- „Wrócił po kilku latach, wciąż kochając go tak samo. Usiadł obok jego wózka, chwycił jego bezwładną dłoń i wyszeptał: Wróciłem… tylko szkoda, że tym razem to Ty nie możesz już wrócić do mnie.”
Uzumaki Naruto. Niegdyś żywy nastolatek, pełen energii. Wielu się dziwiło skąd on ją bierze. Potrafił nawet wywołać oznaki emocji u osób które tego nie okazywały. Jednak pewnego dnia zdarzył się wypadek. Rodzina Uzumaki miała wypadek. W nim zginęli jego rodzice, a sam został niepełnosprawny. Wózek. Brzmiało to jak wyrok. Jednak bardziej go złamała śmierć rodziców. Nie umiał sobie z tym poradzić. Zamknął się na innych całkowicie. Przyjaźnie które budował latami, zaniedbał. Odciął się od nich. Jego przyjaciele martwili się o niego, jednak nic nie mogli zrobić. Przychodzili do mieszkania, jednak nie otwierał drzwi. W milczeniu wysłuchiwał co do niego mówili, krzyczeli. Nawet jedna łza nie spłynęła z jego oka. Zachowywał się jakby był martwy. Ale, czy za życia można być martwym? To było dobre pytanie. Jedynie przyjeżdżała pokojówka która sprzątała mieszkanie, pomagała mu w codziennych sprawach oraz gotowała jedzenie. Jednak on niemal nic nie jadł. Schudł, a jego cera stała się bardziej szara. Wzrok był mętny, utkwiony w jakimś znanym mu tylko punkcie. Kobieta strasznie się martwiła o chłopaka. Pamiętała jakie to było radosne, pełne życia dziecko. Jej samej brakowało Minato i Kushiny. Ale co mogła zrobić? Starała się jak tylko mogła, aby zadbać o ich syna. Wszelkie próby rozmowy spełzały na niczym. Ona mówiła, on milczał. Nie wiedziała już co robić, jak go ratować. Czasem się zastanawiała, czy ktokolwiek mógł to zrobić? Czy przyjdzie jej, przyglądać się upadkowi Naruto. Patrząc na niego miała ochotę uronić łzy. Siedział na wózku inwalidzkim. Ręce miał oparte o podłokietniki, dłonie delikatnie zaciśnięte. Włosy w totalnym nieładnie, a jego kamienna twarz była widoczna tylko z profilu. Podeszła do niego z zupą.
- Naruto? - szepnęła. Chłopak nawet nie podniósł na nią spojrzenia. Patrzył przed siebie. Westchnęła. To była codzienność. O tyle była wdzięczna , że przy posiłkach współpracował i nie musiała karmić go na siłę. Po skończonym jedzeniu, umyła naczynia. Zrobiła porządki i po uprzednim upewnieniu się, że wszystko w porządku wyszła późnym wieczorem.
( Sasuke )
Wróciłem. Minęło kilka lat, odkąd musiałem wyjechać z rodzicami za granicę. Zawsze tego żałowałem. Nie chciałem tego robić. Nie chciałem opuszczać jego. Mojego słońca. To on rozświetlił moje życie. Zawsze uważałem, że był wkurzającym bachorem. Jednak to tylko była powierzchowna opinia którą łatwiej było mi zaakceptować. Poniżej tego miałem inne odczucia które kazały mi zaakceptować się później. Wiedziałem czego chce. Miałem cel do którego chciałem dążyć. Zapisałem się do szkoły, do której chodził młotek. Pierwszy dzień. Wejście do klasy w której powinien być. Rozejrzałem się. Jednak go tam nie były. Za to moje uszy już słyszały te irytujące dziewczyny. Minimalnie skrzywiłem kącik ust do dołu. Czułem rozczarowanie. Nie tego się spodziewałem. Liczyłem na tą jego uśmiechniętą twarz która rozświetli całą salę wykładową. Gdzie jesteś? Zadałem sobie pytanie w głowie. Mój wzrok spoczął na Shikamaru. Pamiętałem, że trzymał się z Naruto. Zająłem wolne miejsce z tyłu sali. Poczekałem, aż lekcja się skończy. Nie czekając oraz nie zważając na nic innego ruszyłem w stronę Nary.
- Cześć Shikamaru. Masz chwile? - zapytałem bez ogródek. Byłem niecierpliwy. Było to niepodobne do mnie. Jednak nie mogłem już czekać. Czekałem o wiele za długo na ten moment. Jedni powiedzą, że skoro tyle czekałem to mogłem poczekać jeden dzień dłużej. Ale nie ja. Miałem jakieś złe przeczucia.
- Jasne. - mruknął. Wyszliśmy z sali. Kobiety widząc moją mimikę twarzy nawet nie próbowały podchodzić. Wiedziałem, że mam straszny wyraz twarzy, gdy tego chciałem.
- Gdzie jest Naruto? - zapytałem bez ogródek. Chciałem tu i teraz uzyskać odpowiedź na nurtujące mnie pytanie.
- Widzę, że owijasz w bawełnę Sasuke... Naruto nie ma i raczej nie zapowiada się żeby był... - słysząc to zamarłem. Nie tego się spodziewałem.
- Dlaczego? Moje palce mimowolnie zacisnęły się w pięść. Nie tego się spodziewałem. Rozłąka z nim kosztowała mnie tak wiele.
- On... on się załamał po śmierci swoich rodziców. Pewnego dnia jechali samochodem. Jednak pijany kierowca ciężarówki wjechał w nich... oni zginęli na miejscu... za to on... na zawsze skończył na wózku inwalidzkim... od tego czasu ten Naruto którego znasz, znamy... nie istnieje. Odciął się od nas. Zamknął się na wszystko. Nikogo nie wpuszcza do mieszkania. Z nikim nie rozmawia. Nawet z pokojówką... - jego wyraz twarzy jak i spojrzenie pokazywały niewyobrażalny ból. Ból który ukrywał, a był bardzo ciężki. Słysząc to skamieniałem. Nie mogłem sobie tego wyobrazić. Gdyby nie to, że znajdowałem się w miejscu publicznym pewnie uroniłbym łże. Zabolało mnie to. Zamiast tego uderzyłem pięścią w ścianę obok nastolatka. On lekko się wzdrygnął.
- Jak długo to trwa? - wyszeptałem.
- Pół roku, może trochę więcej... - odpowiedział. Nie czekałem na nic więcej. Nie chciałem. Chciałem znaleźć się przy nim. Zobaczyć go na własne oczy. Miałem gdzieś szkołę i nieobecności. Byłem tutaj tylko wyłącznie dla niego. A skoro go nie ma to po co miałem być tutaj? To nie było moje miejsce. Nie w tej chwili. Może kiedyś... nie patrząc na nic ruszyłem do miejsca, gdzie pamiętałem że mieszka. Trwało to trochę. Jednak w końcu znalazłem się tam. Podwórko sprawiało wrażenie opuszczonego. W domu światła się nie paliły. Obraz był ponury i przygnębiający. Jeżeli tak wyglądał dom, to jak wyglądał właściciel? Zadałem sobie pytanie. Podszedłem do drzwi, głośno zapukałem. Zero reakcji. Ponowiłem czynność. Jednak spotkało mnie to samo.
- Naruuuto! - wykrzyknąłem. Miałem nadzieje, na odzew jednak to były płonne nadzieję. Spróbowałem otworzyć drzwi, jednak były zamknięte na klucz. Osunąłem się na kolana. Poczułem pieczenie w powiekach. Łzy nieuchronnie chciały się wydostać. Jednak nie teraz. Jeszcze nie. Nie chciałem, aby mnie takiego widział. Siedział pod drzwiami dłuższy czas przypomniało mi się, że zawsze było u niego otwarte okno, gdzie włamywaliśmy się za dzieciaka. Gwałtownie wstałem. Podążyłem na tył domu. Widząc, że nadal ma ten sam nawyk minimalnie uniosłem kąciki ust do góry.
- Bingo. - mruknąłem do siebie. Uniosłem wyżej. Z pewnymi trudnościami udało mi się dostać do mieszkania. Jednak ciało dziecka, a ciało nastolatka strasznie się różni. Kiedyś bez problemu tędy wchodziłem. Teraz w pewnym momencie miałem obawy, że utknę. Stanąłem w pomieszczeniu. Pozwoliłem spojrzeniu przywyknąć do półmroku. A głowie przypomnieć sobie układ pomieszczeń w domu Uzumaki. Jednak ku memu zaskoczeniu w rogu pomieszczenia ujrzałem sylwetkę. A raczej kogoś kto siedział, na wózku inwalidzkim. Ostrożnie ruszyłem w tamtym kierunku.
- Naruto? - wyszeptałem. Jednak nie doczekałem się odpowiedzi. W końcu znalazłem się przed tą osoba. Włosy były w totalnym nieładzie. W większym niż zapamiętałem. Twarz nie wyrażała niczego, a wzrok był utkwiony niewiadomo gdzie. Widząc go takiego załamałem się, moje kolana ugięły się, a ja upadłem przed nim. Nie chciałem go takiego widzieć. Nie chciałem wiedzieć ile bólu w sobie nosi. Pamiętałem jak bardzo kochał ciocię Kushine i wujka Minato. Nie byłem w stanie zrozumieć jak bardzo musiał cierpieć, jak bardzo musiało go to złamać. Ostrożnie położyłem dłoń na jego kolanie. Lecz on nawet nie drgnął. Nie dostrzegałem w nim iskry życia. On wegetował.
- Tak bardzo cię przepraszam Naruto... przepraszam, że nie było mnie przy tobie... - wyszeptałem. Pochyliłem głowę do dołu. Czoło oparłem o jego kościste kolano. Za to blondyn nawet nie drgnął. Z jego ust nawet nie wydobył się dźwięk. Pozwoliłem sobie na bezgłośny szloch. Zalało mnie tyle uczuć, że nie wiedziałem jak sobie z tym poradzić. Gdyby ktoś się o tym dowiedział zastanawiałby się jak to w ogóle możliwe. Wielki pan Uchiha który nigdy nie wyraża emocji. A teraz sam byłem w jednej wielkiej rozsypce. Może w tym momencie płakałem za nas obu? Może on nie umiał tego zrobić, bo nic by z niego nie zostało?
- Pozwól mi się tobą zająć — wyszeptałem.
- Już nigdy cię nie zostawię. Podniosłem się z podłogi, lecz nie odsunąłem się od niego. Zamiast tego usiadłem obok i ostrożnie ująłem jego dłoń. Była taka zimna i bezwładna. Przez chwilę nie potrafiłem wydusić z siebie ani jednego słowa.
- Wiesz… zawsze chciałem do ciebie wrócić. Cisza. Naruto nawet nie drgnął.
- Tylko nie wiedziałem, że kiedy w końcu wrócę, będziesz już tak daleko ode mnie. Pochyliłem głowę i przycisnąłem jego dłoń do swoich ust. Zamknąłem oczy, próbując powstrzymać kolejne łzy.
- Przepraszam, że potrzebowałem całego życia, żeby zrozumieć, że moje miejsce zawsze było przy tobie. Przez moment siedziałem w ciszy, wsłuchując się jedynie w jego spokojny oddech. Nie odpowiedział. Nie spojrzał na mnie. Ale tym razem nie potrzebowałem odpowiedzi. Wystarczyło mi, że mogłem być przy nim.
- Nie wiem, czy jeszcze mnie pamiętasz, Naruto… — wyszeptałem.
- Ale ja pamiętam ciebie. I tym razem zostanę tak długo, jak będziesz mnie potrzebował. Mocniej zacisnąłem palce na jego dłoni.
- Nawet jeśli nigdy już nie powiesz mojego imienia.
- Znajdę cię Uzumaki. Choćby zajęło to całe życie. Nie pozwolę ci tkwić w tej ciemności samemu. Będę tutaj, czy tego chcesz, czy nie. - po tej deklaracji wziąłem się za robienie jedzenia. Musiał niewiele jeść przez co postawiłem na lekkostrawny posiłek, ale pewien witamin. Musiałem zająć się jego lichym ciałem. Od jutra postanowiłem, że spróbuję ćwiczyć jego ciało. Mięśnie na pewno straciły siłę. Mógł być jak lalka po pół roku siedzenia w wózku. Gdy posiłek był już gotowy zacząłem go karmić. Mimo mojego zaskoczenia nie stawiał oporu. Jakby jakaś część mózgu akceptowała to. A może, gdzieś tam głęboko w nim tliła się iskierka życia. Może mój Naruto tak naprawdę do końca się nie poddał i chciał żyć? Tylko nie potrafił, a tak było łatwiej. Zamknąć się w skorupie i zagłuszyć na ból który go trawił. Gdy zjadł wytarłem mu wargi, które były chłodne. Umyłem miseczkę.
- Chodź, umyję cie. - mruknąłem. Nie bałem się tej opieki. Wiedziałem, że teraz moje życie nie będzie łatwe. Jednak tego chciałem. Bycia przy nim. On mnie kiedyś uratował z tej ciemności. Teraz to ja chciałem być jego oparciem, słońcem. Napuściłem do wody lekko ciepłej wody, rozebrałem ostrożnie po czym wsadziłem go do niej. Patrząc na same kości które wystawały zadrżałem. Jednak nic nie powiedziałem. Delikatnie obmywałem gąbka jego ciało. Umyłem włosy. Spuściłem wodę, osuszyłem ręcznikiem i nałożyłem czyste, świeże ubrania. Gdy usadowiłem go na wózku pozwoliłem sobie przyciąć mu włosy. On natomiast nie reagował na żadną z tych czynności. Jakby go nie było. Gdy skończyłem popatrzyłem na swoje dzieło. Wyglądał prawie jak dawny on. Popatrzyłem na jego martwe spojrzenie. Kucnąłem przed nim.
- Wiem, że gdzieś tam jesteś Naruto. Znajdę cię. - palcem wskazującym dotknąłem miejsca, gdzie bije serce. Byłem pełen determinacji. Posprzątałem po sobie łazienkę. Następnie zaniosłem Uzumakiego do łóżka i przykryłem kołdrą. Przez moment miałem wrażenie, że powieki się poruszyły. Jednak, gdy mrugnąłem wzrok nadal miał utkwiony w tym samym miejscu. Pokręciłem głową. Chyba zmęczenie i ogrom bólu sprawiło, że miałem halucynacje. Sam położyłem się na wersalce naprzeciw niego. Chciałem mieć na niego oko. Podejrzewałem, że tej nocy i tak nie zmrużę oka. Położyłem się na boku, przez co miałem spojrzenie skierowane na jego nieruchomą sylwetkę. Podejrzewałem, że gosposia musiała przychodzić rano. Więc pewnie jutro czeka ją nieprzyjemna niespodzianka. Więc musiałem jakoś ładnie się z nią przywitać, aby nie dostała zawału, albo co gorsza nie wezwała policji. Westchnąłem. Jutrzejszy dzień zapowiada się ciekawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz