„Nie wiedziałem, czy mnie słyszysz. Mimo to mówiłem, bo cisza była łatwiejsza, kiedy miałem nadzieję, że gdzieś po drugiej stronie jesteś."
Minęło kilka kolejnych dni. Tak naprawdę nic wielkiego się nie działo. Każdy dzień wyglądał podobnie. Pobudka, śniadanie, pielęgnacja Naruto, nauka, ogród. Czasami czytałem mu książki. Innym razem po prostu siedziałem obok niego i opowiadałem o wszystkim co przyszło mi do głowy. Pomidory zaczynały powoli rosnąć. Truskawki również się przyjęły, co było dla mnie niemałym sukcesem. Fumiko stwierdziła, że miałem więcej szczęścia niż umiejętności ogrodniczych. Nie chciałem się z nią zgodzić, ale chyba miała rację. Każdego ranka mówiłem to samo.
- Dzień dobry, młotku. - a wieczorem.
- Dobranoc Naruto. - nie odpowiadał. Jednak coraz mniej mi to przeszkadzało. Przyzwyczaiłem się do tego. Może nawet zacząłem lubić tę naszą rutynę. Wiedziałem, że jest przy mnie. A ja byłem przy nim. Tego dnia postanowiłem trochę posprzątać. Nie chciałem wyrzucać rzeczy Naruto, ale niektóre szafki były tak zakurzone, że aż prosiły się o porządki. Otworzyłem jedną z nich. W środku znajdowało się niewielkie pudełko. Było całe zakurzone. Wziąłem je do ręki i dmuchnąłem, przez co kurz uniósł się w powietrze.
- Fuj... - mruknąłem. - otworzyłem wieko. W środku znajdowało się kilka zdjęć, jakieś kartki oraz stara kaseta. Zmarszczyłem brwi.
- Co my tutaj mamy? - wziąłem kasetę do ręki i przez chwilę jej się przyglądałem.
- Nawet nie wiedziałem, że to masz. - spojrzałem w stronę Naruto. Oczywiście nie odpowiedział.
- Jak zwykle. - lekko się uśmiechnąłem. Przypomniałem sobie, że gdzieś w mieszkaniu powinien znajdować się stary odtwarzacz. Po kilku minutach szukania znalazłem go w jednej z szafek. Podłączyłem urządzenie. Włożyłem kasetę. Przez chwilę było słychać tylko szum. A później usłyszałem śmiech. Zamarłem. To był Naruto. Tylko dużo młodszy. Głośny. Szczęśliwy. Tak bardzo różniący się od chłopaka który leżał teraz przede mną.
- Naruto, przestań biegać! - usłyszałem głos Kushiny.
- Ale mamo! - zaśmiałem się cicho.
- Nic się nie zmieniłeś, młotku. - nagranie trwało dalej. W tle odezwał się Minato.
- Kushina, zostaw go. Niech się wyszaleje.
- Minato, ty zawsze go bronisz!
- Bo jestem jego ojcem. - ponownie usłyszałem śmiech. Usiadłem na podłodze. Nie potrafiłem oderwać wzroku od Naruto. Na nagraniu był taki jak kiedyś. Pełen życia. Uśmiechnięty. Wszędzie było go pełno. I wtedy usłyszałem coś, czego zupełnie się nie spodziewałem.
- Sasuke kiedyś wróci! - zamarłem. Serce zaczęło mi mocniej bić.
- Co? - na nagraniu odezwała się Kushina.
- Skąd ta pewność?
- Bo obiecał! - zacisnąłem dłonie. Nie pamiętałem tej rozmowy. Nie pamiętałem nawet, żebym kiedykolwiek składał mu taką obietnicę. A on pamiętał. Po tylu latach. Nadal pamiętał. Poczułem pieczenie pod powiekami.
- Wróciłem, Naruto... - głos lekko mi się załamał. Otarłem policzek dłonią.
- Spóźniłem się tylko trochę. - nagranie trwało dalej. Naruto coś mówił, ale przez jego śmiech nie potrafiłem zrozumieć wszystkich słów. Po chwili ponownie usłyszałem głos Kushiny.
- A co zrobisz, kiedy Sasuke wróci?
- Zabiorę go do ogrodu! - zaśmiałem się przez łzy. Popatrzyłem przez okno. Na ogród. Na pomidory. Na truskawki.
- W końcu tam trafiłem. - przez chwilę siedziałem w ciszy. W końcu wyłączyłem nagranie. Spojrzałem na Naruto.
- Tak długo na mnie czekałeś... - głos znowu mi się załamał.
-A ja nawet nie wiedziałem. - chwyciłem jego dłoń. Była chłodna. Jak zawsze. Przycisnąłem ją do swojego czoła.
- Przepraszam. - kilka łez spłynęło po moich policzkach. Tym razem ich nie wycierałem.
-Przepraszam, że wtedy cię zostawiłem. - zamknąłem oczy.
- Gdybym wiedział... - urwałem. Nie było już żadnego „gdybym". Czasu nie mogłem cofnąć. Mogłem tylko zostać. I właśnie wtedy poczułem coś na swojej dłoni. Coś ciepłego. Zamarłem. Powoli uniosłem głowę. Na policzku Naruto znajdowała się pojedyncza łza. Przez kilka sekund nie mogłem się ruszyć.
- Naruto? - nie odpowiedział. Ale łza nadal tam była. Jedna. Prawdziwa. Drżącą dłonią dotknąłem jego policzka.
- To ty? - głos całkowicie mi się załamał.
-Słyszysz mnie? - nic. Nie odpowiedział. Jednak po jego policzku spłynęła kolejna łza. Zakryłem usta dłonią. Nie chciałem go przestraszyć. Nie chciałem robić żadnego gwałtownego ruchu. Bałem się, że jeśli coś zrobię, ten moment zniknie.
- Naruto... - nachyliłem się nad nim.
- Jestem tutaj. - kolejna łza spłynęła po jego policzku.
- Nie musisz nic mówić. - przełknąłem ślinę.
- Nie musisz otwierać oczu. - pogładziłem jego policzek kciukiem.
- Nie musisz wracać dzisiaj. - mój głos drżał.
- Możesz wracać powoli. - oparłem czoło o jego dłoń.
-Tylko proszę... - zamknąłem oczy.
- Nie przestawaj mnie słyszeć. - przez kilka sekund nic się nie działo. A później jego palce drgnęły. Zamarłem. Tym razem byłem pewien.Nie był to cień. Nie była to moja wyobraźnia. Jego palce lekko zacisnęły się na moim kciuku. Tylko na chwilę. Ale wystarczyło. Wypuściłem z siebie cichy szloch.
- Wiedziałem... - zaśmiałem się przez łzy.
-Wiedziałem, że tam jesteś. - przycisnąłem jego dłoń do swoich ust.
- Wiedziałem, Usuratonkachi. - nie wiedziałem jednak, czy mnie słyszał. Nie wiedziałem, czy rozumiał moje słowa. Ale pierwszy raz od ponad pół roku miałem coś więcej niż nadzieję. Miałem pewność. Naruto tam był. Gdzieś głęboko pod tym wszystkim. Pod bólem. Pod ciszą. Pod tym wszystkim, co odebrał mu wypadek. Był. A ja zamierzałem czekać. Choćby całe życie. Bo tym razem nigdzie się nie wybierałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz