wtorek, 3 listopada 2026

Czy znajdę Cię? - To, co zostało

 






„Czas nie zawsze zabiera to, co było dla nas ważne. Czasem tylko uczy nas, jak bardzo tego potrzebowaliśmy."


Kolejny poranek. Uwielbiałem je, odkąd zaczęły się wakacje. Nie ciążyła na mnie już presja tego, że muszę go zostawić na te kilka godzin. Wstałem.
- Dzień dobry, młotku. - mruknąłem. Przeczesałem jego włosy. To był już mój poranny rytuał. A może uzależnienie? Choćby po to, żeby przez moment go dotknąć? Jednak przed nikim bym się nigdy nie przyznał. Poszedłem do łazienki, wziąłem prysznic i przebrałem się w czyste ubrania. Po mnie przygotowałem również Naruto. Wjechaliśmy do kuchni. Fumiko już przygotowywała śniadanie. Lekko się uśmiechnąłem, przywitałem z kobietą. W międzyczasie zdążyliśmy wymienić między sobą kilka uszczypliwości. Ona oczywiście twierdziła, że nie muszę tak obsesyjnie upewniać się, czy poduszki są na swoim miejscu. Ja natomiast twierdziłem, że wcale tego nie robię. Mój wzrok spoczął na kopercie. Uniosłem brew.
- Do ciebie. Rano przyszło od jakiegoś pięknisia. - mruknęła. Dostrzegając wysokiej jakości papier wiedziałem, czego mogę się spodziewać. I było tak jak przewidywałem. „Specjalne zaproszenie" od ojca. Kolejne sprawy dotyczące firmy. Byłem jednym z młodych ludzi, którzy mieli swoje firmy. Nie poświęcałem im zbyt wiele czasu. Jednak gdy to robiłem planowałem kilkanaście inwestycji kilka kroków do przodu. A dzięki moim zaufanym podwładnym nie musiałem nawet osobiście zjawiać się w firmie. Więc tak naprawdę nikt nie wiedział jak wyglądałem.
Nie podobało mi się to zaproszenie. Jednak nie miałem wyjścia. Już nie reagowałem na te wieści tak panicznie jak za pierwszym razem. Z doświadczenia wiedziałem, że im szybciej to załatwię tym szybciej wrócę. Położyłem dłoń na jego. Kobieta momentalnie zauważyła moją minę.
- Co się stało?
- Muszę jechać dzisiaj do rezydencji.
- Dzisiaj? - uniosła brew do góry.
- Hn.
- Na długo?
- Wydaje mi się, że tyle co ostatnio. Pewnie znowu podpisać jakieś zgody i upoważnienia. - westchnąłem. Później pomyślałem o tym, że te pieniądze pozwolą mi zaopiekować się finansowo młotkiem. Może jest na świecie jakiś specjalista który mógłby mu pomóc? A przecież to oznaczało ogromne pieniądze. Których w normalnym życiu, bym nie posiadał gdybym nie był Uchiha.
- Naruto zostanie ze mną.
- Przecież nie pytałem.
- Wiem. - zaśmiała się widząc moje naburmuszenie.
- Nie lubię go zostawiać. - mój wzrok spoczął na nieruchomym chłopaku.
- Przez kilka godzin nic mu się nie stanie. - lekko się uśmiechnęła.
- Nie o to chodzi...
- Wiem o tym. - po zjedzonym posiłku zacząłem pakować swoje rzeczy. Nie było tego wiele. Sprawdziłem dokumenty, telefon. Wszystko było w porządku. Jednak, gdzieś na dnie serca czaił się niepokój. Jeszcze raz sprawdziłem Naruto.  Za każdym razem jak musiałem się z nim rozstać tak robiłem. Była to niemal moja obsesja.
- Wszystko mu przygotowałam. - Fumiko opierała się o framugę drzwi. Na jej twarzy było widać rozbawienie. Pewnie obserwowała mnie w milczeniu od dobrych kilka minut.
- Wiem.
- Jedzenie jest gotowe.
- Wiem.
- Koc jest...
- Fumiko.
- Co?
- Wiem. - popatrzyła na mnie.
- W takim razie możesz już jechać.
- Hn. - odpowiedziałem. Kobieta zabrała mi wszelkie powody, abym przedłużał swoją obecność w domu. Westchnąłem. Ostatni raz popatrzyłem na Uzumakiego. Usiadłem przy nim.
- Muszę pojechać na kilka godzin do rezydencji Uchihów. Załatwię dokumenty i wracam. Obiecuję. - lekko się uśmiechnąłem. Lekko poprawiłem jego włosy.
- Wrócę, młotku. Nie musisz mnie zatrzymywać. Wiem, że będę miał do czego wrócić. - pogładziłem kciukiem jego dłoń. Niechętnie wstałem. Pożegnałem się z Fumiko. Samochód z szoferem już czekał. Wsiadłem. Dawno nie jechałem tą drogą. Dawno temu znałem każdy zakamarek. Drzewo, sklep. Nie było tutaj miejsca, którego nie znałbym na pamięć. Kiedyś wracałem tutaj, bo musiałem. Teraz wracałem tylko dlatego, że musiałem coś podpisać. Dojechaliśmy. Bogate zdobienia po raz kolejny zrobiły na mnie wrażenie. A może bardziej mnie przytłoczyły. Wysokie sufity. Marmury. Złote zdobienia. W rezydencji panowała cisza. Nie taka jak u mojego młotka. Była ona bardziej przytłaczająca. Wręcz nienaturalna.
- Nic się tutaj nie zmieniło. - mruknąłem pod nosem. - skierowałem kroki do salonu. Tam już czekał na mnie prawnik. Zaczęliśmy omawiać sprawy firmy. Przedstawił mi jej aktualną sytuację, propozycje, ewentualnych partnerów. Propozycje projektów. W tym momencie wykazałem pewne skupienie. Nie mogłem sobie pozwolić na najmniejszy błąd. Tam gdzieś na moich barkach spoczywał los tylu ludzi i ich rodzin. Nie chciałem narazić ich na jakiekolwiek nieprzyjemności, czy utratę pracy. Nauczyłem się, że w tym świecie trzeba uważać kogo dobiera się za partnera. Kilka godzin później skończyliśmy. A raczej tak mi się wydawało.
- Jest jeszcze kilka dokumentów do podpisania. Pójdę po nie. Zróbmy krótką przerwę. To będą najważniejsze dokumenty... musi mieć pan czystą głowę.
- Dobrze. - odpowiedziałem. Chwilę patrzyłem jak plecy mężczyzny znikają. Miałem chwilę przerwy. Skierowałem swoje kroki na górę. Otworzyłem drzwi do swojego starego pokoju. Kurz osiadł na meblach, książki pozostały na swoich miejscach. Łóżko, regał, szafka. To wszystko wydawało się jakieś mniejsze. Jakby czas się tutaj zatrzymał.  Zacząłem otwierać szuflady przez co kurz wzbił się w powietrze. Zakaszlałem. Otworzyłem okno przez co wpadł powiew świeżego powietrza. Ołówek, notes, gumka, jakieś stare kartki. A pod nimi pudełko. Uniosłem brew. Ostrożnie je wyciągnąłem. Delikatnie je otworzyłem. Kilka zdjęć. Zacząłem je przeglądać. Jedno sprawiło, że zatrzymałem się na dłużej. Byłem tam jako dziecko razem z Itachim. W tle znajdował się Naruto. Jak zawsze beztrosko uśmiechnięty. Wspomnienie. Biegnący, siedzący obok. Naruto który mówił.
-Jak będziemy duzi, też będziemy mieli taki dom!- od razu mu odpowiedziałem.
- Po co?
- Bo będziemy razem.
- Kto tak powiedział?
- Ja! - uśmiechnąłem się na to wspomnienie. Czyjś głos wyrwał mnie z zamyślenia.
- Nadal go pamiętasz? - odwróciłem się. Itachi. Stał oparty o framugę drzwi.
- Itachi?
- Hn.
- Co ty tutaj robisz?
- Przyjechałem odwiedzić rodziców.
- Nie wiedziałem.
- Ja też nie wiedziałem, że tutaj będziesz. - po tych słowach jego wzrok spoczął na trzymanej przeze mnie fotografii.
- Pamiętasz go?
- Trudno zapomnieć. - Itachi obserwował zdjęcie.
- Zawsze za tobą chodził. Nie było dnia, żeby go nie było.
- Był irytujący.
- Był uparty.
- Nadal jest.
- Domyślam się. - lekki uśmiech. Mężczyzna przede mną zamyślił się. Po chwili zastanowienia zaczął mi opowiadać jak było, kiedy wyjechałem.
- Pamiętasz kiedy wyjechałeś?
- Tak.
- Naruto też pamiętał. - zmarszczyłem brwi.
- Co masz na myśli?
- Przychodził tutaj. - jego wzrok był zamyślony. Jakby wspominał przeszłość. W jego wspomnieniach obrazy były jak żywe. Mały Naruto siedział pod bramą rezydencji. On podszedł do niego.
- Naruto?
- Tak?
- Sasuke dzisiaj nie wróci.
- A jutro?
- Nie wiem. - jak miałem powiedzieć małemu chłopcu, że zanim Sasuke wróci, może minąć kilka lat? To nie będą dni ani miesiące. To mogą być lata. Nie miałem serca tego robić.
- To przyjdę jutro.
- Możesz długo czekać. - blondynek wzruszył ramionami.
- To będę długo czekał.
- Dlaczego Naruto? - wyszeptałem zaskoczony.
- Bo Sasuke wróci.
- Skąd wiesz?
- Powiedział.
- I zawsze dotrzymuje słowa? - chłopiec zastanowił się chwilę.
- Jeszcze nie wiem. Ale tym razem dotrzyma.
Słysząc słowa brata, poczułem ścisk w gardle.
- J-jak długo? - wymamrotałem.
- Kilka dni.
- Itachi.
- Tak?
- Jak długo? - zapytałem z większym naciskiem. Znałem go. Widziałem, że nie mówi mi do końca wszystkiego, aby mnie nie zranić. On natomiast popatrzył na mnie.
- Wystarczająco długo. - odpowiedział wymijająco. A to znaczyło, że musiał czekać na mnie naprawdę długo. Zamilkłem.
- Nigdy mi o tym nie powiedział.
- Nie miał kiedy. Może będzie miał okazję. - spuściłem wzrok.
- Myślałem, że o mnie zapomniał. Przez te wszystkie lata...
- Nie wyglądał na kogoś, kto zamierzał zapomnieć.
- Nie chciałem wyjeżdżać...
- Wiem Sasuke.
- Ojciec z matką mówili, że to dla mojego dobra.
- Tak.
- Wiem. Mimo to nadal mam do nich żal.
- Masz do tego prawo Sasuke.
- Nie bałem się nowego miejsca.
- Więc czego? - uniósł swoją czarna brew do góry.
-Że jak wrócę, Naruto już nie będzie mnie chciał. Byłem dzieckiem. Nie wiedziałem dlaczego jego brak, tak bardzo mnie boli.
- Teraz już wiesz?
- Tak.
- Całe życie próbowałeś pozbyć się więzi. Walczyłeś z nimi, jakby były zagrożeniem.
- Hn.
- Dlaczego?
- Bo każda kończyła się stratą.
- Więc uznałeś, że lepiej nie mieć nikogo?
- Tak.
- Pomogło?
- Nie... - lekko się uśmiechnąłem.
- A teraz?
- Nie chcę już niczego odcinać. Nigdy więcej.
- Zmieniłeś się braciszku. - mężczyzna uśmiechnął się lekko. Jakby był ze mnie dumny.
- Każdy tak mówi.
- Nie wszyscy rozumieją, co się zmieniło. - popatrzyłem na niego ze zdziwieniem.
- Co?
- Kiedyś bałeś się, że więź oznacza utratę.
- A teraz?
- Teraz masz kogoś, dla kogo jesteś gotowy zostać. Niezależnie, czy będzie to bolało.
- Mam kogoś, do kogo chcę wracać. - odpowiedziałem. Itachi. W kilka minut zdołał zanalizować sytuację, moją psychikę i wydobyć ze mnie to o czym nie miałem pojęcia. Cały starszy brat. Ceniłem w nim to. Nie osądzał. Pomagał wydobyć ze mnie coś, czego sam nie potrafiłem dostrzec. Popatrzyłem na niego z podziwem. Tak niewiele wiedział, a tak dużo wniosków wysnuł.
- Jak się ma?
- Bez większych zmian.
- Reaguje?
- Czasami.
- Wiesz, co rozumie?
- Nie.
- A mimo to wiesz, że tam jest. - spojrzałem na zdjęcie.
- Tak.
- Skąd?
- Nie wiem.
- Wiesz...
- Po prostu wiem.
- Chciałbym go zobaczyć. - popatrzyłem na brata.
- Naruto?
- Tak.
- Nie będzie taki, jak go pamiętasz.
- Wiem.
- Nie odpowie ci.
- Nie oczekuję tego.
- Może nawet nie zareagować.
- W takim razie będę wiedział, że go widziałem.
- Znałem go jako dziecko. - Itachi spogląda na zdjęcie.
- Chcę zobaczyć osobę, przez którą mój młodszy brat w końcu nauczył się, że nie każda więź kończy się stratą. - bez słowa patrzyłem na zdjęcie. On rozumiał mnie bez słów. Mój szacunek do niego stał się jeszcze większy.
Wróciłem zmęczony. Nie fizycznie. Emocjonalnie i psychicznie. Ale tego potrzebowałem. Cieszyłem się, że mam w życiu ludzi, którzy uświadamiali mi pewne rzeczy. Wszedłem. W salonie Fumiko siedziała z Naruto. Kobieta cicho czytała mu książkę.
- Załatwiłeś? - założyła zakładkę w miejscu w którym skończyli. Zamknęła książkę i odłożyła na stolik. Odwróciła się do mnie.
- Tak.
- I?
- Spotkałem Itachiego. - słysząc to lekko się uśmiechnęła.
- Dawno go nie widziałeś.
- Hn. - mruknąłem. Usiadłem w fotelu obok blondynka.
- Jak było?
- Dziwnie.
- Dlaczego?
- Przypomniał mi o rzeczach, o których zapomniałem. - o nic więcej nie zapytała. Byłem wdzięczny. Sam potrzebowałem czasu, aby przetrawić tą sytuację. Przymknąłem na moment powieki. W końcu byłem w domu. Dotknąłem dłoni Uzumakiego.
- Jestem, młotku. - cicho szepnąłem. Otwarłem powieki i poprawiłem jego włosy.
- Widziałem go dzisiaj. Pamięta cię. - lekko się uśmiechnąłem.
- Wiesz co powiedział? Że byłeś cholernie upartym młotkiem. - Fumiko przez chwilę patrzyła na nas w milczeniu. Potem wstała i wyszła z salonu, zostawiając nas samych. Chwilę później usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi. Natomiast palce chłopaka na wózku lekko się poruszyły. Popatrzyłem na nie jednak nic nie powiedziałem. Nie było potrzeby. Lekko się uśmiechnąłem.
- Wiem, młotku. On chce cię poznać na nowo. - przez chwilę patrzyłem na jego nieruchomą twarz. Itachi pamiętał go jako małego chłopca. Głośnego, upartego i zawsze biegnącego za mną.
Teraz chciał poznać go jeszcze raz. A ja pierwszy raz od dawna nie bałem się tego, co przyniesie kolejny dzień.
- Dobranoc, młotku. - tym razem wrócę jutro.
Tak jak obiecałem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz