„Nie potrzebuję twoich słów, żeby wiedzieć, że gdzieś tam wciąż jesteś. Będę mówił tak długo, aż któregoś dnia cisza odpowie mi tobą."
Obudziłem się wcześniej, niż zamierzałem.
Przez kilka sekund nie wiedziałem, gdzie jestem. Dopiero chłodne światło wpadające przez okno i znajomy już widok nieruchomej sylwetki na łóżku przypomniały mi, dlaczego zamiast własnego łóżka wybrałem niewygodną wersalkę.
Naruto. Podniosłem się powoli i przetarłem twarz dłonią. Wszystko mnie bolało. Plecy, kark, nawet nogi. Najwyraźniej wielogodzinne spanie w jednej pozycji nie było najlepszym pomysłem.
Nie obchodziło mnie to. Spojrzałem na niego.
Nadal spał. A przynajmniej tak wyglądał.
Przez chwilę po prostu siedziałem i obserwowałem jego twarz. Wczoraj po raz pierwszy od bardzo dawna poczułem coś, czego nie potrafiłem nazwać. Nadzieję. Małą. Cholernie kruchą. Ale jednak nadzieję. Wstałem i podszedłem do łóżka. Ostrożnie poprawiłem kołdrę, która zsunęła się z jego ramienia.
- Dzień dobry, młotku - wyszeptałem.
Nic. Jak zwykle. Mimo wszystko uśmiechnąłem się pod nosem.
- Nie przyzwyczajaj się. Od dzisiaj będziesz mnie słuchał każdego ranka. - usiadłem na brzegu łóżka. Przez chwilę milczałem.
— Chociaż... właściwie to ja będę mówił. Ty masz tylko słuchać. - zaśmiałem się cicho. I dopiero po chwili dotarło do mnie, jak dziwnie to wszystko wyglądało. Kiedyś Naruto nie pozwoliłby mi dojść do słowa. Teraz mogłem mówić godzinami i nie usłyszeć ani jednego słowa. Tęskniłem za tym.
Za jego głosem. Za jego śmiechem. Nawet za tym cholernym „Sasuke-teme", którym potrafił doprowadzić mnie do szału. Westchnąłem.
- Wiesz, czego najbardziej mi brakuje? - spojrzałem na niego.
- Tego, jak się ze mną kłóciłeś. - przesunąłem palcami po jego blond włosach.
- Oddałbym naprawdę wiele, żebyś jeszcze raz nazwał mnie dupkiem. - cisza. Ale tym razem nie zabolała mnie tak bardzo jak wcześniej. Bo zamierzałem ją wypełnić. Każdego dnia.
Tak długo, aż w końcu nie będzie już ciszą. Lekko się uśmiechnąłem do siebie. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk przekręcanego zamka w drzwiach. Musiała przyjść gosposia. Pewnie nie mogła się doczekać, żeby zobaczyć jak opiekuje się jej „paniczem". Na moją twarz wpełznął lekki uśmiech. Byłem rad, że mojemu młotkowi udało się napotkać taką osobę. Zerknąłem na telefon. Sobota. Dzięki temu nie musiałem iść do szkoły. Obiecałem sobie, że w poniedziałek z samego rana załatwię, aby jak najmniej bywać w szkole. Przecież mogłem się uczyć przy Naruto, prawda? Przy okazji będę do niego mówił. Wypełniał ciszę jaką panuje w mieszkaniu. Ruszyłem w stronę kuchni. Przywitaliśmy się. Kobieta ruszyła w stronę, gdzie spał blondyn. Ja za to korzystając z okazji nastawiłem wodę na herbatę. Popatrzyłem na pusty parapet oraz wpadające przez okno światło.
- Może posadziłbym pomidory? Przynajmniej jadłby świeże i zdrowe warzywa. - mruknąłem do siebie. Nie byłem świadom, że gosposia już wróciła.
- To bardzo dobry pomysł panie Uchiha. - powiedziała. Wyjęła trzy kubki z szafki. Spojrzałem na nią zaskoczony, a moje kąciki ust się wygięły do góry.
- Może zrezygnujemy z tych formalności? Sasuke jestem. - wyciągnąłem dłoń do kobiety. Natomiast ona musiała się chwilę zastanowić.
- Fumiko jestem. - po czym lekko się uśmiechnęła. Pierwszy raz zdjęła przy mnie maskę nieufności. To nie było tak, że ona od razu mnie zaakceptowała. Nie. Zaufała mi przez wzgląd na Naruto. Albo tego co kiedyś musiał opowiedzieć na mój temat. Teraz sama mnie sprawdzała i testowała. Rozumiałem to. Chciała dla niego jak najlepiej. Mimo, że nie byli rodziną z krwi to traktowała go jak członka. Razem przygotowaliśmy śniadanie. Z talerzem i kubkiem poszedłem do salonu. Usadowiłem nastolatka na wózek i zacząłem go karmić. Zza winkla pojawiła się twarz staruszki.
Przez kilka sekund nie wiedziałem, gdzie jestem. Dopiero chłodne światło wpadające przez okno i znajomy już widok nieruchomej sylwetki na łóżku przypomniały mi, dlaczego zamiast własnego łóżka wybrałem niewygodną wersalkę.
Naruto. Podniosłem się powoli i przetarłem twarz dłonią. Wszystko mnie bolało. Plecy, kark, nawet nogi. Najwyraźniej wielogodzinne spanie w jednej pozycji nie było najlepszym pomysłem.
Nie obchodziło mnie to. Spojrzałem na niego.
Nadal spał. A przynajmniej tak wyglądał.
Przez chwilę po prostu siedziałem i obserwowałem jego twarz. Wczoraj po raz pierwszy od bardzo dawna poczułem coś, czego nie potrafiłem nazwać. Nadzieję. Małą. Cholernie kruchą. Ale jednak nadzieję. Wstałem i podszedłem do łóżka. Ostrożnie poprawiłem kołdrę, która zsunęła się z jego ramienia.
- Dzień dobry, młotku - wyszeptałem.
Nic. Jak zwykle. Mimo wszystko uśmiechnąłem się pod nosem.
- Nie przyzwyczajaj się. Od dzisiaj będziesz mnie słuchał każdego ranka. - usiadłem na brzegu łóżka. Przez chwilę milczałem.
— Chociaż... właściwie to ja będę mówił. Ty masz tylko słuchać. - zaśmiałem się cicho. I dopiero po chwili dotarło do mnie, jak dziwnie to wszystko wyglądało. Kiedyś Naruto nie pozwoliłby mi dojść do słowa. Teraz mogłem mówić godzinami i nie usłyszeć ani jednego słowa. Tęskniłem za tym.
Za jego głosem. Za jego śmiechem. Nawet za tym cholernym „Sasuke-teme", którym potrafił doprowadzić mnie do szału. Westchnąłem.
- Wiesz, czego najbardziej mi brakuje? - spojrzałem na niego.
- Tego, jak się ze mną kłóciłeś. - przesunąłem palcami po jego blond włosach.
- Oddałbym naprawdę wiele, żebyś jeszcze raz nazwał mnie dupkiem. - cisza. Ale tym razem nie zabolała mnie tak bardzo jak wcześniej. Bo zamierzałem ją wypełnić. Każdego dnia.
Tak długo, aż w końcu nie będzie już ciszą. Lekko się uśmiechnąłem do siebie. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk przekręcanego zamka w drzwiach. Musiała przyjść gosposia. Pewnie nie mogła się doczekać, żeby zobaczyć jak opiekuje się jej „paniczem". Na moją twarz wpełznął lekki uśmiech. Byłem rad, że mojemu młotkowi udało się napotkać taką osobę. Zerknąłem na telefon. Sobota. Dzięki temu nie musiałem iść do szkoły. Obiecałem sobie, że w poniedziałek z samego rana załatwię, aby jak najmniej bywać w szkole. Przecież mogłem się uczyć przy Naruto, prawda? Przy okazji będę do niego mówił. Wypełniał ciszę jaką panuje w mieszkaniu. Ruszyłem w stronę kuchni. Przywitaliśmy się. Kobieta ruszyła w stronę, gdzie spał blondyn. Ja za to korzystając z okazji nastawiłem wodę na herbatę. Popatrzyłem na pusty parapet oraz wpadające przez okno światło.
- Może posadziłbym pomidory? Przynajmniej jadłby świeże i zdrowe warzywa. - mruknąłem do siebie. Nie byłem świadom, że gosposia już wróciła.
- To bardzo dobry pomysł panie Uchiha. - powiedziała. Wyjęła trzy kubki z szafki. Spojrzałem na nią zaskoczony, a moje kąciki ust się wygięły do góry.
- Może zrezygnujemy z tych formalności? Sasuke jestem. - wyciągnąłem dłoń do kobiety. Natomiast ona musiała się chwilę zastanowić.
- Fumiko jestem. - po czym lekko się uśmiechnęła. Pierwszy raz zdjęła przy mnie maskę nieufności. To nie było tak, że ona od razu mnie zaakceptowała. Nie. Zaufała mi przez wzgląd na Naruto. Albo tego co kiedyś musiał opowiedzieć na mój temat. Teraz sama mnie sprawdzała i testowała. Rozumiałem to. Chciała dla niego jak najlepiej. Mimo, że nie byli rodziną z krwi to traktowała go jak członka. Razem przygotowaliśmy śniadanie. Z talerzem i kubkiem poszedłem do salonu. Usadowiłem nastolatka na wózek i zacząłem go karmić. Zza winkla pojawiła się twarz staruszki.
- Panie... znaczy Sasuke. Kupię ziemię, doniczkę i pomidory. Jak będę wracała z zakupów to wam podrzucę. - na te słowa uśmiechnąłem się. Dostałem prawdziwy kredyt zaufania. Popatrzyłem na nią.
- Dziękuje Fumiko, byłbym zobowiązany. Nie chce go zostawiać samego. - po tych słowach ponownie wróciłem wzrokiem do właściciela domu. Cicho nucąc kontynuowałem karmienie. W tym czasie słyszałem jak kobieta wyszła z budynku. Gdy wszystko zniknęło z talerza sam zjadłem swoją porcję. Poszedłem do kuchni, umyłem naczynia, po czym wróciłem z powrotem. W pomieszczeniu panował pół mrok.
- Wybacz mi Naruto, ale będziesz musiał się przyzwyczaić. - po tych słowach rozsunąłem kotary, które natychmiast rozświetliły pomieszczenie.
- Ciemność nigdy ci nie pasowała, zawsze byłeś słońcem. Dlatego niech to słońce rozświetli to pomieszczenie i twoje serce. - kucnąłem przed nim i lekko dotknąłem palcem miejsca, gdzie znajdowało się serce.
- A tak na marginesie chciałem ci powiedzieć, że od dzisiaj masz współlokatora. Wprowadzam się do ciebie. - mówiąc to uśmiechnąłem się. Wstałem i uchyliłem okno. Świeże, rześkie powietrze wpadło do pokoju.
- Nie pozwolę ci tutaj gnuśnieć. - resztę przedpołudnia spędziłem na porządkowaniu mieszkania. Nie chciałem wyrzucać żadnych rzeczy Naruto. Nie miałem prawa decydować, co jest dla niego niepotrzebne. Zamiast tego otworzyłem okna, starłem kurz z półek i poukładałem rzeczy tak, żeby wszystko było łatwiej dostępne. Kiedyś ten dom musiał tętnić życiem. Teraz każdy pokój wydawał się czekać na kogoś, kto nigdy nie miał już wrócić. Zatrzymałem się przy jednej z półek. Stało tam zdjęcie Minato i Kushiny. Uśmiechnięci. Szczęśliwi. Rodzina. Przez chwilę nic nie mówiłem.
- Tęsknisz za nimi, prawda? — zapytałem cicho.
Nie spodziewałem się odpowiedzi. Mimo to usiadłem obok niego.
- Ja też za nimi tęsknię. - położyłem dłonie na kolanach.
- Byli dla mnie jak rodzina. - cisza.
- I chyba dlatego tak bardzo boli mnie to, że nie było mnie tutaj. - przymknąłem oczy.
- Powinienem był wrócić wcześniej. - te słowa wypowiedziałem niemal bezgłośnie. Potem spojrzałem na niego.
— Ale już wróciłem.
Popołudniu usłyszałem przekręcanie klucza w drzwiach. Fumiko wróciła. W obu dłoniach trzymała torby, a pod pachą ściskała niewielką doniczkę.
- Widzę, że nie próżnowałeś. - powiedziała, spoglądając na rozsunięte zasłony.
- Ciemność mu nie służy. - kobieta popatrzyła w stronę Naruto. Przez chwilę nic nie mówiła.
- Kiedyś też zawsze je rozsuwał... - odezwała się cicho.
- Twierdził, że nie znosi siedzenia w ciemnym pokoju. - zamarłem. Takich drobnych informacji pragnąłem najbardziej.
- Naprawdę? - skinęła głową. Widziałem szczerość w jej oczach. Może nostalgia, może widok tego mieszkania przypominał jej przeszłość.
- Był wszędzie tam, gdzie było światło. Latem potrafił otworzyć wszystkie okna w domu i twierdzić, że inaczej się udusi. - zaśmiałem się cicho.
- To akurat jestem w stanie sobie wyobrazić. - Fumiko również się uśmiechnęła. Po chwili wyjęła z torby niewielkie opakowanie nasion.- Pomidory. Wybrałam takie, które powinny dobrze rosnąć na parapecie. - wziąłem je do ręki.
- Dziękuję. - pozwoliłem sobie na nikły uśmiech. Już w myślach zacząłem planować i organizować moje mini zapędy ogrodnicze.- Dziękuje Fumiko, byłbym zobowiązany. Nie chce go zostawiać samego. - po tych słowach ponownie wróciłem wzrokiem do właściciela domu. Cicho nucąc kontynuowałem karmienie. W tym czasie słyszałem jak kobieta wyszła z budynku. Gdy wszystko zniknęło z talerza sam zjadłem swoją porcję. Poszedłem do kuchni, umyłem naczynia, po czym wróciłem z powrotem. W pomieszczeniu panował pół mrok.
- Wybacz mi Naruto, ale będziesz musiał się przyzwyczaić. - po tych słowach rozsunąłem kotary, które natychmiast rozświetliły pomieszczenie.
- Ciemność nigdy ci nie pasowała, zawsze byłeś słońcem. Dlatego niech to słońce rozświetli to pomieszczenie i twoje serce. - kucnąłem przed nim i lekko dotknąłem palcem miejsca, gdzie znajdowało się serce.
- A tak na marginesie chciałem ci powiedzieć, że od dzisiaj masz współlokatora. Wprowadzam się do ciebie. - mówiąc to uśmiechnąłem się. Wstałem i uchyliłem okno. Świeże, rześkie powietrze wpadło do pokoju.
- Nie pozwolę ci tutaj gnuśnieć. - resztę przedpołudnia spędziłem na porządkowaniu mieszkania. Nie chciałem wyrzucać żadnych rzeczy Naruto. Nie miałem prawa decydować, co jest dla niego niepotrzebne. Zamiast tego otworzyłem okna, starłem kurz z półek i poukładałem rzeczy tak, żeby wszystko było łatwiej dostępne. Kiedyś ten dom musiał tętnić życiem. Teraz każdy pokój wydawał się czekać na kogoś, kto nigdy nie miał już wrócić. Zatrzymałem się przy jednej z półek. Stało tam zdjęcie Minato i Kushiny. Uśmiechnięci. Szczęśliwi. Rodzina. Przez chwilę nic nie mówiłem.
- Tęsknisz za nimi, prawda? — zapytałem cicho.
Nie spodziewałem się odpowiedzi. Mimo to usiadłem obok niego.
- Ja też za nimi tęsknię. - położyłem dłonie na kolanach.
- Byli dla mnie jak rodzina. - cisza.
- I chyba dlatego tak bardzo boli mnie to, że nie było mnie tutaj. - przymknąłem oczy.
- Powinienem był wrócić wcześniej. - te słowa wypowiedziałem niemal bezgłośnie. Potem spojrzałem na niego.
— Ale już wróciłem.
Popołudniu usłyszałem przekręcanie klucza w drzwiach. Fumiko wróciła. W obu dłoniach trzymała torby, a pod pachą ściskała niewielką doniczkę.
- Widzę, że nie próżnowałeś. - powiedziała, spoglądając na rozsunięte zasłony.
- Ciemność mu nie służy. - kobieta popatrzyła w stronę Naruto. Przez chwilę nic nie mówiła.
- Kiedyś też zawsze je rozsuwał... - odezwała się cicho.
- Twierdził, że nie znosi siedzenia w ciemnym pokoju. - zamarłem. Takich drobnych informacji pragnąłem najbardziej.
- Naprawdę? - skinęła głową. Widziałem szczerość w jej oczach. Może nostalgia, może widok tego mieszkania przypominał jej przeszłość.
- Był wszędzie tam, gdzie było światło. Latem potrafił otworzyć wszystkie okna w domu i twierdzić, że inaczej się udusi. - zaśmiałem się cicho.
- To akurat jestem w stanie sobie wyobrazić. - Fumiko również się uśmiechnęła. Po chwili wyjęła z torby niewielkie opakowanie nasion.- Pomidory. Wybrałam takie, które powinny dobrze rosnąć na parapecie. - wziąłem je do ręki.
- Nie dziękuj. Jak już coś posadzisz, to będziesz musiał się tym zajmować.
- Dam radę. Nie martw się Fumiko.
- Mam nadzieję. - spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Bo panicz Uzumaki nie potrzebuje kolejnej osoby, która po dwóch dniach się podda. - jej słowa trafiły we mnie mocniej, niż powinny. Popatrzyłem na Naruto.
- Nie poddam się. Jestem tutaj dla niego. Zawsze. Nie ważne, ile czasu to zajmie. - powiedziałem to spokojnie. Mówiąc to mój wzrok spoczywał na blondynie. W moim głosie nie było zawahania.
Fumiko tylko skinęła głową.
- W takim razie dobrze. Przyjdę jutro rano. W kuchni na lodówce przypięłam magnesem mój numer telefonu. Jakbyś czegoś potrzebował to zadzwoń Sasuke... i dbaj o panicza. - po tych słowach smutno się uśmiechnęła. Następnie wyszła, zamykając za sobą drzwi. Czułem się lżej na duszy. Po tym co powiedziała mi kobieta miałem wrażenie jakbym był ciut bliżej przeszłości Uzumakiego. Chciałem o nim wiedzieć jak najwięcej. O jego przeszłości. A kobieta mi ją odkryła. Okruchy. Jednak to sprawiło, że mogłem bardziej to zrozumieć, zbliżyć się do niego. Wieczorem ludzie z rezydencji Uchihy przywieźli moje rzeczy. Nie było tego wiele, ale było moje. Chciałem sprawić, aby to pomieszczenie stało się bardziej rodzinne, bardziej nasze. Tylko za bardzo nie wiedziałem jak to zrobić. Moja rodzina nie okazywała uczuć. Nie znałem się za bardzo na miłości. Jednak dla niego chciałem stać się jak najlepszym człowiekiem. Osoba na której może polegać. Bliżej północy skończyłem porządkować swoje graty. Mój wzrok ponownie tego dnia spoczął na nieruchomej sylwetce. Pomimo, że leżał przykryty grubą kołdrą wydawał się taki kruchy.
- Od dzisiaj mamy więcej do sprzątania. - cicho się zaśmiałem. Jednak kolejny raz z jego strony odpowiedziała mi cisza. Lekko zagryzłem dolną wargę.
- Wiem, brzmię jak idiota. Zupełnie tak jak mnie w dzieciństwie nazywałeś. Jednak to nie jest ważne. Nic nie jest ważniejsze od ciebie. Udowodnię to. Zaufaj mi Naruto. Nie jestem kolejną osoba która zniknie z twojego życia. Nigdy tego dobrowolnie nie zrobię. Będę czekał na ciebie. Bo wiem, że tam w środku, gdzieś daleko jesteś tam. - podszedłem bliżej. Poprawiłem kołdrę którą lekko się zsunęła. Jednostronne monologi... z tego zaczynała się robić nasza stała rutyna. I o to chodziło. Mieliśmy coś swojego. Razem. Może budowanie dnia, rutyny sprawi, że coś w nim drgnie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz