poniedziałek, 28 września 2026

SasuNaru - Jutro ci powiem, dzisiaj zostań jeszcze chwilę




„Nie wiedziałem, że mamy tak mało jutra.”



Nie pamiętam, kiedy ostatni raz Naruto był cicho. Chyba właśnie dlatego cisza w jego mieszkaniu tak bardzo mnie przerażała. Stałem w drzwiach i przez chwilę nie potrafiłem zrobić nawet jednego kroku. Wszystko wyglądało tak samo. Buty rzucone pod ścianą. Kubek zostawiony na stole. Pomarańczowa bluza przewieszona przez oparcie krzesła. Jakby miał za chwilę wrócić. Jakby miał otworzyć drzwi, uśmiechnąć się tym swoim głupim uśmiechem i powiedzieć, że znowu się spóźniłem. Tylko że Naruto już nie wracał. Podszedłem do stołu i usiadłem. Nie wiedziałem po co. Chyba po prostu nie miałem gdzie indziej pójść. Przez kilka minut patrzyłem na jego kubek. Niebieski, z pęknięciem przy uchu. Pamiętałem, jak kiedyś powiedziałem mu, żeby go wyrzucił. „Jeszcze działa." Oczywiście, że działał. Naruto zawsze musiał coś naprawiać zamiast wyrzucać. Nawet rzeczy, których nie dało się naprawić. Oparłem łokcie na kolanach i schowałem twarz w dłoniach.
- Cholerny młotek... - głos mi zadrżał. Nienawidziłem tego. Nienawidziłem, że teraz nie mogłem już niczego zrobić. Kiedyś byłem pewien, że jeśli Naruto będzie potrzebował pomocy, znajdę sposób. Zawsze znajdowałem sposób. Tym razem nie. I chyba pierwszy raz w życiu naprawdę zrozumiałem, czym jest bezsilność. Spojrzałem na jego bluzę. Miała na sobie małą plamę z ramenu. Pamiętałem, jak kiedyś zwróciłem mu uwagę, że powinien uważać. Oczywiście tylko się roześmiał. Bałaganiarz. Przymknąłem oczy i przypomniałem sobie nasze ostatnie spotkanie. To było kilka dni wcześniej. Naruto stał wtedy przy drzwiach i patrzył na mnie z tym swoim głupim uśmiechem.
- Sasuke, wrócisz jutro? - powiedziałem tylko:
- Hn. - powinienem był powiedzieć „tak". To było takie proste. Jedno słowo. Tak. A teraz oddałbym wszystko, żeby móc cofnąć tamtą chwilę. Wtedy nie wiedziałem, że to będzie ostatni raz, kiedy go zobaczę. Nie wiedziałem, że Naruto już wtedy był chory. Nie wiedziałem, że lekarze powiedzieli mu, że jego stan jest coraz gorszy. Nie wiedziałem, że kiedy patrzył na mnie przy drzwiach, próbował zapamiętać moją twarz. Dla mnie był po prostu Naruto. Uparty, głośny i irytujący jak zawsze. A ja jak zwykle zakładałem, że jutro będzie. Na stole leżała kartka. Nie zauważyłem jej wcześniej. Sięgnąłem po nią. Pismo Naruto było krzywe i nierówne. Przeczytałem pierwsze zdanie. „Sasuke, jeśli kiedyś znowu odejdziesz..." Zacisnąłem szczękę.
- Nie odszedłem. - powiedziałem to głośniej, jakbym mógł go przekonać. Jakby Naruto siedział naprzeciwko mnie i za chwilę przewrócił oczami. „...to chcę, żebyś wiedział, że tym razem nie będę za tobą biegł." Zatrzymałem wzrok na tych słowach. To było tak bardzo w jego stylu. Zawsze biegł. Za mną, za kimś, za czymś. Jakby całe życie wierzył, że jeśli będzie wystarczająco uparty, to wszystko w końcu wróci na swoje miejsce. A ja zawsze uciekałem. „Nie dlatego, że nie chcę." Przełknąłem ślinę. „Tylko dlatego, że jestem już zmęczony." Oparłem kartkę o stół. Nie potrafiłem czytać dalej. Po raz pierwszy pomyślałem, że może Naruto naprawdę był zmęczony. Nie walką. Nie treningami. Nie mną. Czekaniem. Na mnie. Zamknąłem oczy. Przypomniałem sobie jeszcze jedną sytuację, sprzed wielu lat. Naruto siedział pod bramą i czekał na mnie, mimo że powiedziałem mu, że nie wrócę. Było zimno, a on i tak siedział tam jak idiota. Shikamaru znalazł go wtedy i powiedział mi później, że Naruto był przekonany, że wrócę. „Sasuke i tak wróci." Tak powiedział. Naruto zawsze tak mówił. Jeszcze zobaczysz. Otworzyłem oczy.
- Zobaczyłem. - mój głos był cichy.
- Za późno. - wziąłem do ręki stojące na półce zdjęcie. Byliśmy na nim młodsi. Naruto obejmował mnie ramieniem, a ja patrzyłem w aparat z miną, jakbym miał ochotę go udusić. Naruto się śmiał. Naprawdę się śmiał. Pamiętałem ten dzień. Powiedział wtedy, że kiedy będziemy starzy, chcę mieć z nim takie zdjęcia. Odpowiedziałem, że nie będę z nim na żadnych zdjęciach. Powiedział, że kłamię. Pokłóciliśmy się o to przez kilka minut, a potem nazwałem go Usuratonkachi i roześmiał się jeszcze bardziej. Patrzyłem na zdjęcie.
- Miałeś rację. - pierwszy raz powiedziałem to bez złości.
- Jak zwykle. - telefon zadzwonił. Spojrzałem na ekran. Shikamaru. Odebrałem.
- Uchiha.
- Sasuke?
- Co?
- Gdzie jesteś? - nie odpowiedziałem.
- U Naruto? - spojrzałem na zdjęcie w dłoni.
- Tak. - Shikamaru westchnął.
- Wiedziałem.
- Czego chcesz?
- Niczego. Chciałem tylko sprawdzić, czy nie jesteś sam.
- Jestem.
- Właśnie tego się obawiałem.
- Nie potrzebuję niańki.
- Wiem. - przez chwilę milczał.
- Pamiętasz, jak Naruto czekał na ciebie pod bramą?  - zacisnąłem szczękę. Pamiętałem. To było dawno temu. Jeszcze zanim nauczyłem się wracać. Naruto siedział wtedy pod bramą, mimo że powiedziałem mu, że nie przyjdę. Było zimno, a on i tak czekał. Shikamaru znalazł go później i powiedział mi, że Naruto przez cały ten czas powtarzał, że wrócę.
- „Sasuke i tak wróci" - powiedział wtedy Shikamaru. 
- Pamiętasz? - nie odpowiedziałem. Pamiętałem. Zawsze pamiętałem.
- Wtedy też mu nie uwierzyłeś. -  dodał. Spojrzałem w stronę okna.
- Wróciłem.
- Wiem.
- Tylko tym razem... - nie dokończyłem. Shikamaru westchnął.
- Tym razem czekał do końca. - nie odpowiedziałem. Odłożyłem telefon. Spojrzałem znowu na kartkę. „Jeśli kiedyś to przeczytasz, to pewnie już mnie nie będzie." Zamarłem. „Nie chcę, żebyś był smutny." Parsknąłem gorzko.
- Idiota. „I nie chcę, żebyś się obwiniał." Roześmiałem się cicho.
- Za późno. „Chcę tylko, żebyś pamiętał, że byłeś dla mnie ważny." Opuściłem głowę. To jedno zdanie bolało bardziej niż wszystko inne. Byłem dla niego ważny. A on dla mnie był czymś więcej. Tylko nigdy nie potrafiłem tego powiedzieć. „I jeśli naprawdę kiedyś wrócisz..." Zatrzymałem się. „...to proszę, zostań trochę dłużej." Kartka wypadła mi z ręki. Nie wiem, kiedy zacząłem płakać. Nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz pozwoliłem sobie na coś takiego. Zakryłem twarz dłonią. Ramiona zaczęły mi drżeć.
- Zostałbym. - głos mi się załamał.
- Zostałbym, młotku. - ścisnąłem materiał jego bluzy.
- Tym razem naprawdę. - dopiero wtedy zrozumiałem coś najgorszego. Naruto przez całe życie prosił mnie tylko o jedno. Żebym został. A ja zawsze uważałem, że mam jeszcze czas. Jeszcze jutro. Jutro mu odpowiem. Jutro wrócę. Jutro powiem mu, że... Podniosłem wzrok. Na zegarze była druga w nocy.
- Jutro. - powtórzyłem cicho. Ale pierwszy raz to słowo nie dawało mi żadnej nadziei. Bo jutro już nie należało do nas.
Kilka dni wcześniej Naruto siedział na ławce przed szpitalem. Padał śnieg. Nie było go dużo. Tylko pojedyncze płatki osiadały na jego włosach i ramionach, zanim topniały od ciepła. Trzymał telefon w dłoni i co chwilę sprawdzał godzinę. 19:42. Lekarz powiedział mu, żeby wrócił do domu. Nie posłuchał. Nie powiedział Sasuke, że jest w szpitalu. Nie chciał, żeby przyjechał z poczucia obowiązku. Chciał, żeby przyjechał, bo sam tego chciał. Ostatnie tygodnie były coraz trudniejsze. Coraz częściej brakowało mu siły. Coraz częściej budził się w nocy z bólem w klatce piersiowej. Lekarz mówił o leczeniu, odpoczynku i o tym, że jego organizm jest coraz słabszy. Naruto kiwał głową, udając, że słucha. Potem wracał do domu i robił wszystko po swojemu. Miał jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. Miał jeszcze ramen do zjedzenia. Miał jeszcze tyle miejsc, które chciał zobaczyć. Miał jeszcze Sasuke. Naruto spojrzał na telefon.
- No dalej, teme. Chociaż raz przyjdź pierwszy. - telefon zawibrował. To była wiadomość od Shikamaru.
- „Naruto, gdzie jesteś?" - odpisał:
-„Czekam." - po chwili przyszła odpowiedź.
-„Na kogo?" - Naruto spojrzał na wejście do szpitala.
- Na idiotę. - napisał:
-„Na Sasuke." - Shikamaru zaczął pisać, ale Naruto odłożył telefon. Nie chciał tego czytać. Wiedział, że Shikamaru będzie próbował go przekonać, żeby wrócił do domu. Naruto chciał jednak zostać. Chciał zobaczyć Sasuke. Chociaż przez chwilę. Wstał z ławki. Zrobił jeden krok i wtedy świat zawirował. Oparł się dłonią o ławkę.
- Cholera... - oddech ugrzązł mu w gardle. Zacisnął palce na drewnie. Nie chciał się przewrócić. Nie tutaj. Nie zanim Sasuke przyjedzie.
- Jeszcze nie... - wyszeptał.
- Jeszcze trochę. - telefon wypadł mu z ręki. Ekran rozświetlił śnieg. Wtedy pojawiła się wiadomość. 
Sasuke: Będę później. - Naruto zobaczył ją i uśmiechnął się.
- Wiedziałem... - szepnął.
- Wiedziałem, że przyjdziesz. - to była ostatnia rzecz, jaką zobaczył. Sasuke przyjechał o 23:17. Za późno. Wysiadł z samochodu i od razu zobaczył światła karetki stojącej przed szpitalem. Zatrzymał się na moment. Coś w jego wnętrzu natychmiast powiedziało mu, że stało się coś złego. Przed wejściem stał Shikamaru. Sasuke zrobił kilka kroków w jego stronę, ale wtedy coś przykuło jego uwagę. Na ławce, kilka metrów od wejścia, leżał telefon. Ekran był rozświetlony. Podszedł bliżej. Poznał go od razu. Telefon Naruto. Podniósł go. Ekran nadal był odblokowany. Ostatnia wiadomość była ode mnie.

Sasuke: Będę później. Patrzyłem na nią przez długą chwilę. Przesunąłem palcem po ekranie i wtedy zobaczyłem drugą wiadomość. Napisaną kilka minut później. Nigdy niewysłaną. „Dobrze. Będę czekał." Zamarłem.
- Sasuke... - usłyszałem za sobą głos Shikamaru. Nie odwróciłem się.
- Gdzie Naruto? - Shikamaru milczał.
- Gdzie jest Naruto?
- Sasuke...
- Gdzie on jest? - wtedy odwróciłem się do niego. W jego oczach zobaczyłem odpowiedź, zanim jeszcze cokolwiek powiedział.
- Nie. - pierwszy raz mój głos zabrzmiał jak głos kogoś, kto błaga.
- Nie. - Shikamaru zamknął oczy.
- Przykro mi. -cofnąłem się o krok.
- Powiedział, że będzie czekał.
- Wiem.
- Powiedział, że będzie czekał.
- Wiem. - ścisnąłem telefon w dłoni.
- Więc gdzie on jest? - Shikamaru nie odpowiedział.
- Gdzie jest Naruto?! - mój głos odbił się od ścian. Kilka osób odwróciło głowy. Miałem to gdzieś. Shikamaru podszedł bliżej.
- Lekarze próbowali go uratować. - pokręciłem głową.
- Nie.
- Sasuke...
- Nie mów jego imienia. - Shikamaru zamilkł. Spojrzałem jeszcze raz na telefon. „Dobrze. Będę czekał." Naruto wiedział, że mogę się spóźnić. I mimo to czekał. Do końca. Zamknąłem oczy. Usiadłem na ławce. Dokładnie w tym samym miejscu, w którym siedział wcześniej. Śnieg padał mi na włosy. Nie strząsałem go. Wyjąłem telefon. Napisałem: „Już jestem." Patrzyłem na ekran. Czekałem. Jak idiota. Jak Naruto. Jakby za chwilę miała pojawić się odpowiedź. Minęła minuta. Potem druga. Nic. Przejechałem kciukiem po ekranie.
- Urusatonkachi... - głos mi się załamał.
- Przecież mówiłem, że wrócę. - i wtedy zrozumiałem, że Naruto przez cały czas nie potrzebował ode mnie wielkich obietnic. Nie potrzebował deklaracji. Nie potrzebował, żebym naprawił cały świat. Chciał tylko jednego. Żebym tym razem wrócił na czas. A ja wróciłem. Tylko o kilka godzin za późno.
Pogrzeb był trzy dni później. Padał deszcz. Naruto nie lubił deszczu. Mówił, że wtedy ramen smakuje gorzej. Pamiętałem takie rzeczy. Nienawidziłem tego. Pamiętałem wszystko. Jak jadł. Jak się śmiał. Jak marszczył nos. Jak zasypiał na kanapie. Jak zawsze mówił „jeszcze pięć minut", a potem spał przez dwie godziny. Pamiętałem jego głos. Najbardziej głos. I właśnie dlatego nie mogłem znieść ciszy. Kiedy wszyscy odeszli, zostałem przy grobie sam. Uklęknąłem i położyłem dłoń na mokrej ziemi.
- Wiesz... - przerwałem.
- Nigdy nie byłem dobry w takich rzeczach. - zaśmiałem się krótko.
- Ty byś powiedział, że jestem beznadziejny. - milczenie.
- I pewnie miałbyś rację. - spojrzałem na nagrobek. Uzumaki Naruto. Tylko imię. Kilka liter. A przecież powinien tam być cały świat.
- Powinno być więcej. - głos mi zadrżał.
- Powinno być napisane, że byłeś cholernie uparty. - przełknąłem ślinę.
- Że zawsze wracałeś, że nigdy nie potrafiłeś odpuścić, że byłeś najgłośniejszym człowiekiem, jakiego znałem. - uśmiechnąłem się przez łzy.
- I najbardziej irytującym. - przetarłem twarz dłonią.
- I... - nie potrafiłem powiedzieć dalej. Prawda była zbyt ciężka.
- ...i byłeś jedyną osobą, przy której nie musiałem udawać, że niczego nie potrzebuję. Siedziałem przy grobie jeszcze długo. Kiedy zrobiło się ciemno, wyjąłem z kieszeni telefon Naruto. Bateria była rozładowana. Nadal go jednak trzymałem.
Przez pierwsze tygodnie po jego śmierci prawie codziennie wracałem do jego mieszkania. Czasami siedziałem tam godzinami. Czasami tylko wchodziłem, patrzyłem na jego rzeczy i wychodziłem. Nie ruszałem prawie niczego. Potem zacząłem przychodzić coraz rzadziej. Nie dlatego, że było łatwiej. Po prostu zrozumiałem, że można tęsknić za kimś również we własnym mieszkaniu.
Karin nie pojawiała się wtedy w mieszkaniu. Wiedziałem, że ma własny klucz, ale nie pytałem, dlaczego go ma. Przez pierwsze tygodnie zostawiła mnie samego. Dopiero później zaczęła przychodzić, kiedy uznała, że nie potrzebuję już ciszy przez cały czas. Była kuzynką Naruto. Znała go od dziecka. Wiedziała o nim rzeczy, których ja nigdy nie poznałem. Cztery miesiące po jego śmierci wróciłem do mieszkania wieczorem. Otworzyłem drzwi i od razu poczułem znajomy zapach. Zatrzymałem się. Przez krótką chwilę miałem wrażenie, że Naruto jest w kuchni.
- Sasuke? - głos był inny. Karin stała przy blacie.
- Co ty tutaj robisz?
- To mieszkanie mojego kuzyna. Pamiętasz?
- Naruto nie żyje. - Karin skrzywiła się.
- Wiem. - przez chwilę patrzyliśmy na siebie.
- Myślałem, że nie będziesz tu przychodzić.
- Przez pierwsze tygodnie nie przychodziłam. Chciałam dać ci spokój.
- A teraz?
- Teraz minęły cztery miesiące i nadal wyglądasz, jakbyś zapomniał, że trzeba jeść. - spojrzałem na nią.
- Nie potrzebuję niańki.
- Wiem. - Karin wyjęła z szafki niebieski kubek. Ten sam. Pęknięty przy uchu.
- Nadal go trzymałaś?
- To Naruto. Nie wyrzucał niczego.
- Wiem. - Karin uśmiechnęła się smutno.
- Kiedy byliśmy mali, też miał taki kubek. Jeszcze gorszy. Ciotka chciała go wyrzucić, ale zrobił taką awanturę, że odpuściła. - usiadłem.
- Nic się nie zmienił.
- Właśnie. - kobieta postawiła kubek na stole i przez chwilę milczała.
- Wiesz, co najbardziej mnie w nim denerwowało?
- Co?
- To, że nawet kiedy wiedział, jak źle jest, udawał, że wszystko jest w porządku. - zacisnąłem szczękę.
- Wiedział, że umrze? - rudowłosa spuściła wzrok.
- Wiedział, że może umrzeć. Lekarze powiedzieli mu, że jego stan jest poważny. Że leczenie może nie wystarczyć. - patrzyłem na nią bez słowa.
-Jak długo?
- Kilka miesięcy. - poczułem, jak zaciskają mi się dłonie.
- Kilka miesięcy...
- Tak. - odwróciłem wzrok. Przez kilka miesięcy Naruto wiedział. Przez kilka miesięcy patrzył na mnie i nic nie powiedział.
- Dlaczego?
- Pytałam go o to.
- I? - Karin uśmiechnęła się smutno.
- Powiedział, że nie chce, żebyś zaczął patrzeć na niego jak na kogoś, kto zaraz umrze. - zamknąłem oczy. Nagle przypomniałem sobie wszystkie ostatnie tygodnie. Jego uśmiech. To, że częściej odpoczywał. To, że czasami nagle milkł. To, jak długo patrzył na mnie tamtego dnia, kiedy zapytał, czy wrócę następnego dnia. Nie zauważyłem niczego. Albo nie chciałem zauważyć.
- Był idiotą.
- Był. - przetarła oczy.
- Ale chyba bał się bardziej tego, że będziesz się bał, niż samej śmierci. - spojrzałem na nią.
- Wiedział, że tamtego dnia umrze? - Karin pokręciła głową.
- Nie. Tego nie wiedział. Nikt nie wiedział. Wiedział tylko, że czasu może być mniej, niż chciał. - zamilkłem. To było chyba jeszcze gorsze. Bo oznaczało, że kiedy Naruto siedział przed szpitalem i czekał na mnie, nie wiedział, że to będzie ostatni raz. Po prostu chciał mnie zobaczyć. A ja nie wiedziałem nawet, że powinienem się spieszyć.
- Jest coś jeszcze. -  powiedziała Karin. Spojrzałem na nią.
-Co? - przez chwilę szukała czegoś w torbie, aż w końcu wyjęła mały, pomięty notes i położyła go przede mną.
- Znalazłam go w jego szufladzie. - nie ruszyłem się.
- To jego?
- Tak. - wziąłem notes do ręki. Okładka była porysowana, jeden z rogów lekko zagięty. Przewróciłem kilka pustych stron, aż znalazłem zapisane słowa. „Rzeczy, które muszę zrobić z Sasuke." Zatrzymałem wzrok na pierwszym punkcie. „Zabrać go nad morze." Następny. „Zrobić sobie normalne zdjęcie. Takie, na którym nie wygląda jakby chciał mnie zabić." Kącik ust drgnął mi mimo woli. Przewróciłem stronę. „Zabrać Sasuke na ramen i nie pozwolić mu płacić."  Kolejna. „Kupić mu coś, czego sam sobie nigdy nie kupi." Przez chwilę patrzyłem na te zdania, zanim przewróciłem ostatnią stronę. „W końcu powiedzieć Sasuke prawdę."
-
Co to znaczy?
- Chciał ci powiedzieć. Tylko nie od razu.
- Dlaczego?
- Bo bał się, że kiedy się dowiesz, zaczniesz traktować go inaczej. Najpierw chciał mieć z tobą jeden normalny dzień. A potem miał ci powiedzieć prawdę. Karin spuściła wzrok. Opuściłem wzrok. To nagle bolało bardziej niż sama wiadomość o chorobie. Naruto nie planował pożegnania. Nie pisał listy rzeczy, które chciał zrobić, zanim umrze. Planował przyszłość, nawet jeśli nie wiedział, jak długa będzie. Chciał zabrać mnie nad morze. Zrobić głupie zdjęcie. Zjeść ramen. Kupić mi coś, czego sam nigdy bym sobie nie kupił. Chciał mi powiedzieć prawdę, ale najpierw chciał jeszcze przez jeden dzień być dla mnie po prostu Naruto. Przewróciłem notes jeszcze raz. Na dole ostatniej strony zostało jedno zdanie. „Nie wiem, ile mam czasu, ale jeśli mam wybierać, chcę go spędzić z nim." Czytałem je kilka razy, aż litery zaczęły mi się rozmazywać. Zamknąłem notes.
- Nie zdążyłem. - Karin nic nie powiedziała.
- Miałem tylko przyjechać. - głos uwiązł mi w gardle.
- Tylko raz się nie spóźnić. - Karin usiadła obok mnie. Nie powiedziała, że to nie moja wina. Nie próbowała tłumaczyć tego, czego nie dało się już naprawić. Po prostu została. I chyba właśnie tego wtedy potrzebowałem. Siedziałem z zamkniętym notesem w dłoniach i po raz pierwszy od jego śmierci pozwoliłem sobie nie myśleć o tym, czego już nie odzyskam. Pomyślałem o tym, co Naruto chciał jeszcze zrobić. O morzu, którego nie zobaczyliśmy. O zdjęciu, którego nie zrobiliśmy. O ramenie, za który pewnie i tak próbowałby zapłacić. O wszystkich tych małych rzeczach, które wydawały się wtedy tak oczywiste, że nawet nie przyszło mi do głowy, że któregoś dnia może ich zabraknąć. Wtedy przypomniałem sobie jego głos. „Sasuke, wrócisz jutro?" Odpowiedziałem tylko: „Hn." Myślałem, że to wystarczy. Myślałem, że jutro będzie zawsze. A Naruto czekał na mnie do końca, bo nie przyszło mu do głowy, że tym razem mogę nie zdążyć. Spojrzałem na notes leżący na stole. Po raz pierwszy zrozumiałem, że nie najbardziej boli mnie to, że Naruto umarł. Najbardziej bolało mnie to, że całe życie mieliśmy przed sobą. Tylko że dla niego to życie skończyło się wcześniej. A ja zostałem z obietnicą, której nie zdążyłem spełnić. „Będę później." To były ostatnie słowa, które mu napisałem. I chyba właśnie dlatego już zawsze będę nienawidził słowa „później". Bo Naruto czekał. A tym razem jutro naprawdę nie przyszło.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz