wtorek, 11 sierpnia 2026

Czy znajdę Cię? - Gdzieś wciąż tam jesteś





„Gdzieś pod tą ciszą wciąż jesteś. Wiem to. Muszę tylko znaleźć drogę, żeby do ciebie dotrzeć."




Tak jak mogłem się spodziewać. Rano przyszła gosposia. Jednak ja już czekałem na nią w kuchni. Siedziałem na jednym ze stołków. Gdy weszła niemal krzyknęła, jednak w jej spojrzeniu dostrzegłem rozpoznanie.
- Pan Sasuke? - zapytała. Jej głos był nieco przestraszony, jednak widziałem, że powoli się uspokaja. Delikatnie skinąłem głową.
- Tak. Mógłbym zapytać skąd pani wie? - spytałem zaciekawiony. Pewnie, gdyby to był ktokolwiek inny nie obeszłoby mnie to. Jednak chciałem z nią nawiązać dobrą relacje. W końcu opiekowała się moim młotkiem. A nie chciałem trafić na policję za włamanie, czy inną rzecz. Kobieta usiadła naprzeciwko mnie. Jej wzrok czujnie mnie prześwietlał. Nie przeszkadzało mi to. Siedziałem w milczeniu pozwalając jej na to. Rozumiałem jej obawy i to, że chce sobie oraz Naruto zapewnić bezpieczeństwo. Po kilku minutach ciszy przerwała milczenie.
- Panicz Uzumaki często o panu wspominał... tęsknił za panem... - w końcu odpowiedziała. Na jej słowa szybciej zabiło mi serce. A więc pamiętał o mnie. Znaczyłem coś w jego życiu. Nie byłem nikim nieznaczącym. Tym bardziej zabolało mnie to, że gdy wróciłem on był nieobecny. Żałowałem, że nie mogłem z nim porozmawiać tu i teraz. Dowiedzieć się odpowiedzi na pytania które tak cholernie chciałem zadać. Przymknąłem powieki, delikatny grymas przeszedł po moim licu.
- Czy... czy on tak od dnia wypadku? - wyszeptałem. Wbiłem w nią spojrzenie. Kobieta westchnęła, a sylwetka się zgarbiła. Dostrzegłem zmęczenie oraz troskę z jaką się zmagała. Cieszyłem się, że miał przy sobie kogoś kto naprawdę się o niego troszczył, a nie tylko wykonywał swoją pracę.
- Nie. Jednak nastąpiło to niecały tydzień po wypadku. Z dnia na dzień przestał mówić, ruszać się. Jeździć na wózku. Gdzie go postawisz tam będzie. Odrzucił przyjaciół. Wielokrotnie przychodzili, próbowali z nim rozmawiać. Jednak on... nie reagował. Odciął się. Raz tylko słyszałam jego płacz. Złamało mi to serce. Nigdy nie słyszałam, aby ktokolwiek tak płakał. Od tego czasu panicz już nigdy nie był taki sam. Jest taki jakiego go pan widzi. - jej odpowiedź była długa i wyczerpująca. Słysząc wzmiankę o płaczu nie mogłem sobie wyobrazić jaka to musiała być skala bólu skoro ona, kobieta bliżej sześćdziesiątki nigdy nie słyszała takiego płaczu.
- Chce się nim zająć. Być przy nim proszę pani. - powiedziałem. Hardo mierzyliśmy się spojrzeniami. Wzrok kobiety w końcu powędrował w stronę pokoju w którym znajdował się chłopak o którym rozmawialiśmy.
- Nie mogę panu pozwolić na to...
- Dlaczego?! - niemal wykrzyknąłem podnosząc się z miejsca. Tylko wieloletnia kontrola nad emocjami pozwoliła mi nadal siedzieć.
- Panicz nigdy, by nie pozwolił, aby pan zaniedbał edukację z jego powodu. Dlatego w jego imieniu nie mogę się na to zgodzić. Byłby wściekły na mnie, że pozwoliłam na to. I na pana... że tak się zachował. - jej pomarszczona dłoń zwinęła się w pięść. Tak, to było w jego stylu. Miała sto procent racji. Chciałem rzucić szkołę i zająć się tylko nim. Już nigdy nie odchodzić. Jednak... w tym wypadku musiałem iść na kompromis. W tym momencie cieszyłem się z koneksji rodziny Uchiha. I zamierzałem je bez skrupułów wykorzystać. Wszystko, by być bliżej niego.
- Rozumiem, ma pani rację... zróbmy tak. Będę uczęszczał na zajęcia z które będą obowiązkowe. Podejrzewam, że większość będę mógł robić zdalnie. Wtedy będę mógł się nim zajmować. Na resztę będę chodził do szkoły. Jeżeli moja średnia będzie niska... nie będę się nim opiekować. Możemy się tak umówić? - patrzyłem na nią niczym hazardzista. Kobieta postukała palcem w blat stołu.
- Możemy spróbować panie Sasuke. Jednak pomimo tego... będę przychodzić.
- Mi to nie przeszkadza. W zupełności się zgadzam. - lekko się uśmiechnąłem. W końcu starsza kobieta wstała. Zaczęła się krzątać po kuchni.
- Idź do niego. Ja zajmę się śniadaniem. - słysząc te słowa moje tęczówki rozszerzyły się w szoku. Kobieta miała niesamowitą intuicję. Rozumiała bez słów, że jedyne czego pragnę to jak najszybciej znaleźć się obok niego. Nie czekając na nic więcej wyszedłem z pokoju. Wszedłem do salonu, gdzie siedział w rogu. Tuż przy fotelu. Wziąłem z regału książkę. Usiadłem obok, jednadłonią przykryłem jego. Nie miałem zamiaru chować swoich uczuć względem niego. Nie bałem się co pomyśli sobie kobieta. Nie interesował mnie ten świat. Bo on był jego centrum. Zacząłem mu cicho czytać. Nie miałem pojęcia, czy mnie słyszy, czy nie. Jednak nie spocznę na próbie kontaktu z nim. Gdy gosposia przyniosła śniadanie odebrałem je od niej, ówcześnie dziękując i zacząłem karmić Naruto. Posłusznie jadł, jakby miał wbudowany jakiś autopilot.

- Pij powoli Naruto, herbata jest jeszcze trochę ciepła. - mruknąłem. Delikatnie przechylałem kubek, żeby pił małe ilości. On natomiast nie zareagował na to. Nie przeszkadzało mi to. I tak go w końcu odnajdę. Może zaraz. Może za za rok. Nieważne. Kim bym był, gdybym go opuścił? Gdy zjadł, delikatnie opuszkiem palca otarłem jego wargi. Przyłożyłem swoje czoło do jego.
- Jestem tutaj Naruto. - cicho szepnąłem przymykając powieki. Opuszkami palców zmierzwiłem jego blond włosy. Niechętnie się od niego oderwałem. Nie chciałem przekraczać jego granic. Nie wiedziałem co tak naprawdę czuł do mnie. Może traktował mnie tylko jak przyjaciela z dzieciństwa? I nikogo więcej? Skąd miałem wiedzieć, czy pozwoliłby mi na taką bliskość, gdyby był w stanie mi odpowiedzieć? Lekko się od niego odsunąłem. Popatrzyłem w te niemal martwe spojrzenie. Spojrzenie które nie pasowało w ogóle do tego żywiołowego nastolatka którym był.
- Pamiętasz jak byliśmy dziećmi? Jak zawsze chciałeś ze mną rywalizować? A ja nie dawałem ci wygrać? - lekko się uśmiechnąłem na to wspomnienie.
- A ty mimo wszystko nigdy nie chciałeś się poddać. Wiedziałeś, że przegrasz, ale szedłeś w to. Podziwiałem to w tobie Naruto. Byłeś niezłomny. Zastanawiałem się skąd w tobie taka siła... - uniosłem kącik ust do góry. Zacząłem opowiadać o innych rzeczach z dzieciństwa. Nie miałem pojęcia, czy pamięta o tym. Dla mnie to były najcenniejsze chwile jakie miałem. Nawet się nie zorientowałem kiedy nastał wieczór. Czasami milczałem, czasami prowadziłem monolog. Nie przeszkadzało mi to. Nawet cisza z nim była dla mnie komfortowa. Wstałem. Rozprostowałem bolące mięśnie. Jednak nie służyło mi wielogodzinne siedzenie. Jednak to było tego warte. Zacząłem zwiedzać pomieszczenie w którym się znajdowałem. Poznawać życie rodziny Uzumaki, gdy ja byłem nieobecny. Wspólne rodzinne zdjęcia, małe figurki. Jakieś ręcznie robione rzeczy. W końcu mój wzrok utkwił na jednym zdjęciu. Lekko z tyłu, ale równie widoczne co inne. Wziąłem je do ręki. Zmrużyłem powieki. To byliśmy my. Ja z Naruto. Blondyn na zdjęciusię śmiał, za to ja miałem swoją typową minę Uchihy. Przecież nie śmiałbym się do obiektywu? Przecież Uchiha nie wypada, prawda? Tak wtedy myślałem.
- Byłeś wtedy cholernie irytujący młotku. - lekko się uśmiechnąłem.
- Myślę, że to właśnie za tym najbardziej tęskniłem. Nikt nigdy nie był taki jak ty. Nikt nie potrafił sprawić, abym umiał się uśmiechnąć. Szczerze. Bez maski. - popatrzyłem na Uzumakiego który siedział bez ruchu. Mój uśmiech zniknął. Kontrast jaki był między tym Naruto na zdjęciu, a tym który był tuż przede mną był namacalny. Delikatnie odłożyłem zdjęcie z powrotem na komodę. Dotknąłem dłoń młotka. Czując, że jest zimna zacząłem szukać jakieś bluzy, aby go cieplej ubrać. W końcu wyjąłem z szafy pomarańczową bluzę. Tak, to zdecydowanie były jego kolory. Wtuliłem twarz w jego ubranie. Z oczu popłynęło mi kilka łez. Nawet nie było czuć jego zapachu. Musiała być to rzecz którą nosił przed wypadkiem. Wróciłem z powrotem do salonu. Popatrzyłem na niego. Na tą nieruchomą sylwetkę.
- Oddam ci to wszystko Naruto... - zreflektowałem się po chwili.
- Nie oddam, ja pomogę ci to wszystko odzyskać z powrotem. - następnie ostrożnie założyłem bluzę na jego wątły tors. Później podałem kolację, a gdy zrobiło się późno położyłem go do łóżka. Przykryłem kołdrą. Miałem ochotę ucałować jego czoło jednak nie zrobiłem tego. Nie mogłem. Zaczynało do mnie powoli docierać, że tutaj nie chodzi o naprawienie Naruto. Celem tak naprawdę było odnalezienie mężczyzny którego kochałem. Bo gdzieś pod tą skorupą wciąż był Naruto. Mój Naruto. Ten chłopak ze zdjęcia. Który wszystkim dawał. A gdy zdarzyła się tragedia, nie był w stanie się podnieść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz