„Nie wszystko, co było, trzeba odzyskać. Czasem wystarczy stworzyć coś nowego, czego nie będziemy chcieli zapomnieć."
Ranek. Promienie słońca przebijały przez nie do końca zasłonięte kotary. Potarłem dłonią zaspane oczy. Następnie spojrzałem naprzeciwko mnie. Powieki Naruto były przymknięte, a on sam nie wykazywał niepokojących oznak.
- Skoro wyjścia na dwór mamy już opanowane, to co powiesz na wyjście do parku młotku? - wymamrotałem. Gdy ta myśl skrystalizowała się w mojej głowie lekko się uśmiechnąłem. Chciałem, aby chłopak wyszedł gdzieś dalej. Wziąłem telefon do ręki i zacząłem w milczeniu planować trasę, sprawdzać stan techniczny najbliższego parku, od razu pomyślałem o jedzeniu, piciu, kocu oraz jakieś bluzie w razie gdyby pogoda uległa pogorszeniu. Wolałem dmuchać na zimne i być przygotowanym na każdą ewentualność. Rześkim krokiem wstałem i zacząłem powoli, systematycznie szykować nas na wycieczkę. W moich ruchach nie było zawahania. Nawet nie zauważyłem kiedy do domu przyszła Fumiko. Ona za to w milczeniu obserwowała moje przygotowania.
- Idziecie do parku Sasuke, wiesz o tym? - uniosła brew do góry. Z zaskoczeniem popatrzyłem na nią. Nie zarejestrowałem faktu, że ona tutaj jest.
- Wiem o tym.
- Nie na koniec świata. - jej wzrok spoczął na ilość jedzenia jaką znajdowała się na stole. A przecież jeszcze Naruto nie dostał śniadania.
- Wiem.
- To dlaczego jedzenia jest jak dla pólku wojska? - postukała paznokciem w blat, gdzie leżało popakowane jedzenie.
- Na wszelki wypadek. - burknąłem. Kobieta natomiast westchnęła.
- Jesteś niereformowalny Sasuke. Wiesz o tym? - popatrzyła na mnie.
- Wiem. - ponownie westchnęła kręcąc przy tym głowa.
- Idź, szykuj siebie oraz Naruto. Uszykuję dla was śniadanie przed podróżą. - po tych słowach wypchnęła mnie z pomieszczenia. Nie zwlekając oraz nie chcąc gosposi denerwować wykonałem jej polecenie. Najpierw umyłem niepełnosprawnego chłopaka, ubrałem i posadziłem na wózku. Uprzednio kładąc mu dwie poduszki za plecy, aby było mu wygodniej. Następnie sam poszedłem się myć, ubrałem świeże ubrania i odpakowałem torby na wycieczki. Gdy wróciłem Fumiko zaczęła karmić blondyna. Uniosłem brew, lecz ona bez słowa wskazała na talerz z jedzeniem i kawą. Nie zamierzałem się z nią kłócić. Bez dyskusji zająłem się swoją porcja, jednak mój wzrok ani na moment nie zniknął z twarzy Uzumakiego. Gdy wszystko było gotowe do wyjścia założyłem torby na plecy oraz ramiona. Naruto od razu przykryłem kocem, nie będąc do końca zdecydowanym, czy jest ciepło, czy jednak zbyt zimno dla niego. Dlatego zapobiegawczo wolałem mu go położyć na kolanach. Pożegnaliśmy się z kobietą, wyruszyliśmy w podróż. W drodze do parku obserwowałem otoczenie. Nie zmieniło się prawie nic odkąd byliśmy dziećmi. Ten sam sklepik w którym kupowaliśmy lizaki. Ta sama mała fontanna przy której przesiadywały ptaki. Ta sama, odrapana szkoła. To było tak jakbym zanurzył się w przeszłość. W końcu na horyzoncie pojawił się park. Przekroczyliśmy bramę. Przed nami rozpościerał się piękny widok. Duże, dorodne drzewa które dawały schronienia przed upałem. W zasięgu wzroku brązowe ławki. Niektóre puste, a niektóre pozajmowane. Popchnąłem wózek do przodu. Promienie słońca przebijały się między koronami drzew otulając nas swoim ciepłem. Ludzie wokół nas spacerowały, małe dzieci beztrosko biegały wcale, a wcale nie słuchając swoich rodziców. Na trawiastych strefach mogłem zobaczyć biegające psy. Wszystko tutaj wydawało się takie proste i beztroskie. Przez chwilę chciałem uwierzyć, że naprawdę takie jest. Przystanąłem na moment. Przyglądałem się karkowi Uzumakiego. Chłonąłem ten widok niczym gąbka. W tej chwili było coś piorunującego, coś innego. Może to, że nie widziałem Naruto w takiej scenerii? A może to, że byliśmy tutaj kiedyś jako dzieci, a teraz znaleźliśmy się tutaj jako nastolatkowie. W zupełnie innej sytuacji. Nie jako beztroskie maluchy. Tylko dwójka dorastających chłopców która przeszła w swoim życiu wyboiste drogi. Jednak po tej prawie rocznej walce on tutaj był. Wśród normalnego życia. Nie zamknięty w czterech ścianach. Ludzie wokół nas spacerowali. Nie zwracali na nas większej uwagi. Byliśmy nikim pośród innych ludzi. Przez chwilę patrzyłem na Naruto. Po raz pierwszy od dawna miałem wrażenie, że nie patrzę na chorego chłopaka leżącego w domu. Był po prostu Naruto. Siedział tutaj ze mną. W końcu zdecydowałem się na zajęcie miejsca pod wielkim dębem. Rozłożyłem na trawie grubszy koc, wziąłem ostrożnie nastolatka w ramiona i posadziłem go na nim. Od razu za plecami położyłem poduszki, aby kora drzewa nie wbijała się w jego delikatne, kościste plecy. Następnie przykryłem go kocem który miał na wózku.
- Podoba ci się Naruto? Bardzo się cieszę, że mogliśmy razem wyjść do parku i spędzić ten dzień poza domem. - lekko się uśmiechnąłem. Odczuwałem lekką nostalgię, ale nie dałem się temu uczuciu pochłonąć. Bo liczyło się tu i teraz. A teraz był on. Cichy, nieruchomy, bez większych oznak życia. Jednak to był mój Naruto. Popatrzyłem na niego z troską. Wyjąłem z torby kanapki i zacząłem go karmić. Z termosu nalałem lekko ciepłej herbaty i naprzemian zacząłem dawać mu jeść oraz pić. Sam od czasu do czasu jadłem swoją kanapkę. Skupiłem się na obserwowaniu i milczeniu. Nie potrzebowaliśmy słów, aby przebywać w swoim otoczeniu. I czuć się dobrze. Po jakimś czasie postanowiłem opowiedzieć mu kolejny raz o altanie w naszym ogródku. Co gdzie będzie się znajdować. Gdzie będzie jego miejsce. Oraz jakie rośliny planuje tam postawić w doniczkach.
- Myślisz, że lawenda to dobry pomysł? Słyszałem, że odstrasza komary. To dobrze. Nie będziesz pogryziony przez tych krwiopijców. - potarłem delikatnie jego ramię. Następnie chwyciłem dłoń i sprawdziłem, czy nie jest za zimna. Czując, że jest w takiej jak zwykle nieznacznie się uspokoiłem. Nie chciałem, aby się przeziębił. W końcu mój wzrok utkwił w starej ławce. Była stąd mało widoczna, ale doskonale pamiętałem, że to była moja i Naruto ulubiona. To tam powiedziałem mu, że już więcej się z nim nie chce bawić. Domyślałem się, że to pewnie była jakaś głupia Uchihowska duma. Jednak on usiadł obok mnie. Po czym stwierdził „to będę siedział, aż zmienisz zdanie." I faktycznie tak się stało. Uśmiechnąłem się do tamtego wspomnienia.
- Ciekawe, czy pamiętasz tamtą ławkę uparty ośle.. - na moich wargach zabiegał uśmiech. Po jakimś czasie wstałem i wziąłem Naruto z powrotem posadziłem na wózek. Ponownie go okryłem, aby nie zmarzł. Sam wziąłem się za sprzątanie naszego miejsca pobytu. Gdy wszystko już było posprzątane i na swoim miejscu zacząłem pchać wózek do wyjścia. Po drodze mijaliśmy staw, gdzie znajdowały się kaczki. Nie omieszkałem tego wskazać palcem. Cieszyłem się tym dniem. Bo to był dzień tylko mój i Naruto. I nikogo więcej. To było budowanie naszych wspólnych, nowych wspomnień. Budowanie teraźniejszości. A nie życie przeszłością. Gdy wróciliśmy czułem się lekko zmęczony. Dostrzegłem, że w mieszkaniu paliły się światła. Wszedłem do środka, a w korytarzu już czekała na nas Fumiko. Przejęła ode mnie chłopaka, abym mógł się w spokoju rozebrać oraz zdjąć coraz cięższe bagaże.
- I jak? - zerka badawczo na mnie. Ściąga z Naruto bluzę oraz koc.
- Dobrze. - na mojej twarzy pojawił się szczery, szeroki uśmiech.
- Myślę, że jutro znowu możemy wybrać się do parku.
- Jutro to masz pracę przy altance. Musisz pokazać nam jak to się robi. - słysząc jej słowa uniosłem brwi.
- Wam?
- Ktoś będzie musiał pilnować, czy żadnemu z was nie stanie się krzywda. - uśmiechnęła się szelmowsko. Zaprowadziła wózek do salonu, gdzie przez ostatnie miesiące toczyło się nasze życie. Gdy zostaliśmy sami usiadłem na jego łóżku. W ciemności przyglądałem się jego śpiącej twarzy.
- Dawno się tak dobrze nie bawiłem młotku. - uśmiechnąłem się. Zmierzwiłem dłonią jego włosy.
- Musimy to powtórzyć. - po tej deklaracji poprawiłem jego koc. Następnie wróciłem na swoją wersalkę i poszedłem spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz