niedziela, 23 sierpnia 2026

Czy znajdę Cię? - Czy to była nadzieja?


 



„Najtrudniej jest uwierzyć w coś po raz drugi, kiedy za pierwszym razem tak bardzo bolało."


Od tamtego zdarzenia minęło kilka dni. Dla mnie już nic nie było takie samo. Wzrokiem szukałem każdego najmniejszego ruchu, zmiany mimiki twarzy. Byłem niczym jastrząb który poszukiwał ofiary. Nie mogłem przestać myśleć o tym co się stało. Nie ważne, jak bardzo bym chciał. Przez co patrzyłem inaczej na Naruto. Pamiętałem jego łzę, a to delikatne ściśnięcie palca czułem do teraz. To było zbyt realistyczne, aby było złudzeniem, prawda? W ten sposób przekonywałem się, że nie zaczynam wariować. Pomimo mojego przenikliwego wzroku, od tamtego incydentu nic się nie wydarzyło. Nie było najmniejszej oznaki, że on tutaj jest, że to co się stało było prawdziwe. Nie spałem zbyt dobrze, budziłem się wcześnie rano, a mój wzrok od razu wędrował na śpiąca postać. To był trudny okres w moim życiu. Chodzenie do szkoły i skupienie się na nauce. Wszystko to, aby być przy nim. Każdego dnia zanim zaczynałem szykować śniadanie podchodziłem do jego łóżka, wpatrywałem się w tą twarz. Twarz która niczego nie wyrażała. Czekałem. Jednak to był daremny trud. Ponieważ nic się nie działo. Zupełnie jakbym sobie tamto wydarzenie wymyślił. Jakby nic się nie stało.
- Dzień dobry młotku. - mruknąłem pieszczotliwie. To był już mój rytuał. Przesunąłem dłonią po jego niesfornych włosach.
- Chyba niedługo będę musiał je ponownie podciąć. W tym tępie, to bym musiał zacząć ci kitkę robić. - wygiąłem kąciki warg do góry.
- Odkąd posadziliśmy Twoje truskawki pogoda nam sprzyja. Ona chyba naprawdę chcą przeżyć. - cicho się zaśmiałem. Mój wzrok ponownie powędrował na śpiącego chłopaka.
- Pamiętasz? - nie odpowiedział. Jego jedyna reakcja było leżenie nieruchomo. Westchnąłem odsuwając się od łóżka. Może miałem za dużo oczekiwań, może za dużo wymagałem? Może ta łza nic nie znaczyła? Może ten uścisk był tylko wyimaginowany? Zacisnąłem szczękę. Nie. Nie chciałem o tym więcej myśleć. Wtedy byłem absolutnie pewien, że to się wydarzyło. Wątpienie w to nie sprawi, że będzie łatwiej. Dlaczego zaczynałem wątpić? Czy musiał każdego dnia mi udowadniać, że jest tam? Żebym nie wątpił? Czy byłem, aż takim egoistą? Potrząsnąłem głową. Ruszyłem do kuchni, aby zrobić śniadanie.
Kolejne dni wyglądały dokładnie tak samo. Śniadanie, pielęgnacja, nauka, ogród. Jednym słowem rutyna. Tylko, że ja już nie byłem taki sam. Coś się we mnie zmieniło. Na mojej skorupie zaczęły pojawiać się pęknięcia. Co jakiś czas zerkałem na Naruto w różnych częściach dnia. Jakbym chciał go przyłapać na najmniejszym geście. Gdy palce leżały nieruchomo na podłokietniku czułem rozczarowanie. Kiedy nie dostrzegałem żadnych ruchów na twarzy zaczynałem się bać. Najgorsze były dla mnie wieczory. Coraz trudniej było mi udawać, że wszystko jest w porządku. Nie po tym małym cudzie. Usiadłem obok niego na łóżku. Chwilę milczałem zbierając myśli.
- Wiesz... myślałem, że skoro ty wtedy... - zamilkłem. Nie potrafiłem dokończyć, a może nie chciałem. Nie chciałem wypowiadać tych słów na głos.
- Przepraszam Naruto. Pewnie mi się wydawało, a oczekuje od ciebie nie wiadomo czego. Już nie będę. Obiecuję się. Postaram się... - cicho wyszeptałem. Czułem się strasznie zagubiony. W głowie pojawiła się myśl której nie chciałem do siebie dopuścić. A może to wszystko to tylko był piękny sen? Przełknąłem ślinę. Spuściłem wzrok na podłogę. Nie wiedziałem za co tak naprawdę wcześniej go przeprosiłem. Czy za to, że uwierzyłem? A może za nadzieje? A może za nadzieje, że do mnie wracasz? Delikatnie chwyciłem kościstą dłoń. Była tak samo chłodna jak zawsze. Zacząłem ją ogrzewać swoją. Przymknąłem powieki. Nie chciałem uronić łzy. Chciałem być silny. Dla siebie, dla niego, dla nas.
- Chyba tak po prostu za bardzo chciałem cię usłyszeć. - po tych słowach posiedziałem jeszcze w ciszy na jego łóżku. Następnie jak co wieczór ucałowałem jego chłodne czoło. Poprawiłem kołdrę i odszedłem. Jednak tym razem zanim to zrobiłem, jeszcze raz spojrzałem na jego lico. I po raz pierwszy od wielu tygodni nie byłem pewien, czy jutro nadal będę miał w sobie tyle nadziei.
Następny ranek był taki sam. Rutyna. Tylko ja byłem jakiś mniej obecny przy wykonywaniu obowiązków. Zachowywałem się jak człowiek który się poddał. Usiadłem w kuchni. Tym razem nie miałem ochotę wyjść do ogrodu. A przecież włożyłem tam tyle pracy. Lubiłem tam bywać. Czułem się w swoim żywiole. Kobieta zerknęła na godzinę. Zazwyczaj o tej porze znajdowaliśmy się już na dworze. Milczała.
- Co?
- Nic.
- Przecież widzę.
- Co widzisz?
- Ciebie. - zmarszczyłem brwi. Spojrzałem na nią uważniej.
- To jest bardzo konkretna odpowiedź.
- Od kilku dni patrzysz na niego, jakby miał wstać z wózka niczym łazarz. - zamilkłem.
- Wcale tego nie robię.
- Robisz. I nie chcesz się do tego przyznać. - odwróciłem wzrok.
- Fumiko?
- Tak? - przez chwile milczałem. Nie chciałem jej o tym mówić. Nie dlatego, że jej nie ufałem. Przez ten czas zdążyłem się z nią zżyć i przywiązać. Może dlatego, że ufałem jej, aż za bardzo.
- Nic.
- Sasuke...
- Wtedy... - urwałem. Nie wiedziałem jak mogłem ubrać to w słowa.
- Wtedy co? - zapytała.
- Naruto zapłakał. - nóż w jej ręce przestał się poruszać, a wszelkie dźwięki w kuchni zamarły.
- Co?
- Jedna łza, później następna. Na koniec poruszył palcami. Ścisnął mój kciuk... - przełknąłem ślinę. Świeże obrazy stanęły mi przed oczami. Kobieta przez chwilę nic nie mówiła. Przeprawiała to co właśnie jej opowiedziałem.
- Jesteś pewien? - popatrzyła na mnie. Skinąłem głową.
- W takim razie dlaczego wyglądasz jakbyś sam sobie przestał wierzyć? - zmarszczyła brwi.
- Bo od tamtego czasu... nic się więcej nie wydarzyło. Zachowywał się jak zawsze. Zero jakiejkolwiek emocji. - cisza.
- Ani razu. Już nie wiem, czy to były omamy, czy prawda... - spuściłem głowę. Fumiko podeszła bliżej.
- I dlatego od kilku dni sprawdzasz każdy jego ruch? - nie odpowiedziałem. Nie miałem odwagi.
- Sasuke...
- A jeśli to przypadek? A jeśli to sobie wymyśliłem?
- Możliwe. - skinęła głową. Podniosłem wzrok. Zaskoczyła mnie. Myślałem, że będzie mnie pocieszała.
- Możliwe? - zapytałem niczym echo.
- Tak. Jednak możliwe, że jednak nim nie był.
- Tylko, że ja... - Głos mi się załamał. Odwróciłem głowę, aby nie zobaczyła jak się rozpadam.
- Ja już naprawdę nie wiem w co mam wierzyć... - staruszka stała przez chwilę obok mnie. Później wróciła do przerwanej czynności.
- Nie musisz wiedzieć.
- Łatwo ci powiedzieć.
- Wcale nie. - Głos miała spokojny, a wzrok skupiony na krojeniu.
- Przez ponad pół roku siedziałam przy jego wózku, opiekowałam się nim. Karmiłam, kładłam spać. I patrzyłam na człowieka który kiedyś chodził wiecznie roześmiany, nigdy nie brakowało mu energii, gadał co mu ślina na język przyniesie. Ten obraz nawarstwiał mi się na widok jaki miałam przed sobą. Na człowieka który nie dawał znaku życia. Myślisz Sasuke, że nie zastanawiałam się nad tym, czy on tam jest? - popatrzyła na mnie. Ciężar tego doświadczenia był niemal namacalny. Milczałem.
- Zastanawiałam się każdego dnia, aż w końcu nauczyłam się jednej rzeczy. Nie można wymagać od człowieka który walczy o powrót, żeby robił to w naszym tempie. - zacisnąłem usta w wąską linię.
- A jeśli on już nie wróci?
- Tego nie wiem. - wzruszyła ramionami. To była najszczersza odpowiedź na jaką mogłem liczyć w tej sytuacji.
- I dlatego nie powinniśmy udawać, że wiemy co wydarzy się jutro. Mogą być dni, gdy będą przełomy. A mogą być dni, miesiące stagnacji. Ale on tam, gdzieś w środku walczy. On jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.
- Nie chce mieć znowu nadziei, jeśli mam się później rozczarować.
- Więc nie miej nadziei, nie oczekuj od niego.
- Co?
- Nie musisz mieć nadziei. - lekko się uśmiechnęła.
- Po prostu bądź. Tak jak byłeś wcześniej.
- To wszystko?
- To bardzo dużo Sasuke. Z czasem zrozumiesz. - lekko się uśmiechnęła. Jej wzrok spoczął w stronę salonu.
- Nakarm go, umyj, poczytaj książkę. Pójdzie do ogrodu, pomilcz, albo mów do niego.
- I nie czekać na reakcje?
- Dokładnie. - zamilkłem. Może miała rację. Może przez ostatnie dni zamiast być przy Naruto zacząłem czekać na jego powrót. A to był zły tok myślenia.
- Dziękuję.
- Nie dziękuj mi jeszcze.
- Dlaczego?
- Ponieważ jutro znowu będziesz wypatrywał przy jego łóżku oznak życia... - słysząc to uśmiechnąłem się. Pierwszy raz od kilku dni.
- Możliwe.
- Raczej na pewno. - cicho się zaśmiałem. To właśnie wtedy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawił się napis „Mama".
Przez chwilę wąchałem się, czy odebrać.
- Odbierz. Może tym razem nie będzie chciała, abyś wracał do rezydencji.
- Oby. - uśmiechnąłem się blado. Po kilku sygnałach odebrałem telefon.
- Słucham?
- Sasuke?
- Tak, mamo. - to słowo brzmiało obco, ale nie tak obco jakby zabrzmiało jeszcze kilka dni temu.
- Chciałam z tobą porozmawiać.
- Coś się stało?
- Nie. Właściwie po to dzwonię. - na jej słowa zmarszczyłem brwi. Czułem się zdezorientowany.
- Nie rozumiem.. - przez telefon usłyszałem cichy, kobiecy śmiech.
- Chce Cię zobaczyć.
- Mnie?
- Tak.  - przez chwile nie wiedziałem co mógłbym jej odpowiedzieć.
- Przyjadę do Ciebie. - popatrzyłem w stronę, gdzie przebywał Naruto.
- Mamo, nie musisz...
- Wiem, że nie muszę. - jej głos stał się delikatniejszy, a zarazem łagodniejszy.
- Chce to zrobić. - zacisnąłem palce na telefonie.
- Kiedy?
- Jutro.
- Jutro?
- Tak. - przez chwile milczałem. Cisza między nami już mi tak nie przeszkadzała jak kiedyś. Może za sprawą młotka?
- Tylko jest jeszcze coś...
- Co takiego? - usłyszałem jak bierze głębszy oddech.
- Chce poznać człowieka, do którego tak bardzo chcesz wracać. - nie potrafiłem odpowiedzieć. Ta kobieta mnie zszokowała. Mój wzrok ponownie spoczął na ścianie która nas dzieliła.
- Dobrze, mamo. - uśmiechnąłem się lekko.
- Przyjedź.
- Do jutra synku. - słysząc jak mnie nazwała poczułem delikatne ciepło w okolicy serca. Już dawno nie słyszałem, aby tak się do mnie zwracała.
- Do jutra. - rozłączyłem się. Podniosłem głowę i popatrzyłem na Fumiko.
- Twoja mama? - odwróciła się w moim kierunku. Akurat smażyła naleśniki.  Skinąłem głową.
- Przyjedzie jutro.
- I?
- Chce go poznać. - słysząc to gosposia lekko się uśmiechnęła.
- Chyba nie taki wilk straszny, co? W takim razie jutro będzie ważny dzień. Dla Ciebie, Naruto i twojej mamy. - nie wiedziałem co stanie się jutro. Nie miałem pojęcia, czy Naruto zareaguje. Jednak po naszej rozmowie już się tym tak nie denerwowałem. Los lubi plątać figle. Nie wiedziałem, czy będę umiał przed matką ukryć mój strach. Jednak w końcu od kilku dni poczułem coś innego niż zwątpienie. Jutro ktoś jeszcze będzie chciał poznać mojego młotka.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz