niedziela, 25 października 2026

Czy znajdę Cię? - Zostałem

 






„Czasem największym dowodem miłości jest cierpliwość — umiejętność pozostania, kiedy druga osoba potrzebuje czasu, by odnaleźć własne słowa."


Tego ranka obudziłem się później niż zwykle. Wszystkie uczucia, napięcia opadły. Pierwszy raz od dawna czułem się beztroski. Spokojny. Moje ciało nie bolało. Zdążyło się już przyzwyczaić do tej wersalki. Nie powiem już tyle razy planowałem ją wymienić, jednak na końcu nie mogłem się przemóc. Była ona Naruto. Nie chciałem się pozbywać jego rzeczy. Słyszałem krzątającą się kobietę. Czyli musiało być naprawdę późno. Roztrzepałem włosy. Fumiko weszła do środka.
- Wstawaj śpiochu. - burknęła.
- Hn.
- Jest prawie 9. - otworzyłem jedno oko i skierowałem je na nią.
- Wakacje.
- Właśnie dlatego możesz ruszyć tyłek i mi pomóc.
- Wiedziałem, że jest jakiś haczyk. - mruknąłem z niezadowoleniem. Niechętnie wstałem. Miała rację. Nie było co tracić czasu. Musiałem uszykować Naruto i siebie przy okazji. Niechętnie powlekłem się do kuchni. Pomogłem przy śniadaniu, potem wykąpałem Naruto i założyłem świeże ubrania. Sam zrobiłem dokładnie to samo. Bez pośpiechu skierowałem nas do kuchni. Ona już tam czekała. Usiadłem przy stole. Zaczęliśmy jeść.
- Może wykorzystamy dobrą pogodę? Zrobimy trochę w ogródku, Naruto trochę pooddycha świeżym powietrzem. - spojrzała na mnie.
- Naruto też idzie. - od razu odpowiedziałem.
- Przecież wiem. - przewróciła oczyma. Miałem wrażenie, że jej mina mówi: „zupełnie jakbym rozmawiała z małym dzieckiem". Zrobiłem minę jak Uchiha i więcej nic nie powiedziałem. Taka zniewaga.
Ogród. Zbieraliśmy dojrzałe pomidory. Podlewaliśmy rośliny oraz pieliliśmy chwasty. Uważałem, że dobrze mieć własny ogródek. Jednak te chwasty doprowadzały mnie niemal do białej gorączki.
- Dlaczego one w ogóle muszą rosnąć? - burknąłem, wyrzucając kolejną garść do wiadra.
Fumiko spojrzała na mnie z rozbawieniem.
- Bo to ogród, Sasuke.
- Nie pytałem, dlaczego istnieją. Pytałem, dlaczego muszę je wyrywać.
- Bo inaczej zaraz zjedzą ci wszystkie pomidory. - spojrzałem na grządkę.
- To niech spróbują. - kobieta parsknęła śmiechem.
- Jesteś niemożliwy.
- Hn.  - słyszałem jak kobieta narzeka, że znowu coś źle zrobiłem i dziwiła się, że ten ogródek jeszcze żyje. Pokręciłem głową. Niewiarygodna. Zacząłem opowiadać siedzącemu Naruto co robiłem.
- Tylko się nie śmiej młotku. - lekko się uśmiechnąłem. Widziałem, że gdyby mógł to leżałby teraz na trawie i śmiał się ze mnie.
- Wiem, że właśnie to robisz. - gosposia słysząc to parsknęła głośnym śmiechem.
- On nawet nie może się śmiać.
- Tym bardziej powinien. - żachnąłem się. Jego palce ponownie drgnęły, tak jak przez ostatnie kilka dni. Od razu to zauważyłem jednak nie zareagowałem tak jak pierwszy raz. Panicznie, z nadzieją. Nie było takiej potrzeby. Bo już wiedziałem, że on tam jest. I walczy z całych sił. Uśmiechnąłem się na ten gest. Wróciłem do pielenia tego cholernego ogródka. Zdecydowanie wolałem sadzić i zrywać owoce i warzywa. Dlaczego muszą rosnąć chwasty? Dlaczego trzeba je wyrywać? Przy dzisiejszych porządkach znalazłem starą zabawkę Naruto. A raczej jej kawałek. Ciężko mi było ocenić co to było. Było już bardzo zniszczone i brudne. Więc mogło być cokolwiek. Jednak miałem silne przeświadczenie, że na pewno musiała być to zabawka. Kolejne wspomnienie. Ostatnio miewałem ich wiele. Wcześniej nigdy nie wracałem do tego co było. Teraz przeszłość sama do mnie wracała. Uzupełniała mnie kawałek po kawałku.
- Sasuke!
- Czego? - mruknąłem.
- Jak będziesz smutny, to możesz przyjść do mnie.
- Nie jestem smutny.
- Ale jak będziesz to przyjdź.
- Po co?
- Bo jesteś moim przyjacielem. - szeroko się uśmiechnął. Skinąłem obojętnie głową. Nie rozumiałem skąd te wyznania. Nie wiedziałem co z tym zrobić. Wróciłem do teraźniejszości. Ostrożnie odłożyłem tą rzecz na ławce. Nie wiedziałem co z nią zrobić. Wyrzucić? Zostawić? Pokręciłem głową. Wróciłem z powrotem do pracy. Jednak co jakiś czas kontrolnie spoglądałem na Naruto. Czy czegoś nie potrzebuje. Po południu Fumiko poszła przygotować dla nas obiad. Postanowiliśmy zjeść go w altanie. Tam było więcej miejsca, a i pogoda dopisywała. Niedługo, gdy skończy się lato dni będą coraz krotsze i coraz chłodniejsze. To uniemożliwi nam przesiadywać na zewnątrz tyle co teraz. Zacząłem opowiadać chłopakowi plany na wakacje. Co jeszcze zrobimy. Może odmaluję dom?
- Możemy tutaj siedzieć do późna Naruto. Mogę ci czytać, albo zrobimy grill. Możemy zrobić wszystko. Chociaż Fumiko pewnie powie, że i tak nie umiem gotować. - po tych słowach cicho się zaśmiałem.
- I pewnie będzie miała rację. Do jej kuchni nawet nie dorastam. - mój wzrok spoczął na niepodlany kawałek ogrodu. Trzeba było to zrobić. Zacząłem wstawać.
- Zaraz wrócę. Zapomniałem podlać tamtą część ogródka. - mruknąłem. Krok. Wtedy właśnie poczułem coś na swoim palcu. Popatrzyłem w tamtą stronę. Jego palce delikatnie zacisnęły się na moim palcu. Nie była to cała dłoń, tylko jeden palec. Zamarłem. To był pierwszy raz. Usiadłem z powrotem.
- Dobra. - popatrzyłem na nasze palce.
- Jeszcze chwila. - i zostałem. W ciszy podziwiając widoki. Kilka minut nic nie znaczyło. Nie przy nim. Minęło kilka minut nim zadałem pytanie.
- Chciałeś żebym został? - nie oczekiwałem odpowiedzi.
- Nie musisz odpowiadać. - lekko ścisnąłem palec nastolatka.
- Zostanę. - po mojej deklaracji puścił mój palec. Uśmiechnąłem się na ten gest. Po dłuższym czasie wstałem. Tym razem mnie nie zatrzymywał. Zrobiłem co miałem zrobić. Gdy skończyłem przyszła Fumiko z obiadem. Pomogłem jej poprzenosić rzeczy z kuchni do altany. Później zaczęliśmy jeść wspólnie posiłek. Nasze przekomarzania stały się na porządku dziennym. Drażniła się, że „panicz z dobrego domu pięli chwasty" ja za to odpowiedziałem jej z Uchihowska dumą i sarkazmem. Jednak było w tym czuć miłą atmosferę. Gdy zjedliśmy posprzątaliśmy naczynia. Ja zostałem z Naruto w ogrodzie, a kobieta wróciła do domu. Zacząłem czytać mu książkę. Dawno to robiłem, a chciałem aby mnie słyszał. Wiedział, że jestem.
Nastał wieczór. Siedziałem razem z Naruto w salonie. Z telewizora w tle leciała jakaś komedia. Nie wsłuchiwałem się w fabułę. Raczej byłem pogrążony w swoich myślach. Weszła do pomieszczenia Fumiko. Od razu zauważyła, że coś mnie trapi.
- Co się stało? - zapytała bez ogródek.
- Nic.
- Sasuke.
- Zatrzymał mnie. - ona natomiast lekko się uśmiechnęła. Jej wzrok powędrował na blondyna.
- Naruto?
- Hn.
- I co zrobiłeś?
- Zostałem.
- I?
- Nic.
- Nic?
- Nie wszystko musi być wydarzeniem. - ona natomiast lekko skinęła głową. Później nieznacznie ją odwróciła i otarła policzek. Ja za to udawałem, że nie widziałem. Kobieta wyszła już do domu. Przez chwilę obserwowałem śpiącego Naruto. Ponownie wróciło do mnie echo tamtych słów „Bo jesteś moim przyjacielem dattebayo!" Lekko się na to uśmiechnąłem.
- Zawsze byłeś cholernie bezpośredni młotku. - poprawiłem jego kołdrę.
- Chyba tylko ja potrzebowałem tyle czasu, aby to zrozumieć. Ty już to rozumiałeś za dziecka. Było to dla ciebie oczywiste. - pokręciłem niedowierzająco głową. Zmierzwiłem blond kosmyki. Były miękkie i gładkie. Lekko się uśmiechnąłem. Wróciłem na wersalkę. Nie czułem niepokoju. Myślałem o dzisiejszym dniu. Uzumaki mnie zatrzymał. Ucieszyłem się. To on chciał, żebym został. Świadomie. Nie potrzebowałem niczego więcej.



Dlaczego Sasuke został?
❤️ Bo kochał Naruto, nawet kiedy nie mógł usłyszeć od niego ani jednego słowa.
🥺 Bo nie chciał, żeby Naruto choć przez chwilę czuł się sam.
💔 Bo odejście oznaczałoby przyznanie, że stracił nadzieję.
🖤 Bo czasami „zostałem” znaczy więcej niż tysiąc wyznań.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz