- Jestem młotku. - po moich słowach jego palce się poruszyły. Uniosłem brwi. Dostrzegłem to. Bez słowa usiadłem obok niego.
- Chyba się za mną stęskniłeś. - zażartowałem. Delikatnie się uśmiechnąłem. Zacząłem opowiadać mu o zajęciach. Dzisiejszej sytuacji z Kakashim który przyłapał mnie na nieuwadze.
- Wiesz... prawie zasnąłem na tym cholernym egzaminie. Zdecydowanie za szybko rozwiązałem zadania. - spojrzałem na niego.
- Chociaż nie. Ty byś się nie dowiedział. Zawsze byłeś mniej spostrzegawczy. Zaśmiałem się cicho.
- Fumiko pewnie stwierdziłaby, że sam sobie jestem winien. - zamilkłem. Popatrzyłem na Naruto. Przez chwilę patrzyłem na jego twarz. Przypomniała mi się pewna sytuacja sprzed lat.
Kiedy byliśmy mali, Naruto obraził się na mnie po jednej z naszych kłótni. Powiedział wtedy, że już się do mnie nie odezwie. Oczywiście nie minęło nawet dziesięć minut, kiedy nadal siedział obok mnie.
- Miałeś się nie odzywać. - powiedziałem wtedy.
- Nie odzywam się.
- To dlaczego nadal tutaj siedzisz?- spojrzał na mnie jak na kompletnego idiotę. Naruto wzruszył ramionami, jakby odpowiedź była oczywista.
- Bo jak jesteś zły, to nie znaczy, że przestajesz być dla mnie ważny. - zamilkłem. Nie bardzo wiedziałem, co na to odpowiedzieć. On chyba też nie zdawał sobie sprawy, jak wiele powiedział.
Dzisiaj, po tylu latach, chyba pierwszy raz naprawdę zrozumiałem, co miał na myśli.
Spojrzałem na jego spokojną twarz.
- Wiesz młotku... nie musisz się spieszyć. - pogładziłem kciukiem dłoń nastolatka.
- Nie wiem, czy gdzieś tam mnie słyszysz. - na moment przerwałem.
- Ale jeśli słyszysz... - popatrzyłem prosto w jego twarz.
- Masz tyle czasu ile potrzebujesz. - lekko się uśmiechnąłem.
- Ja poczekam. Nigdzie się nie wybieram. - delikatne ściśnięcie. Zamarłem. Minęły sekundy. Po chwili przyciągnąłem jego dłoń do swojego policzka. Przymknąłem powieki. I siedziałem tak w milczeniu. Tutaj nie było potrzeba było słów. Mały przełom. Tego się nauczyłem. Nie oczekiwać od niego więcej niż może mi dać. Akceptować te małe próby pokazania mi, że on tam jest.
Kobieta zatrzymała się w drzwiach. Nie zauważyłem jej. Ona natomiast się nie odezwała. Pierwszy raz widziała, że wyglądał na osobę która nie oczekiwała na cud. Wyglądał jak ktoś kto po prostu jest obok. Fumiko uśmiechnęła się lekko na ich widok, po czym bez słowa odeszła. Nie chciała psuć nam chwili.
Wieczór. Kobieta przyszła się pożegnać. Wracała już do domu.
- Dziękuję.
- Za co? - popatrzyła na mnie niewiedzącym wzrokiem. Popatrzyłem na młotka.
- Za nauczenie mnie. - ona przez moment milczała.
- W końcu zrozumiałeś.
- Hn.
- Nie musisz się ze mną zgadzać.
- Nie zgadzam się.
- Oczywiście. - lekko psotny uśmiech zagościł na jej twarzy. Ja również odwzajemniłem ten gest.
Wieczór. Poprawiłem kołdrę Uzumakiego.
- Dobranoc młotku. - wróciłem na swoją wersalkę. Znowu nie sprawdziłem jego dłoni. Nie musiałem. Już nie. Po prostu wiedziałem, że jestem tam, gdzie powinienem być.