„Może nie wszystko, co kiedyś się rozpadło, musi pozostać na zawsze w kawałkach."
Kolejny wspólny poranek. Dzisiejszego dnia pogoda jest o niebo lepsza. Popatrzyłem w stronę okna. To tam spoczywały materiały na budowę altany które przyjechały wczoraj w tym okropnym deszczu. Na samą myśl skrzywiłem się. Nie było to dla mnie miłe doświadczenie. Oby nigdy więcej wychodzenia jak pada. Kiedyś Naruto mówił, że zachowuje się jak kot. Nie przepadam ze deszczem, ale uwielbiam wylegiwać się w słońcu niczym kot. Lekko się uśmiechnąłem. Mial racje. Znowu. Oporządziłem siebie. Dałem dzisiaj Naruto dłużej pospać. Sam natomiast udałem się do altany. Zacząłem upewniać się, czy na pewno niczego nie brakuje. Wziąłem miarkę i zacząłem wymierzać wszystkie drewniane belki. Każda wymierzona miała swoje miejsce przez co przy późniejszej pracy nie będę musiał przystawać i się zastanawiać, gdzie która ma iść. Mój projekt był bardzo dokładny, przez co praca była łatwiejsza. Gdy wszystko było już przygotowane wróciłem do domu. Fumiko już była i właśnie skończyła robić śniadanie. Nie spodziewałem się, że tyle mi to zajmie. Podziękowałem. Nakarmiłem blondyna, ciepło ubrałem. Oczywiście zaopatrzyłem go w poduszki oraz koc. Dzisiaj spędzimy mnóstwo czasu poza domem więc chciałem, aby miał jak najwygodniej. Ustawiłem go w jego zwyczajowym miejscu, aby miał dobry widok na to co robię, oraz abym ja mógł sprawdzać co jakiś czas, czy wszystko z nim w porządku. Przyciąłem kawałek belki, świeży zapach drewna dotarł do moich nozdrzy. Przypomniało mi się jak kiedyś z Naruto siedziałem w ogrodzie po deszczu. Byliśmy jeszcze mali, ubrudzeni ziemia. Beztroscy. Nie przejmowaliśmy się niczym. Naruto starał się zbudować jakąś budowlę z patyków, a ja jako ten mądrzejszy mówiłem mu, że to nie ma racji bytu. Rozpadnie się. On natomiast miał inne zdanie.
- Będzie dobrze dattebayo. Zobaczysz. - posłał w moją stronę szeroki uśmiech. Prychnąłem, mój wzrok cały czas śledził jego wysiłki.
- Hn. Zawsze tak mówisz.
- Bo zawsze mam rację. - gdyby mi mieli płacić za jego racje byłbym jeszcze bardziej bogaty niż byłem. Przewróciłem oczyma.
- Jeszcze raz. - westchnąłem.
- Jesteś niemożliwy. - jednak zostałem. I pomogłem mu zbudować konstrukcje. On wtedy był przekonany, że buduje coś wyjątkowego. Ja za to byłem sceptycznie do tego nastawiony.
Zaśmiałem się na to wspomnienie. Popatrzyłem na konstrukcje altany. Następnie mój wzrok powędrował na niego.
- Nadal jesteś taki sam. - po chwili dodałem.
- Tylko ja chyba trochę bardziej ci wierzę. - po tej małej, nieoczekiwanej przerwie wróciłem do pracy. Nie było czasu do stracenia. Systematycznie budowałem dalszy ciąg tego co miało być nasze. Co jakiś czas patrzyłem, czy chłopak się nie zsunął, albo nie potrzebuje czegoś innego. Popołudniu przyszła Fumiko. Ruszyłem w stronę ławki, aby zjeść szybki obiad. Jednak moim oczom ukazuje się jakiś obiekt. Nachylam się i go podnoszę.
- Nie wierzę, że to jeszcze tutaj było. - gosposia zerknęła na mnie.
- Co? - wyciągnąłem dłoń. Pokazałem jej kawałek drewna.
- Zbudowaliśmy kiedyś coś podobnego. - ona natomiast dalej wbija wzrok w przedmiot.
- Wy?
- Mhm.
- I przetrwało? - spojrzałem się na kawałek drewna w mojej ręce.
- Jak widać. - kobieta natomiast się uśmiechnęła.
- To ta może też przetrwa. - podała mi obiad. Stanowczo kazała mi zjeść i wracać do pracy. Ona nakarmi Naruto. Uległem. Nie chciałem być zaborczy. Dlatego co jakiś czas pozwalałem, żeby to ona go karmiła. Szybko zjadłem i wróciłem z powrotem do pracy. Dzień szybko minął. Pod wieczór konstrukcja oraz większość boków była zrobiona. Nigdy wcześniej nie wierciłem, nie wbijałem gwoździ. Jednym słowem było to dla mnie nowe doświadczenie. Dłonie miałem lekko poranione, a gdzieniegdzie pojawiły się odciski. Nie byłem do tego przyzwyczajony jako bogaty panicz, który nie musi kalać sobie rąk pracą. Jednak ja chciałem to zrobić. Dla niego, dla nas. Budowla była jeszcze nie ukończona. Nie było ławek, stołu. Udało mi się za to zawiesić lampki przez co dodawały one przyjemnego klimatu. Otarłem rękawem pot z czoła. Plecy bolały mnie niemiłosiernie, jednak za nic w świecie bym tego wysiłku nie zamienił. Usiadłem obok Naruto. Byłem zmęczony, brudny jednak na moich ustach majaczył lekki uśmiech. Popatrzyłem na efekt swojej pracy.
- Wiesz co młotku? Chyba naprawdę będzie ładna. - skromnie wyraziłem swoją opinię. Popatrzyłem na pomidory które znajdowały się najbliżej altany. Idealnie nadawały kontrast budowli. Zerknąłem na Uzumakiego.
- Będziesz miał swoje miejsce. Przez oczyma przeleciało mi dziecięce wspomnienie. „kiedyś wystarczyło nam kilka desek i stary koc. Teraz chciałem mu dać coś, co naprawdę mogłoby zostać z nami na dłużej."
Wieczorem zaczął kropić deszcz. Schroniliśmy się w niedokończonej altanie. Przykucnąłem przy wózku. W milczeniu wpatrywałem się a otaczającą nas przestrzeń. Następnie mój wzrok powędrował w stronę dachu. Widząc, że nic nie przecieka uśmiechnąłem się.
- No proszę. Tym razem nic się nie zawaliło. - tymi słowami nawiązałem do naszej dziecinnej budowli. Zamilkłem.
- Chyba jednak miałeś rację. - po chwili usłyszałem za sobą kroki.
- No proszę. - głos Fumiko wyrwał mnie z zamyślenia. Odwróciłem głowę. Stała kilka kroków od altany. Jej wzrok przesunął się po konstrukcji, a następnie zatrzymał na mnie.
- Jak na kogoś, kto wczoraj narzekał, że nie cierpi deszczu, całkiem nieźle sobie radzisz. - spojrzałem na swoje dłonie. Były brudne od drewna, gdzieniegdzie pokryte drobnymi zadrapaniami.
- To tylko deszcz. - Fumiko uniosła lekko kącik ust.
- Nie. Tym razem to coś więcej. - zmarszczyłem brwi, ale kobieta niczego więcej nie wyjaśniła. Podeszła do Naruto i poprawiła mu koc.
Przez chwilę staliśmy razem w ciszy. Deszcz stukał o dach. Spojrzałem na niedokończoną jeszcze altanę, potem na Naruto.
Może niektóre rzeczy naprawdę potrzebowały tylko czasu, żeby w końcu powstać.
Hejka,
OdpowiedzUsuńoch trochę czasu mnie nie było, a tutaj nowe opowiadanie, przeczytałam pierwszy rozdział tej histori i bardzo mnie zachwyciło... ciekawi mnie jak to poprowadzisz, czy się powiedzie wszystko...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia