piątek, 14 sierpnia 2026

Czy znajdę Cię? - Ten, którego jeszcze nie znam

 





„Nie chcę już odnaleźć dawnego ciebie. Chcę nauczyć się kochać tego, którego jeszcze nie znam."




Dni mijały jeden za drugim. Ani się obejrzałem, a zaczynałem mieszkać trzeci tydzień u Uzumakiego. Ze szkołą udało mi się załatwić tak, że zaledwie bywałem tam na jedną, bądź dwie lekcje dziennie. Nawet nie nawiązywałem głębszych znajomości. Nie miałem ochoty. Nie byłem tutaj dla nich, ale dla niego. Nie chciałem dokładać mu zmartwień. Nie wiedziałem, czy miał tego świadomość, ale mimo wszystko. Moje kontakty z Fumiko powoli się rozwijały. Udało mi się posadzić pomidory, systematycznie podlewać. Nie wiem, czy coś z tego będzie jednak miałem nadzieję. Ostatnim czasem tak było. Żyłem w nadzieji. Może życie mnie nie rozpieszczało, testowało. Jednak nie poddawałem się. Każdego dnia czytałem Naruto książki, albo głośno się przy nim uczyłem. Chciałem, aby moje słowa docierały do niego. Albo miał świadomość, że ktoś przy nim jest. Poprawiłem jego poduszki, aby wygodniej mu się siedziało. Delikatnie masowałem jego łydki, ręce, stopy. Były strasznie twarde oraz sztywne. Ciało osoby niepełnosprawnej która ponad pół roku siedziała na wózku i nie wykonywała najmniejszego ruchu. Osoby która zamknęła się na wszystko i wszystkich. Trochę udało mi się znaleźć informacji na ten temat. Trauma jaką przeżyła ta osoba była ciężka do wyleczenia, ale nie niemożliwa. Od tego czasu zacząłem szukać coraz więcej informacji. Czytałem o traumie, o tym, jak ludzie reagują na ogromny ból, o zamykaniu się w sobie. Im więcej wiedziałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę z tego, jak niewiele tak naprawdę wiedziałem o Naruto.
Mogłem zadbać o jego ciało.Mogłem dopilnować, żeby jadł, spał i miał wygodnie.Ale co z jego głową?Co działo się tam, gdzie nie mogłem wejść?Czasami patrzyłem na niego godzinami i zastanawiałem się, czy gdzieś głęboko nadal słyszy mój głos. Czy rozpoznaje mnie. Czy pamięta nasze dzieciństwo. Czy wie, że siedzę obok.A może była to tylko moja desperacka nadzieja?Tego dnia siedziałem przy nim z książką na kolanach. Nie czytałem. Od kilku minut patrzyłem tylko na jego twarz.
- Naruto? - nic.
- Mogę cię o coś zapytać? - oczywiście nie odpowiedział.
- Gdybyś mógł mi teraz powiedzieć jedną rzecz... co by to było? - sam nie wiedziałem, dlaczego zadałem to pytanie. Może po prostu potrzebowałem usłyszeć jego głos choćby w swojej wyobraźni.
- Kazałbyś mi się wynosić? - uśmiechnąłem się lekko.
- Pewnie tak. - pochyliłem głowę.
- A może powiedziałbyś, że za bardzo się przejmuję? - cisza.
- Zawsze miałeś coś do powiedzenia. - przesunąłem dłonią po jego włosach.
- Tęsknię za tym. - nagle usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi.Odwróciłem głowę. Fumiko weszła do mieszkania z torbą zakupów. Spojrzała najpierw na mnie, potem na Naruto.
- Dzień dobry, Sasuke.
- Dzień dobry. - odłożyła torbę w kuchni i przez chwilę przyglądała mi się z uwagą.
-Coś się stało? - pokręciłem głową.
- Nie. - kobieta zmrużyła oczy.
- Znam już tę minę. - uniosłem brew.
- Jaką?
- Taką, jaką ma człowiek, który od kilku godzin próbuje znaleźć rozwiązanie problemu, którego nie da się rozwiązać siłą. - westchnąłem.
- Chciałbym wiedzieć, co mogę jeszcze zrobić. - Fumiko spojrzała w stronę Naruto.
- Robisz dużo.
- To za mało.
- Skąd wiesz? - nie odpowiedziałem. Fumiko podeszła bliżej i usiadła naprzeciwko mnie.
- Sasuke... czego właściwie od niego oczekujesz? - topytanie mnie zaskoczyło.
- Chcę, żeby wrócił.
- Dokąd? - zamilkłem.
- Do mnie?- zapytałem po chwili.Fumiko pokręciła głową.
- Właśnie tego nie wiem. Wszyscy, którzy przychodzili tu po wypadku, chcieli odzyskać dawnego Naruto. Chcieli, żeby znowu się uśmiechał, rozmawiał, żartował. - spojrzałem na nią.
- A pani? - Fumiko przez chwilę milczała.
- Ja chciałam tylko, żeby przeżył kolejny dzień. - te słowa uderzyły we mnie mocniej, niż się spodziewałem.
- I przeżył.
- Tak.
- Więc dlaczego się poddał? - Fumiko westchnęła.
- Może wcale się nie poddał. - zmarszczyłem brwi.
- Co pani ma na myśli? - kobieta spojrzała na Naruto.
- Może po prostu przestał wiedzieć, po co ma walczyć. - zapadła cisza. Po raz pierwszy pomyślałem, że być może przez te wszystkie tygodnie patrzyłem na niego niewłaściwie.Cały czas zastanawiałem się, jak przywrócić mu życie. A może najpierw powinienem dowiedzieć się, dlaczego przestał chcieć żyć takim życiem, jakie znał.
-Fumiko...
-Tak?
-Jaki on był po wypadku? - kobieta spojrzała na mnie długo. Jakby zastanawiała się, czy naprawdę chcę znać odpowiedź.
-Tego chce pan słuchać?
-Tak.
-W takim razie powinien pan wiedzieć jedno. - Fumiko zerknęła w stronę Naruto.
-Niech pan nie szuka wyłącznie chłopaka ze zdjęć. - zamarłem.
-Co?
-Jeśli naprawdę chce pan go odnaleźć, niech pan nie szuka tylko tego, kim był przed wypadkiem. - jej głos był spokojny.
- Proszę spróbować poznać człowieka, którym stał się później. - długo jeszcze siedziałem w tym samym miejscu, gdy wyszła. Miała racje. Ja nadal w zły sposób rozumiałem stan Naruto. Byłem egoistą. Chciałem, aby wrócił do mnie, zamiast żeby wrócił do siebie, do życia. Zakryłem dłonią twarz. Pozwoliłem, aby kilka łez spłynęło po moich policzkach. Kolejne słowa z ich rozmowy przewijały mi się w głowie.
-Wie pan, panicz miał dziwny zwyczaj.
- Jaki?
- Zawsze zauważał, kiedy ktoś był smutny.
- Naruto?
- Tak. Nawet jeśli ktoś bardzo dobrze to ukrywał.
- Kiedyś zapytałam go, skąd to wie. Odpowiedział mi: „Bo kiedy człowiek mówi, że wszystko jest dobrze, a wygląda jakby świat mu się zawalił, to znaczy, że najbardziej potrzebuje, żeby ktoś przy nim został". Chyba dlatego tak łatwo było mu zdobywać ludzi. Potrafił sprawić, że człowiek czuł się zauważony.
- Mnie też zauważył. - szepnąłem. Nie kontrolowałem tych słów. Kobieta opowiadała mi stronę Naruto której nie znałem, ani nie byłem świadom. Byłem wdzięczny. Nie było wiele osób które mogły mi opowiedzieć o nim pomiędzy moim wyjazdem, a przyjazdem.
- Wiem.
- Tylko że ja wtedy nie zauważyłem, jak bardzo sam potrzebował, żeby ktoś zauważył jego. - odpowiedziałem zmartwiony. Ona natomiast położyła swoja drobną, pomarszczoną dłoń o mój bark.
- Teraz możesz go zauważyć. Naprawdę zauważyć. - położyła dłoń na jego barku. 
- I może właśnie tego najbardziej teraz potrzebuje. - uśmiechnęła się smutno. Popatrzyłem na nią. Mimo zmartwień i trosk emanowała z niej wiara. Wiara w nastolatka. Otarłem dłonią łzy. To nie był czas na płacz. To przecież nie było tak, że byłem tutaj pod przymusem. Ja chciałem tutaj zostać. Wstałem z zajmowanego miejsca. Poszedłem umyć Naruto, przebrałem i położyłem do łóżka.
- Kiedyś mnie uratowałeś, teraz ja zrobię to samo dla Ciebie. - lekko się uśmiechnąłem. Wierzchem dłoni pogładziłem jego policzek. Następnie chwyciłem z fotela pomarańczową bluzę. Wtuliłem policzek w jej rękaw. Brakowało mi go. Przypomniały mi się te wszystkie radosne chwile z naszego dzieciństwa. Jego śmiech. I uśmiech. Jako jedyny nie bał się do mnie podejść. Oczywiście ludzie podziwiali mnie, byłem tak zwanym „złotym dzieckiem" jednak nikt nie widział mnie tak naprawdę. Lecz on zobaczył coś więcej niż powierzchnia. Usiadłem na fotelu. Na wprost jego łóżka. W ciszy wsłuchiwałem się w płytki oddech młodzieńca. Co noc uspokajał mnie i kołysał do snu. Jednak nie dzisiaj. Rozmowa z gosposią wiele mi uświadomiła. Chciałem zmienić swoje postępowanie. Nie chciałem, być tak samolubny jak inni. Było to trudne. Rozumiałem ich. W końcu wszyscy byliśmy tacy sami. Tylko kobieta rozumiała to o wiele lepiej. Chciałem znaleźć dla Uzumakiego powód do walki. Coś na czym, by mu zależało. Coś do czego chciałby wrócić.
- Przepraszam Naruto, że myślałem tylko o sobie. Obiecuję, że to się zmieni. Po prostu wróć. Nie musisz do mnie. Możesz mnie nienawidzić, ale wróć. Brakuje mi ciebie. - wyszeptałem w przestrzeń. Cisza tylko wydłużyła ciężar moich słów. Przytulałem bluzę do siebie jakby to była najcenniejsza rzecz jaką miałem. Westchnąłem. Zapaliłem małą lampkę nocną która nie dosięgała do części w której spał Uzumaki.
- Chyba nic z tego. Nie zasnę. Pouczę się. W końcu obiecałem twojej gosposi, że jak spadną mi wyniki to już nie będę mógł do ciebie przychodzić. - słabo się uśmiechnąłem. Nie byłem świadom, że na moje słowa palec Naruto drgnął. Nie mogłem tego widzieć pod warstwą kołdry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz