„Czasem miłość nie polega na tym, by kogoś uratować. Wystarczy zostać, kiedy on uczy się wracać."
Obudziłem się rano. Wydaje mi się, że wcześniej niż zwykle. W pomieszczeniu panowała cisza. Spojrzałem na telefon. Nie było w nim żadnego alarmu. Wakacje. Nie trzeba było iść do szkoły, żadnych zaliczeń. Opuszczania młotka. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Mieliśmy całe dwa miesiące. Popatrzyłem na wspomnianego chłopaka. Może właśnie dlatego, że teraz miałem więcej czasu, zacząłem zauważać, jak bardzo przez ostatnie tygodnie nauczyłem się bać każdej chwili bez niego.
- Wreszcie mam dla ciebie trochę czasu, młotku. - westchnąłem zadowolony. Już nie pamiętałem jak to jest się budzić zrelaksowanym. Ostatnim czasem byłem ciągle spięty. Wstałem. Podszedłem do chłopaka. Zmierzwiłem jego blond włosy.
- Dzień dobry młotku. - mruknąłem z lekkim uśmiechem na twarzy. Następnie udałem się do łazienki. Ogarnąłem siebie, a później mojego współlokatora. Gdy byliśmy gotowi popchałem wózek do kuchni. Ustawiłem go w jego od niedawna nowym miejscu. Chciałem, abyśmy jedli we trójkę. Aby on z nami był. Przeżywał te chwile.
- Dziwnie wyglądasz. - skomentowała kobieta zanim nawet zdążyłem usiąść. Jej wzrok był skierowany w moim kierunku.
- Jak?
- Jak człowiek który od kilku tygodni w końcu nie liczy godzin. - postawiła przede mną i Naruto talerz z jajecznicą. Następnie trzeci obok Naruto.
- Wakacje.
- A Naruto? - zerknąłem na niego.
- Teraz mam go cały dzień.
- Tylko go nie zamęcz swoją obecnością.
- Hn. - mruknąłem. Zacząłem jeść i karmić Uzumakiego. Chwilę później stanął przede mną parujący kubek kawy, natomiast przed młotkiem z herbatą. Podziękowałem kobiecie. W końcu i ona zasiadła przy stole. Jedliśmy, momentami się przekomarzaliśmy.
Później tego samego dnia kończyłem zaczętą altanę. W końcu stanęła ławka oraz stolik. Kilka dni wcześniej Fumiko przyniosła w doniczkach różne odmiany. Lawendy, wrzosy. Jakieś kwiatki które miały zielone liście. Nie znałem się na tym. Jednak nie przeszkadzało mi to. Chciałem, aby w naszym miejscu było przytulnie. Postawiłem ostatnią doniczkę na swoje miejsce. Odsunąłem się na kilka kroków do tyłu, aby zobaczyć efekt końcowy. Ten widok od razu przypomniał mi sytuację z dzieciństwa.
- Jak będziemy duzi, też będziemy mieli taki dom! - słysząc jego podekscytowanie uniosłem lekko kącik ust do góry.
- Po co?
- Bo będziemy razem.
- Kto tak powiedział?
- Ja!
Na wspomnienie jego pewności siebie i tego dziecięcego sposobu myślenia, który nie potrzebował żadnego potwierdzenia, uśmiechnąłem się. W zamyśleniu popatrzyłem na Naruto. Wtedy wydawało mi się to głupie. Dziecięca obietnica. Coś, co powiedział bez zastanowienia. A teraz stałem przed domem, który zbudowałem właśnie dlatego, że chciałem, żeby miał swoje miejsce. Prychnąłem pod nosem.
- Cholerny młotek. - nawet nie wiedziałeś, jak bardzo miałeś wtedy rację.
- Miałeś rację. To ja kolejny raz ci nie wierzyłem. - lekko odwróciłem głowę, aby nie było widać moich emocji. Przy nim nie umiałem za bardzo ich kontrolować. A może nawet nie chciałem. Usiadłem obok niego. Przesiedzieliśmy tak całe popołudnie. Większość czasu w ciszy, a czasem opowiadałem mu anegdotki ze szkoły. Chciałem, aby chociaż biernie uczestniczył w moim życiu. Gdy naszedł wieczór wprowadziłem Uzumakiego do środka altany. Poprawiłem jego koc, upewniłem się że poduszki są na swoim miejscu. Usiadłem obok niego. Nawet delikatnie oparłem się o wózek, aby być bliżej. Staruszka przyniosła napoje. Lekko zaczęło kropić. Rozejrzałem się po miejscu które razem zbudowaliśmy. Ogród już nie przypominał tego sprzed kilku miesięcy. Teraz był ładny, zadbany. Rośliny rosły i nadawały się do zrywania. Do tego altana i światełka, które dodawały jej blasku. Czułem się jak w domu. Przymknąłem powieki.
- No i proszę. Nasze miejsce. - na moim licu pojawił się szeroki uśmiech.
- Zaraz wrócę Naruto. - mruknąłem. Niechętnie wyszedłem spod altany. Minęło kilka chwil. Po tym czasie Fumiko dostrzegła ruch palców. Lekki oraz niepewny.
- Szukasz go? - cicho zapytała. Jednak one ponownie drgnęły. Ona natomiast popatrzyła w kierunku w którym poszedłem. To była chwila, gdy mnie nie było. Nie chciałem na zbyt długo zostawiać Naruto samego. Wracając i będąc już blisko od razu zauważyłem co się dzieje z jego dłonią. Od razu przyspieszyłem kroku, gdy znalazłem się przy nim chwyciłem jego dłoń w swoją w uspokajającym geście. Usiadłem obok.
- Jestem tutaj. - mruknąłem z uczuciem. Jego palce momentalnie się rozluźniły. Jakby jego zdenerwowanie się ulotniło.
- Mówiłem młotku, że zaraz wrócę. Nie musisz mi wszystkiego mówić. - kciukiem pogłaskałem jego chłodną dłoń.
- Wystarczy, że czasem mi pokażesz. - na moment zamilkłem.
- A ja już będę wiedział. - oparłem głowę o jego skroń. Przymknąłem powieki. Fumiko tylko patrzyła. Nie odezwała się ani słowem. Widziała w tym więcej, niż oni sami byli jeszcze w stanie dostrzec. Przypomniała sobie Sasuke z pierwszego dnia... zmienił się. Już nie był tym chłopcem co wtedy. Ciężko nad sobą pracował. Kiedyś każda reakcja Naruto byłaby dla niego powodem do nadziei, pytań i oczekiwań. Teraz już tego nie robił. Nauczył się akceptować każdy najmniejszy gest. On po prostu był. W głębi duszy była z niego dumna. Patrzenie na nich dwóch sprawiało jej radość.
Wieczór. Przygotowywałem chłopaka do snu. Poprawiłem mu kołdrę.
- Dobranoc młotku. - wsunąłem opuszki palców w jego włosy. Na moment zatrzymałem rękę.
- Jutro też będę. I pojutrze. I każdego następnego dnia Naruto. - to było tak jakbym składał obietnicę mu, sobie oraz nam w przyszłości. Lekko się uśmiechnąłem. Lekko pocałowałem go w czoło. Upewniwszy się, że niczego mu nie brakuje wróciłem na swoją wersalkę. Wzrok utkwiłem w suficie. Te kilka miesięcy z nim... sprawiły, że były najszczęśliwszymi w moim życiu. Było dokładnie tak jak kiedyś powiedziała moja mama. Powiedziała kiedyś, że w końcu mam kogoś, o kogo mogę się troszczyć. Wtedy nie do końca rozumiałem, co miała na myśli. Teraz już wiedziałem. Spojrzałem w stronę Naruto. Chyba właśnie o to jej chodziło. I nie zamieniłbym tego na nic innego. Miałem również świadomość tego, że niedługo znowu będę musiał wrócić do willi i podpisać kolejne papiery. Jednak teraz już mnie to tak nie przerażało jak na początku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz