„Nie wydarzyło się nic wyjątkowego. I chyba właśnie dlatego chciałem zapamiętać ten dzień."
Rano obudził mnie głos stukających kropli deszczu o parapet. Leniwie się obróciłem, popatrzyłem na małą szparę między kotarami. Pogoda zapowiadała się fatalnie. A ja sam nie cierpiałem takiej pogody. Przyprawiała mnie o iście depresyjne uczucia. Zmarszczyłem nos. W domu było nieco chłodniej niż zazwyczaj przez co wstałem, od razu podszedłem do śpiącego chłopaka. Widząc lekko zsuniętą kołdrę od razu ją poprawiłem.
- Musiało być ci zimno. Chociaż pewnie jak tak by było to i tak byś nie powiedział, prawda? - lekko się uśmiechnąłem. Odgarnąłem z jego czoła kosmyki włosów. Niezadowolony i mało optymistycznie nastawiony skierowałem swoje kroki do kuchni. Nie miałem planu. Znaczy miałem jeszcze wczoraj, ale kobieta skutecznie wczoraj wybiła mi go z głowy. I w sumie wyszło na jej. Dzisiejsza pogoda uniemożliwiała, wyjście na jakikolwiek spacer. Nawet nie mówię o wyjściu na dwór. Na dodatek jeszcze dzisiaj miały przyjechać materiały do budowy altanki. Samą myśl, że będę musiał wyjść w taką pogodę i przypilnować sprawy sprawiała, że zadrżałem. Po cichu zacząłem się krzątać po niewielkiej kuchni. Przygotowałem sobie mocną, czarna kawę. Po jakimś czasie przyszła Fumiko. Akurat kończyłem karmić chłopaka. Jej głowa pojawiła się w salonie. Bez słowa rozeznała się w sytuacji.
- Chyba nici z twoich planów chłopcze. Jednak miałam rację. Zostajemy w domu. - w jej wzroku pojawił się szelmowski błysk. Widząc to uniosłem brew.
- Dlaczego mam wrażenie, że coś knujesz?
- Ja? Nigdy w życiu. - posłała mi niewinny uśmiech, a następnie wróciła do kuchni. Spojrzałem na Uzumakiego i pokręciłem głową z niedowierzaniem. Ta kobieta była niesamowita. Zacząłem kontynuować czytanie książki od rozdziału na którym ostatnio skończyliśmy. Starałem się co jakiś czas zerkać, czy nie było potrzeby poprawić poduszki, albo koca. Jednak, gdy nic takiego nie zauważałem wracałem do lektury. Jego wzrok natomiast był utkwiony w znanym mu punkcie. Czasem i ja sam się patrzyłem tam, gdzie on. I zadawałem mu głupie pytania, albo prowadziłem na ten temat jednostronne obserwacje. Gdy nastała pora obiadowa pomogłem mojej kompance przy przygotowywaniu posiłku. Czasem sobie dokuczaliśmy, albo żartowaliśmy. Było czuć od kobiety taka matczyna troskę. Obserwowała mnie w milczeniu.
- Sasuke, podałbyś mi te siatki z korytarza?
- Hn? - uniosłem brew, ale bez słowa wykonałem polecenie. Gdy je postawiłem staruszka zaczęła wyciągać pudełka z filmami, jakiś popcorn. Podejrzliwie na nią popatrzyłem.
- Obejrzymy jakiś film. - wzruszyłem ramionami. Znaczy, poznałem już na tyle jej ton głosu, aby wiedzieć że nie ma co dyskutować. Kobieta zawsze jak coś sobie postanowiła to nie ważne, ile bym się z nią wykłócał k tak przegrywałem. Wolałem tą energię przeznaczyć na opiekę nad młotkiem.
- Skoro tak mówisz madam. - mruknąłem pod nosem. Natychmiast dostałem odpowiedź w postaci ścierki lądującej na mojej głowie. Burknąłem cicho pod nosem na temat kultury, ale pod jej przeszywającym wzrokiem ostatecznie zamilkłem. Gdy przygotowaliśmy posiłek przywiozłem Naruto do kuchni, lekko poprzesuwaliśmy meble i zrobiło się miejsce. Karmiłem raz blondynka, raz siebie. Wolałem tak niż znowu słuchać wykładu na temat, że znowu prawie nic nie jem. Jednak w jednym miała rację. Przez ostatnie miesiące zrzuciłem kilka kilo. Jadłem mniej, czasami mniej spałem. Uczyłem się do późna. I przez taki tryb życia stało się tak jak się stało. Lada moment miałem pokazać kartkę z ocenami półrocznymi. Mimo, że kobieta mnie chyba, dodam raz jeszcze chyba lubiła nie zamierzała zrezygnować z naszej umowy. Dlatego chcąc nie chcąc siedziałem w książkach. Po obiedzie posprzątaliśmy i zaczęliśmy wybierać film. Zainteresował mnie tytuł, czytając opis uśmiechnąłem się. Ten wydawał się fajny, a zarazem wnoszący coś do życia. Wyciągnąłem entuzjastycznie rękę, kobieta zmarszczyła brwi. Wzięła ode mnie film. Widząc jej zniesmaczenie widziałem jak to się może dalej potoczyć. Oczywiście odrzuciła mój wybór. I wybrała kolejny, nudny tasiemiec. Znaczy zapewniała, że to jest świetna komedia. Jednak za grosz jej nie wierzyłem.
- To miał być dobry film, a nie jakiś nudny tasiemiec. - burknąłem nieco urażony, że zrezygnowaliśmy z mojego wyboru. A w sumie miałem jakiś wybór? Na pewno od początku było to ustawione.
- Właśnie dlatego go nie oglądamy. - oznajmiła nic sobie z tego nie robiąc. Oboje zaczęliśmy szykować salon pod małe kino.
- Fumiko...
- Przecież Naruto też głosował. Były dwa głosy na jeden. Co ja poradzę. To były demokratyczne wybory. - po tych słowach szeroko się uśmiechnęła w moim kierunku. Problemem było to, że nie brzmiało to zbyt przekonująco. Wolne, demokratyczne wybory taa?
- On nic nie powiedział. - mój wzrok spoczął na chłopaku który został usadowiony na łóżku.
- Czyli się zgadza. bo jakby protestował to oglądalibyśmy twój film. - wzruszyła ramionami, a następnie zajęła miejsce. Pokonany usiadłem obok Naruto. Moje ramię stykało się z jego. Dzięki temu mogłem mu przesłać trochę ciepła. Film leciał, a ja musiałem przyznać, że w kilku momentach naprawdę się śmiałem. Szczerze. Nie w żaden wymuszony sposób. Nie pamiętałem kiedy miałem okazję na takie czyny. Było to z mojej strony dosyć beztroskie. Kobieta widząc mnie takiego sama się zaśmiała. Oczywiście udałem brak zainteresowania i powątpiewająco zapytałem.
- Wy to naprawdę oglądacie?
- A ty nadal tutaj z nami siedzisz. I patrzysz w telewizor. Nawet się trzy razy zaśmiałeś. - odpowiedziała z powagą w głosie.
- Ja tylko próbuje zrozumieć co w tym jest zabawnego. - popatrzyłem w innym kierunku. Nie do końca chciałem przyznać jej rację co do wyboru filmu.
- Od pół godziny.
- Potrzebuję czasu, aby to przetworzyć. - mruknąłem. Natomiast ona ciepło się uśmiechnęła. Po tej krótkiej wymianie zdań wróciliśmy z powrotem do oglądania. Czasem pytałem Naruto, czy widzi to samo co ja. W momentach lekko żenujących mówiłem głośno.
- Na mnie tak nie patrz, to ona wybierała film. Ja tylko zostałem przegłosowany. - mimo tego posyłałem mu delikatny uśmiech. W trakcie filmu dostrzegłem, że kobieta zasnęła. Wstałem i wyjąłem z szafy koc. Delikatnie ją okryłem. Wróciłem z powrotem na swoje miejsce obok Naruto. Ostrożnie oparłem swoją głowę o jego bark. Ta bliskość była dla mnie aż nadto zadowalająca. Cieszyłem się z tej odrobiny bliskości jednak nadal pilnując granic pomiędzy nami. Nie pozwalałem sobie na egoistyczne zapędy woleć niego. Bo jak mógłbym mu kiedyś spojrzeć w oczy? Dociera do mnie, że ani razu nie sprawdzałem jak ma się Uzumaki. Ani palców, ani nie obserwowałem oczów. Nie szukałem cudów. Po prostu żyłem obok osoby którą kochałem. Uczyłem się tej sytuacji. Najzwyczajniej w świecie spędziłem z nim kolejny, normalny dzień bez wypatrywania oznak. I tego właśnie chciałem. Czułem się syto razy lżejszy. Gdy kobieta się obudziła pomogłem przygotować jej kolację. Zacząłem opowiadać jak to kiedyś Naruto wpadł na pomysł, że chce hodować truskawki. Dlatego Kushina dała mu kilka sadzonek. A on jak to on potraktował to śmiertelnie poważnie. Każdego dnia zaglądał do nich, momentami kilkanaście razy dziennie. Zupełnie jakby miały uciekać. Ja natomiast byłem zdania, że przesadza. I właśnie o to się pokłóciliśmy. Pewnego dnia wbiegł do pokoju i krzyknął.
- Sasuke! Urosła! - jego twarz wyrażała ogromną radość. Popatrzyłem na owoc który mi pokazuje. Na roślinkę faktycznie była pierwsza maleńka truskawka. Duma go rozpierała, jakby co najmniej zajął pierwsze miejsce w jakiś zawodach. Jednak następnego dnia truskawki już nie było. Oczywiście mnie oskarżył, że zjadłem mu truskawkę. Jednak nic takiego nie miało miejsca. Swego czasu nie bardzo przepadałem za nimi. Jednak prawda zawsze wychodzi. Na wieczór wujek Minato znalazł Naruto na tyłach domu z czerwonymi ustami i sokiem z truskawek. I tak to właśnie było z zaginięciem truskawki. Zaśmiałem się na to wspomnienie. Zerknąłem na młotka.
- 3 dni mnie oskarżałeś o kradzież twojej truskawki.
- I co mu na to powiedziałeś? - lekko się uśmiechnęła.
- Że jest idiotą.
- Miałem rację. - mruknąłem. Z czułością pogładziłem palcem jego dłoń. Kobieta również popatrzyła na chłopaka.
- Czyli jednak nic się nie zmieniło. - chwilę jeszcze porozmawialiśmy nim kobieta wyszła do domu. Zamknąłem dokładnie drzwi oraz wszystkie okna. Wykonałem wszystkie wieczorne obowiązki. Położyłem Naruto spania. W tle leciał jakiś film. Popatrzyłem na ekran. Zdecydowanie kolejny jakiś tasiemiec.
- Wiesz co młotku? Ten film był naprawdę beznadziejny. - lekko się uśmiechnąłem.
- Ale chyba mi się podobał. Możemy kiedyś jeszcze razem coś obejrzeć. - po tych słowach wstałem, poprawiłem kołdrę nastolatka.
- Tylko następnym razem ja wybieram. - uśmiechnąłem się pod nosem. Pocałowałem go w czoło na dobranoc i poszedłem na swoją wersalkę.
- Dobranoc młotku. - zgasiłem światło i wróciłem na swoją wersalkę. Położyłem się, wsłuchując w cichy stukot deszczu uderzającego o parapet.
Tym razem nie myślałem o tym, czy jutro coś się zmieni. Nie zastanawiałem się, czy Naruto kiedyś odpowie. Po prostu zamknąłem oczy. Jutro nadal miał być kolejny dzień. I chyba właśnie to zaczynało mi wystarczać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz