niedziela, 16 sierpnia 2026

Czy znajdę Cię? - Tam, gdzie kiedyś był śmiech

 



„Nie wiem, dokąd wrócisz, Naruto. Wiem tylko, że tym razem będę czekał obok."



Po ciężkiej nocy zwlekłem się z kanapy. Czułem zmęczenie. Jednak nie ważne jak bardzo byłem zmęczony nie mogłem zmrużyć oka. Westchnąłem. Wstawiłem wodę na kawę. Potrzebowałem kofeiny. Gdy tak się krzątałem po kuchni mój wzrok spoczął na pomidorach. Można było zobaczyć małe, zielone łodygi. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Nigdy wcześniej nie miałem pomidorów, ani nie zajmowałem się. Moi rodzice byli na tyle bogaci, że byli u nas ludzie którzy się tym zajmowali. Ja musiałem się tylko uczyć i mieć jak najlepsze oceny. To była część życia którego nie mogłem doświadczyć będąc Uchiha. Zwykłego życia. Moje życie kręciło się odkąd wyjechałem wśród bankierów, spotkań i nauki. Ojciec się zmienił. Nie był już taki jak kiedyś. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk gotującej się wody. Zalałem wodą kawę i odczekałem kilka minut. Mój wzrok nadal był skupiony na pomidorach. Nawet specjalnie nie zareagowałem na wejście Fumiko. Natomiast ona nie raczyła wypomnieć mi mojej fryzury.
- Chopina chyba przywiało nam do domu. - mruknęła kładąc siatki na stół. Zerknąłem na nią bez słowa.
- Ciężka noc? Dużo analizowałeś? - zapytała. Nie zaprzestała swoich czynności przez co łatwiej mi było odpowiedzieć na jej pytanie.
- Tak. Dziękuję. - bez tłumaczenia o co chodzi. Czasami dziękuję wyrażało więcej niż człowiek potrafiłby wyjaśnić. Ona natomiast skinęła głową. Zaczęła smażyć jajecznicę. Wypiłem połowę kawy. Dzisiaj byłem ja, ale jakby nie ja. Nie potrafiłem się odnaleźć po tym wszystkim.
- Wiesz Sasuke... Twoje reakcje są w porządku. Nie każdy potrafi się pozbierać, swój światopogląd... nie obwiniaj się. To ci nie pomoże. - jej bystry wzrok zerkał co jakiś czas na mnie. Idealnie mnie analizowała, a ja sam prawie tego ranka prawie słowem się do niej nie odezwałem. Czyżby była z zawodu psychologiem?
- Hn... - mruknąłem. Mało elokwentnie, ale nie wiedziałem co mogłem na to wszystko powiedzieć.
- Idź i obudź Naruto. Zaraz śniadanie będzie gotowe. - wydała komendę. Mechanicznie ruszyłem wykonać jej polecenie. Ubrałem Naruto w ciuchy, akurat w tym momencie gospodyni podała mi śniadanie dla niego. Podziękowałem i zacząłem go karmić. Zerknąłem na okno. Była ładna pogoda. Może wyprowadzę Naruto na dwór? Chociaż na ogródek? Dlaczego miał ciągle przebywać w czterech ścianach? Tam za tymi murami też było życie. Przecież jego życie nie skończyło się w tamtym wypadku. On nadal żył. Tylko nie wiedziałem jeszcze, czego potrzebuje, żeby wrócić z tej długiej wędrówki. Gdy zjadł odłożyłem talerz na komodę. - Nie wiem, czy ci się to spodoba Naruto... dzisiaj jedziemy na twój Ogródek. Czas zażyć świeżego powietrza. - cisza. Jednak ona w niczym mi nie przeszkadzała. To była nasza rutyna. Ja mówię. On milczy. Rozumiemy się bez słów. Okryłem go ciepłym kocem, aby nie zmarzł. Dla mnie było ciepło, ponieważ się ruszałem. Jego ciało nie mogło wytworzyć natomiast tyle ciepła co moje. Wyjechałem wózkiem na podwórko. Fumiko popatrzyła na mnie zaskoczona, ale nie odezwała się ani słowem. Skierowałem się na tył domu. Mimo zaniedbanego ogródka trawa była skoszona co umożliwiło nam znalezienie się tam. Zaparkowałem jego wózek w słońcu, aby promienie słońca go grzały. Sam usiadłem na ziemi obok mnie.
- Nie wiem, czy jesteś za, czy nie Naruto. Od dzisiaj codziennie będziemy wychodzić na dwór. Będziesz mógł chociaż chwilę odpocząć od mojego gadulstwa w domu. - cicho się zaśmiałem. Odpowiedziała mi cisza.
- Widzisz Naruto... nasze pomidory zaczynają powoli rosnąć. Nie wiem, czy to moja zasługa czy może twoja gosposia coś robi jak nie patrzę. Jednak niedługo będziesz mógł zjeść pomidory własnej hodowli. - popatrzyłem na niego lekko się przy tym uśmiechając. Patrząc na ogródek przed oczyma nakładały mi się obrazy z naszej przeszłości. Pełno godzin, gdy bawiliśmy się tutaj. Kushina i Minato. Otrząsnąłem się ze wspomnień. Nie o to tutaj chodziło. Podwinąłem rękawy koszulki. Zacząłem wyrywać chwasty oraz porządkować ogród. Znalazłem stare narzędzia do dbania o ogródek. Podniosłem się i spojrzałem na młotka.
- Wiesz, chyba właśnie znalazłem sobie kolejne zajęcie.
- Będziemy mieli ogród.
- Ty będziesz siedział i patrzył, a ja będę pracował.
- Brzmi jak świetny układ, prawda? - lekko się uśmiechnąłem wracając do pracy. Z oddali dobiegły mnie czyjeś kroki. Popatrzyłem w tamtym kierunku. Fumiko szła z trzema filiżankami herbaty na tacy. Wyprostowałem się. Otarłem pot z czoła.
- Można? - zapytała. Skinąłem głową. Znalazłem ławkę na której kiedyś przesiadywałem z Naruto. Ona na to skinęła głową.
- Nie znałam cię jako dziecko. Nie było mnie tutaj. Z tego co mówił kiedyś Naruto przyszłam rok po twoim przyjedźcie. Panicz bardzo przeżywał twój wyjazd. Jednak pomimo tego na jego twarzy nigdy nie zgasł uśmiech. On wierzył, że wrócisz. Przynajmniej tak przypuszczam. - popatrzyła przed siebie. Zapewne nie chciała wprowadzać mnie w zakłopotanie. Poczułem jak serce zabiło mi mocniej. Czyli i ty cierpiałeś z powodu naszej rozłąki? Oh młotku, ty głupku.
- Dawno już go tutaj nie było.
- Naruto? - spojrzałem na nią.
- Zgadza się. Już nie pamiętam kiedy ostatni raz tutaj był. Pewnie przed wypadkiem. Gdy próbował Kushinie pomóc w dbaniu o ogród. Zazwyczaj przelewał rośliny przez co nie miały one zbyt długiego żywota. - cicho się zaśmiała na te słowa. Jej głos wyrażał nostalgię i tęsknotę. To było oczywiste, że brakowało jej pracodawców jak i tego roześmianego chłopaka. Mimo, że rozumiała naturę rzeczy i wypadku. Tego jak powinniśmy postrzegać chłopaka... ona też chciała ujrzeć dawnego Naruto. Wtedy w kuchni powiedziała mi to wszystko, abym nie zbłądził. Abym nie żył złudzeniem, gdy pewnego dnia on wróci, a ja się rozczaruje. Tym, że nie był kimś kogo sobie wyobrażałem. Poczułem niewyobrażalną wdzięczność. Ponownie mój wzrok wrócił do Naruto. - Przygotuj się, że twoje życie już nie będzie toczyć się w czterech ścianach. I nauczymy się nie przelewać roślinek co Naruto? - mrugnąłem do niego okiem. Kobieta na te słowa lekko się uśmiechnęła.
- Dobre z was dzieci, szkoda tylko że los nie pozwoli wam wcześniej się spotkać. Jednak to nie powód do żalu. - wstała z zajmowanego miejsca. Wsunęła palce we włosy Uzumakiego. Tylko ona sama wiedziała ile razy robiła to w przeszłości. Ile razy opatrywała jego skaleczenia. Ile razy prosił o kakao i kanapki w tajemnicy przed rodzicami. A ona zawsze dawała się uprosić. Po prostu nie mogła odmówić chłopakowi.
- Twoje włosy... nadal są takie same. Kushina zawsze narzekała, że nie da się ich okrzesać. Jednak to zawsze był twój urok. Zresztą... Minato miał takie same. To po nim je odziedziczyłeś. - lekko się uśmiechnęła.
- Za każdym razem mówiła, że osiwieje przez ciebie. Za to Ty się beztrosko z tego śmiałeś. - oczy kobiety zaszkliły się łzami.
- Tak bardzo brakuje mi tego śmiechu, ale wiesz co paniczu? Nie musisz dzisiaj się śmiać. - delikatnie pogładziła jego policzek. Ona lekko się rozsypywała. Chciałem coś powiedzieć, pocieszyć jak ona mnie. Jednak nie odważyłem się zepsuć tej magicznej chwili między nimi.
- Nie musisz też nic mówić. Możesz po prostu siedzieć. Być z nami. - w milczeniu postała obok niego. Nic nie mówiła. Bo w miłości przecież nie chodzi tylko o to, aby mówić. Miłość można wyrazić bez słów. Dostrzegłem w tej scenie niewyobrażalne oddanie, troskę, ból, przywiązanie. Gdzie własną krew nie potrafi tego zrobić. Patrzyłem na nią i po raz pierwszy naprawdę zrozumiałem, kim była dla Naruto. Nie gosposią. Nie pracownicą. Była kimś, kto został, kiedy wszyscy inni mogli tylko patrzeć z boku. Nie potrzebowała więzów krwi, żeby stać się jego rodziną. Po prostu wybrała, że nią będzie. Kiedy Fumiko odeszła, przez chwilę nadal siedziałem na ławce. Patrzyłem na Naruto. Po raz pierwszy od dawna nie widziałem w nim wyłącznie chłopaka, którego chciałem odzyskać. Widziałem dziecko, które kiedyś biegało po tym ogrodzie. Syna Kushiny i Minato. Przyjaciela, który potrafił rozjaśnić nawet najgorszy dzień. I człowieka, który teraz siedział przede mną w całkowitej ciszy. Podniosłem się z ławki i podszedłem do jego wózka.
- Wiesz co, młotku? - kucnąłem przed nim.
- Chyba zaczynam rozumieć, o co chodziło Fumiko. - przez chwilę patrzyłem mu w oczy.
- Nie muszę już szukać tego Naruto ze zdjęć. - uśmiechnąłem się delikatnie.
- Poznam tego, który siedzi przede mną. - wyprostowałem się i spojrzałem na ogród.
- A jutro posadzimy więcej pomidorów. - cisza.
- I tym razem nie pozwolę ci ich przelać. - parsknąłem cicho śmiechem. Przez chwilę nic się nie wydarzyło. A jednak po raz pierwszy od bardzo dawna nie czułem, że siedzę obok kogoś nieobecnego. Czułem, że siedzę obok Naruto. I to mi wystarczyło.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz